Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl

Gliwice 11 kwietnia 2015

GNabojkaPiast Gliwice – Śląsk 2-0
Mecz miał być spotkaniem ostatniej szansy na sensowne zakończenie sezonu 2014/15. Po tym jaki był jego rezultat, a przede wszystkim po tym, jak Śląsk się zaprezentował, choć wciąż jesteśmy na 4. pozycji, to już jest wiadome, że będzie lipa. Bo nawet jeśli jakimś cudem uda się zrobić wynik, to gołym okiem widać, że zespół dołuje. I jeśli się czegoś nie zrobi, jakiegoś radykalnego ruchu, to specjalnych perspektyw przed tą drużyną nie ma.
Przygotowania
Dwa autobusy + jeden mini autobus. Reszta bractwa organizowała się sama. Jak się słyszało jak towarzystwo ma jechać i jakie ma podjąć środki ostrożności, to zaczęło zalatywać kabaretem. O tym, że wyjazdy zaczynają przypominać wycieczki turystyczne na Fanie już pisaliśmy. I pewnie napiszemy znów za niedługo.
Jazda
Wyjazd do Gliwic został potraktowany jak tourne dla emerytów. Środki ostrożności? A co to takiego? Dość powiedzieć, że jedna z ekipek mijała się na podwrocławskich bramkach autostadowych ze Stalą Stalowa Wola, to już po ich minięciu, z jednego auta zatelefonowano do drugiego:
– Widzieliście trzy autobusy Stali?
– Gdzie?
Czujność na poziomie zerowym! Dla mniej zorientowanych – Stal Stalowa Wola grała w Wałbrzychu.
Więcej rozwagi, a być może szczęścia, miał jeden z fanklubów. Wyruszyli w trasę kilkanaście minut po tym, jak przez ich miasto przejechało około 20 aut fanów Zawiszy (?-tak zostali rozpoznani), którzy się wybierali do Głogowa ze swoimi ziomkami z krecikowa.
GpostojOwszem, znaleziono punkt zborny, lecz co z tego, skoro z niego i tak nie można było wystartować wspólnie?
Po drodze jedno z aut zdefektowało, a z jedną rzeczą spotkaliśmy się po raz pierwszy w życiu. Dobrze, że przy najlepszej z możliwych widoczności, bo inaczej dla kogoś mógł to być koniec życia. Zepsuty TIR stojący na lewym pasie ruchu.
Najciekawiej było przed samymi Gliwicami. Towarzystwo się pogrupowało w kilkanaście osobnych ekipek. Te większe zostały zauważone przez służby, ale parę drużyn po 4-5 fur jeździły sobie po Gliwicach. Nie miało to jednak jakichś efektów w działaniach chuligańskich.
Wejście
Trzeba przyznać, że tym razem w Gliwicach wchodzenie było nader sprawne. I nawet ci, którzy dobili w ostatniej chwili nie mieli problemów z wejściem na czas.
Mecz na boisku
O ile jeszcze w I połowie jako tako wszystko wyglądało, to to, co się zdarzyło po przerwie powinno być ostatnim sygnałem alarmowym.
Nie chodzi o wynik. Chodzi o podejście do gry. Dlaczego Śląsk wyszedł na II połowę znacznie później niż Piast? Nie wiemy. Mieliśmy nadzieję, że się nam piłkarze koncentrują na maksa. Tymczasem wyszła drużyna, która zajęła się pozoranctwem gry. I los nie okazał się dla pozorantów łaskawy.
Tym bardziej, że Śląsk od pierwszej minuty spotkania grał mając jednego zawodnika mniej. Nie, to nie jest pomyłka. Sędzia Musiał, choć w 2012 roku miał swój wielki, sędziowski wkład w zdobycie przez Śląsk tytułu mistrzowskiego, niezbyt Śląsk lubi. Mówiąc bardzo ogólnikowo. I tak właśnie „nielubiejąco” gwizdał. Takie drobiazgi, trudno zauważalne dla większości oglądających mecz, lecz widoczne dla osób znających temat.
Dla sztabu szkoleniowego owa nieprzychylność Musiała do Śląska powinna być znana. Jeśli nie jest, to niniejszym informujemy, że gdy Śląskowi sędziuje ten arbiter spodziewanie się życzliwości jest bardzo naiwne.
Tym razem arbiter skrzętnie wykorzystał wszystkie nadarzające się okazje, by ułatwić Piastowi grę. Najlepiej było to widać w momencie zakończenia I połowy. Dla przypomnienia – nie dał rozegrać rzutu wolnego jakieś 30 metrów przed bramką gospodarzy. Taki niby drobiażdżek…
Co ciekawe, przy stanie 1-0 Musiał zaczął „sędziować boisko”. Może był kibicem remisu?
Ale wracając do głównego tematu. Musiał Śląska nie lubi, lecz nie będzie za Śląsk nadstawiał głowy. I jeśli piłkarze Śląska nie wykazują ambicji, woli walki, to nawet bez pomocy arbitra takiego meczu nie da się wygrać.
Na wnioski płynące z postawy graczy i na znalezienie rad jak się kłopotom przeciwstawić przyjdzie jeszcze w tym tygodniu czas, także na łamach Fana.
Na bieżąco – ktoś z dwójki bliźniaków musi przygrzać ławę, bo ich brak „gry na 110%” jest widoczny nawet na trybunach, a jaki ma wpływ na zespół, to trener powinien wiedzieć najlepiej.
Miłośnikom Hateleya – obejrzyjcie powtórkę tego meczu w TV. Jak się skoncentrujecie na swoim idolu, to zobaczycie dramat. Dramat z jednym przebłyskiem.
W Śląsku chyba jakieś zawody powstały. Zawody na najszybsze zejście z boiska przez rezerwowego. Tym razem do konkursu stanął Danielewicz.
Marco może sobie dawać koszulki po każdym meczu, tym razem zrobił to z partyzanta, ale w Fanie jego brak zaangażowania będzie opisywany na pewno.
GmlynMecz na trybunach
Jak wyglądał młyn Piasta w chwili rozpoczęcia spotkania – pokazujemy obok. To już we Wrocławiu lepiej się pokazali.
Śląsk – doping całkiem niezły, nawet w chwilach straty gola. Ale do rewelacyjnego – bardzo daleko. Fajnie wyszło długie śpiewanie jednej piosenki, przerobionej bardzo starej melodii. Nawet wówczas, gdy Śląsk tracił bramki.
Na sektorze pojawiło się 9 flag. Nabojka, Jawor, Milicz, Śląsk on Tour, Furiaci, WKS Śląsk Wrocław, Oława, Skokowa i KKN.
GśmierćKKN-u wisiała na sektorze gości, choć sami KKN-owcy w liczbie 20 byli na sektorze obok (wzdłuż linii bocznej boiska). Ze spraw innych – po meczu piłkarze nie wiedzieli, jak się zachować. Z sytuacji najlepiej wybrnął trener Pawłowski, który tłumaczył się za siebie i za zawodników przy płocie (na zdjęciu obok, jeszcze wśród piłkarzy, za chwilę podejdzie do ogrodzenia).
Powroty
Jeszcze nie wszyscy wrócili. Jedna osoba została zatrzymana na 48 godzin „za posiadanie”. Ostatni, którzy tego typu przygód nie mieli zajechali do Wrocławia w niedzielę o 7:30 nad ranem. Bo załoga wyruszyła w tany w nieco innym kierunku niż do domu. Kilka samochodów wystartowało ze sporym opóźnieniem. Podczas gdy jedni oczekiwali na informacje o zatrzymanym „posiadaczu” i dostarczali mu dokumenty, jakie pozostawił w aucie, inni próbowali naprawić wózek, który do Gliwic przyjechał normalnie, a po meczu nie miał ochoty odpalić. Gdy wreszcie silnik zaskoczył wszyscy odetchnęli z ulga. Nie na długo jednak i wózek miał spore problemy.
Pamiętacie jeszcze opisany wyżej epizod z minięciem się z ekipą uznaną za Zawiszę? Ten sam fanklub zajeżdżając na stację benzynową już niedaleko domu dowiedział się, że kibice z Bydgoszczy (?) pięć minut wcześniej opuścili tą samą stację.
Ilu nas było?
Na sektorze gości, według listy, pojawiło 781 osób. Kilka niedojazdów, sporo osób dopisywanych. Może 800 udało się dociągnąć. Reprezentacje zgód – pojedyncze osoby. Nam udało się wychwycić 2 fanów Wisły. Gościnnie był też jeden przedstawiciel Zagłębia Sosnowiec.
RZ, KKK, FcM-F, BK,

				</section>