IFK Goeteborg – Śląsk 2-0
Wyjazd na rewanżowy mecz II rundy eliminacyjnej Ligi Europy nie wzbudził takiego entuzjazmu jak wyprawa do Słowenii. Można było tego oczekiwać, wszak bractwo wypruło się z kasy. Niektórzy coś mówili o Portugalii, gdzie miał pojechać Śląsk, gdyby awansował… Sportowo niby sobie na ten awans robiliśmy nadzieję, lecz gdy zaczynało się rozmowy na poważnie, to optymizm znikał. Natomiast wszyscy zdawali sobie sprawę, że będzie interesująco kibicowsko. I było.
Przygotowania
No, trochę ich było, ale głównie w temacie okołokibicowskim. Reszta to dwa autobusy i masa kombinacji „jak jechać, by było najszybciej, najtaniej, najwygodniej”. Załatwianie promów, lotów, dojazdów, ogarnianie noclegów… Okazało się, że pomysłowość kibicowska nie miała granic.
Jazda
Startowano różnie. Autobusy dobrze po południu w środę. Auta – najczęściej ruszały w nocy. Takimi trasami, że nawet nie wiedzieliśmy, że tyle dróg może prowadzić do Goeteborga.
Przygód było trochę. Ktoś zapomniał dolać oleju i potem się dziwił, że mu się silnik przegrzewa. Interesujące było spotkanie autobusów za Berlinem. Ten pierwszy właśnie był otoczony taśmą, jaką się zabezpiecza budowy lub miejsca wypadków, na dodatek miał 4-godzinne otoczenie z żywego muru mundurów.
Wcześniej, na terenie Polski autobusy były śledzone przez wiadome służby. Jeden po wjeździe na teren Niemiec został zaatakowany przez Turków. O, przepraszamy, przez niemiecką policję, w barwy której Turcy się przebrali. Przecież to niemożliwe, że wszyscy funkcjonariusze, cały patrol ze wschodnich Niemiec miał oliwkowe oblicza…
Fajne widoki mieli ci, którzy wyprawili się duńskimi mostami. Nie tylko Kattegat robił wrażenie, lecz pola w Danii, gdzie pełno było różnego rodzaju zwierząt. Stada koni, kóz, krów, baranów do tego częste spotkania z zającami… W Polsce już takich widoków nie ma.
Frajdę mieli płynący na promach. Spora odmiana w szarej, wyjazdowej kibicowskiej rzeczywistości.
W Kopenhadze „KS” zaliczył promocję, bo w jakimś sklepie czekał aż przyjdzie ktoś chcący pobrać od niego pieniądze, ale nikt taki się nie pojawił.
25 osób leciało z Londynu a 5 z Irlandii.
Jadący wcześniej mieli kłopoty. 6 aut zostało zatrzymanych. Niektórzy się zastanawiają, kto jest kretem. Choć akurat w tym przypadku takowego nie trzeba, gdyż o tym, że „coś się zdarzy w Goeteborgu”, to jeszcze we Wrocławiu Szwedzi mówili na głos… przy pilnujących ich szwedzkich policjantach.
Goeteborg
W mieście panowała ogólna wesołość. Fani Śląska rozleźli się po mieście i nie dało się słyszeć o takich, którzy mieli nieprzyjemne przygody w swoich turystycznych wojażach. Choć wielu nie chciało się chować barw. Co więcej, co niektórzy poprzynosili z sobą jakieś drobne zdobycze.
Najciekawiej było pod knajpą w której zbierają się fani IFK. Całkiem zgrabna grupka postanowiła miejscowych przegnać z tego miejsca.
Tu zdjęcie owej knajpki już po całej zadymie.
„K” łażąc po mieście nie mógł się nadziwić ilu w kraju Wikingów łazi Murzynów, więc zakupił banany i je rozdawał wyżej wspomnianym.
Ekipa fanów Śląska widząc coś, co określiło „pochodem IFK” postanowiła ów przemarsz rozpędzić. Interwencja służb spowodowała, że kilka osób zostało pojmanych. Meczu nie obejrzeli.
Jedna z ekip poszukała wrażeń innego typu. „D” postanowił doszukać się adresu Stefana Michnika, stalinowskiego zbrodniarza, przyrodniego brata Arona Szechtera ukrywającego się pod pseudonimem Adam Michnik i wydającego Głos Tel Awiwu.
Ostatnio Stefan dostał od życia kopa i wylądował w goeteborskim domu starców, gdzie jego truchło padnie. I „D” ten adres wyśledził. No to zorganizowała się ekipa, które poszła pod ów dom oraz zrobiła tam nielegalną demonstrację polegającą na skandowaniu standardowych haseł: „precz z komuną”, „raz sierpem, raz młotem w czerwoną hołotę”, „a na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści” oraz specjalnego na tę okazję „Stefan Michnik morderca”.
Ponadto informowano w języku angielskim osoby, które przebywały w pobliżu, o tym, że ich sąsiad jest komunistycznym mordercą. Na zdjęciu ekipa pod domem starców w którym dogorywa Michnik. Wszyscy uczestnicy zgromadzenia zgodzili się na publikację „twarzówek”.
Poszukiwano innych, niż ubranych w barwy klubowe fanów, przejawów życia kibicowskiego. Ktoś wynalazł wlepki IFK (niestety, nie mamy fotki), lecz dostrzeżono więcej aktywności na murach kibiców GAIS. Były i wlepki (foto wyżej), były też napisy (choć małe i widać, że robione na szybko – zdjęcie poniżej).
Generalnie miasto jest bardzo czyste i zadbane. Ale w Szwecji ceny są z kosmosu. Wszystko jest tak ze trzy razy droższe niż w Polsce. A zaopatrzenie się w alkohol wymaga wytrwałości w szukaniu miejsc jego dystrybucji i sporego uszczuplenia kieszeni.
Jeszcze jedna rzecz. Mundurowy stojący przy parkingu przeznaczonym dla polskich samochodów z przyklejonym uśmiechem mówił wszystkim „welcome in Goeteborg”. Nadmiar poprawności politycznej aż mdlił.
Wejście
Przy wejściu na polskie sektory stał sobie steward i w czystej polszczyźnie zapraszał na mecz. Na pytanie kim jest odparł „Polakiem”. Okazało się, że uważa się za Polaka, jego matka jest Polką z Kołobrzegu, ale on sam urodził się już w Szwecji.
Na sektorze już tak miło nie było. Trzeba było z niego wyprosić osobnika, z którego twarzy było widać, że ani on kibic Śląska, ani to Polak. Coś tam próbował tłumaczyć, lecz delikatnie, aczkolwiek stanowczo został wyproszony z sektora. Później procedurę trzeba było powtarzać jeszcze w paru mniej drastycznych przypadkach.
Mecz na boisku
Żal szansy, bo momentami „ogólne wrażenie” nie wyglądało źle. Ale trzeba przyznać, że Śląsk zagrał bez pomysłu. Ilość oddanych strzałów była żenująca. Ilość stworzonych klarownych sytuacji – jedna (pudło Kiełba).
Niby coś te nasze orły walczyły, ale tak po prawdzie efektów dostrzec było nie sposób. No i babol Pawełka. Czy tam „pawełek” babolarza. Oczywiście chodzi o drugiego gola, straconego w arcykomiczny sposób.
Mecz na trybunach
Tu było ciekawie. Na kameranym, posiadającym świetną akustykę stadionie fani w barwach klubowych są wszędzie. W doping potrafią się włączyć wszystkie trybuny. Lecz najbardziej aktywne były dwa miejsca na stadionie. Naprzeciw kibiców gości i znajdujące się po prawej stronie przyjezdnych. Te sektory potrafiły z sobą werbalnie współpracować.
Śląsk z niezłym dopingiem przez cały mecz. Nie osłabiły go bramki dla gospodarzy. Co więcej – w samej końcówce spotkania gniazdowi tak podkręcili atmosferę, że pewnie miejscowi się zastanawiali, jaka by była reakcja przybyszów, gdyby to Śląsk awansował.
– Czasem was słychać, bardziej przebija się skandowanie niż śpiewy. A sektor jest w takim miejscu, że mało go pokazują – ocenił „na bieżąco” telewizyjną transmisję jeden z naszych redaktorów.
Wśród flag miejscowych były te, które odwiedziły Wrocław. Widać było, że kilka ekip siedzi jak gdyby osobno. Szwedzi swój arsenał środków kibicowskich uzupełnili aktywnymi przez cały mecz kilkoma machajkami, oraz skierowanym do nas transparentem „hellre sno an Śląsk” (pierwsza fotka w artykule). Nasz rozkminiacz twierdzi, że należy to tłumaczyć „lepszy śnieg od Śląska”, co ponoć miało nam dopiec.
No cóż, w kraju w którym biali ludzie stanowią coraz mniejszy procent populacji, śnieżna biel może co niektórych irytować.
Szwedzi najwidoczniej mają jakiś duński kompleks, bowiem na dwóch ich sektorach zawisły dwie odwrócone flagi Danii.
Śląsk przede wszystkim z oprawą „Smoke, pyro every game” czyli mniej więcej „dym i piro w każdej grze” czy też „zawsze”. Oczywiście pisanie o piro bez pirotechniki byłoby słabe, zatem było i piro. Race plus świece dymne i flagi do machania.
Tego przewidzieć nie było sposób, lecz na oprawę wybraliśmy najgorszy moment. W czasie jej trwania padły oba gole dla IFK.
Na sektorze gości tym razem były flagi: „Nabojka”, „Trójkąt”, „Motor”, Opava” „Lechia Polska – Oslo” i „WŚ”.
Powroty
Po odstaniu „swego” po meczu, czyli jakiejś pół godziny z głośnika popłynęły po polsku słowa „tu spiker techniczny, dziękujemy za przybycie, byliście zajebiści”.
Niektórzy wrócą dopiero w poniedziałek. Taki mecz. Na razie nie mieliśmy informacji o jakichś szczególnych wydarzeniach. Może poza tym, że niektórzy zmienili trasę na powrocie, bo autostrada A4 niemal od Legnicy była zablokowana.
Ilu nas było?
I tu zaczyna się problem, jak liczyć.
Weźmiemy to, co było na stadionie. Jakieś 350 osób. Tyle poszło wejściówek we Wrocławiu, wiele zostało dokupionych na miejscu, lecz również dużo osób z biletami na stadion nie dotarło. W tym około 20 kibiców Lechii Gdańsk, 10 z Opavy, 5 z Lublina, 4 z Wisły Kraków. Na trybunie nie było polonusów.
Problem jest z liczeniem tych, którzy na stadionie nie byli z różnych względów. Ale to już zupełnie inna statystyka i w innej lidze jest ona liczona.
RZ, P-K, BK, D-BK, M
</section>