Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl

Gdańsk 6 XII 2015

hoolsheaven

X1Lechia Gdańsk – Śląsk 1-0
To był ważny mecz dla obu drużyn. Lechia przegrała pięć kolejnych meczów ligowych, natomiast Śląsk nie potrafił w lidze zwyciężyć przez 10 kolejnych spotkań.
Przygotowania
Następny mecz na zakazie, który to zakaz wszyscy mieli gdzieś. Przygotowania do wyjazdu były czynione, ale głównie towarzyskie. Fani Śląska szykowali gadżety dla mających ugościć ich gdańszczan. To już taki wieloletni zwyczaj.
Sporo grup wzajemnych znajomości robiło własne, specyficzne gadżety. Jeśli jedna z grup zdecyduje się na opublikowanie fotki w swoich prezentach, to będzie hit na całą Polskę. W szczególności na tylnych łapkach będzie stawać towarzystwo z Głosu Tel Awiwiu.
Ponadto we Wrocławiu dystrybuowano wejściówki. Sporo osób uznało, że bilety będzie nabywać na miejscu, co wiąże się ze specyficznym rozkładem marż. To „kupowanie na miejscu” miało swoje konsekwencje, które są opisane nieco niżej.
Jazda
Jak to na taki mecz zgodowy – ilu jadących, tyle sposobów przemieszczania. Na dodatek niedzielny termin powodował, że wiele osób wykorzystało plan „najpierw dzień, albo dwa zabawy, dopiero później mecz”.
Największa grupa, jak zwykle, jechała nocnym pociągiem. I jak zwykle był to „patociąg”. Od patologii. Płyny rozweselające, huki zabawowe i śpiewy chuligańskie wraz z hymnem chuliganów zapłotowych „zawsze i wszędzie…” długo dawały o sobie znać. Trzeba przyznać, że kondycję towarzystwo ma lepszą od piłkarzy. Dość wspomnieć, że cisza zapadła dopiero w okolicach Inowrocławia (a teraz zapraszamy do wczytania się w rozkład jazdy PKP – zwróćcie uwagę na trasę tego pociągu, zobaczycie jaki to wyczyn drzeć się do Inowrocławia).
Za Poznaniem o mało nie doszło do samobójstwa. Koleś tak walnął się w głowę, że krew mu wręcz pryskała z rozwalonego czoła. Mimo utraty jakiegoś litra krwi chciał kontynuować podróż do Gdańska. Wątpliwe, by przeżył z tą fontanną. Dojechał do Gniezna, gdzie zabrało go pogotowie.
Taka uwaga na marginesie. Koleś żłopał wódkę nie sam. Natomiast pomagali mu ludzie, którzy go nie znali. I nikt ze „znajomych” w tym Gnieźnie nie miał zamiaru z nim zostawać. Nawet nikt nie interesował się jego kurtką i gdyby nie nie trochę krzyku, to odzienie pojechałoby dalej pociągiem.
H… z takimi kolegami. Zresztą o zmianach zachodzących w naszym światku jest akapit w rozdziale „Powroty”.
Najdalsza dzielnica Wrocławia
Nie padało. Temperatura, jak na grudzień – nie najgorsza. Wszystko zatem składało się na interesującą wycieczkę turystyczno – krajoznawczą. I tak właśnie było.
Towarzystwo rozpełzło się po najdalszej dzielnicy Wrocławia. Ilość wspólnych imprez – naprawdę ogromna.
Oczywiście musiało dojść do różnych zgrzytów.
Jak wiadomo, do Gdańska jedzie wiele osób, które o tym, że są „wyjazdowiczami” przypomina sobie raz na rok. Właśnie przed eskapadami do Trójmiasta (takim m. in był opisywany wcześniej gostek z rozbitą głową). Zatem nic dziwnego, że mieliśmy do czynienia z taką sytuacją: na dwie godziny przed meczem w jednej z galerii handlowych koło dworca głównego do kasy przy wyspie kibica chciało się wbić trzech młodzieżowców podających się za przybyszów z Wrocławia. Ludzie długo stali w kolejce (w tym fani Śląska), zatem odesłali młodzieżowców na koniec ogonka. Co przez zainteresowanych było kwitowane głośnym narzekaniem w stylu „zajebistą macie gościnę”.
Ocenę zostawiamy czytelnikom.
Mecz na boisku
Co można powiedzieć o spotkaniu, w którym pierwszy celny strzał zanotowano pod koniec meczu, gdy w tym czasie rywal kilka razy zmarnował tak zwane „setki”? To, że Śląsk przegrał tylko 0-1 należy uznać za cud.
Co nie zmienia dobrej samooceny zawodników. Stwierdzenie pomeczowe Piotra Celebana „mogliśmy zremisować” nadaje się do kabaretu.
Tak, mogliście zremisować, bo futbol to taki sport, w którym czasem największa pierdoła wyroluje mistrza. Ale mogliście równie dobrze dostać łomot jakiego w tym sezonie jeszcze nie było.
Co do samego Celebana – jego występ został przez nas przyjęty ze zdumieniem. To, że nie sprawdzaliśmy informacji podawanych przez C+ świadczy o naszym lenistwie. Ale do niedzieli uważaliśmy C+ za profesjonalistów, przynajmniej w futbolu. Tymczasem podczas meczu z Termaliką w Niecieczy dziennikarze Canal Plus podali, że żółtą kartkę, czwartą w sezonie, dostał Celeban. Podczas gdy w protokole takiej kartki nie było.
Albo gamoniami są dziennikarze, którzy nie chcieli spojrzeć na powtórki własnej produkcji, by zobaczyć, kto „żółtkiem” został „uhonorowany”, albo idiotą jest sędzia, który faktycznie ukarał Celebana, a do protokołu wpisał kogoś innego.
Dzięki temu Celeban ma trzy „żółtka” i w Gdańsku mógł grać.
Przy czym, dodajmy od razu – nie on był wśród najsłabszych ogniw słabiutkiego łańcucha.
Śląsk pod koniec meczu pokazał, że grać umie. Nawet zdobył gola, którego sędzia nie uznał. Lecz prawdziwy obraz meczu został w tym ostatnim kwadransie przekłamany, gdyż wcześniej przez minut 75 Lechia była drużyną o kilka klas lepszą.
20151206_162109Mecz na trybunach
Bez fajerwerków. Lechia zaprezentowała najpierw oprawę na sektorze zajmowanym przez dzieci, później w tym samym miejscu – flagowisko. Doping wspólny, zgodowy. Śląsk z flagami „Nabojka”, która wisiała na prostej, oraz „Legiony Wrocławia” „Śląsk” na szachownicy, „Śląsk” oraz mała flaga „Fighters”.
Fani Śląska zbulwersowali się na posatwę Flavio i Bilińskiego. Obaj po meczu mieli kibiców w nosie i sobie poszli do szatni.
Powroty
„Patociąg” był wyraźnie zmęczony. Już w Tczewie było cicho i spokojnie.
Zainteresowanie wzbudził jeden z zaopatrzeniowców, który po Poznaniu hasał rozebrany do pasa. Dla lepszego uzmysłowienia: w grudniu w środku nocy.
„J” i „G” natomiast wracali autem. Niestety, stan żadnego z nich nie pozwalał na kierowanie pojazdami mechanicznymi. No to znaleźli kierowcę zapasowego. Ten jednak już na drugim skrzyżowaniu… uciekł im z auta.
O tym, jak zmienia się światek kibicowski najlepiej świadczy to, co się zdarzyło po przyjeździe na końcowy przystanek „patopociągu”. Podczas wychodzenia kilkuset osób z Dworca Głównego nie było ani jednego okrzyku. Nie mówimy tu o okrzykach grupowych. Nikt nie wydarł się nawet w solo. Po prostu grupa kilkuset pojedynczych osób, które przypadkiem wracają z tej samej imprezy.
Coś się z nami stało niedobrego.
Ilu nas było?
Tym razem podamy jedynie liczbę orientacyjną. Kompletny brak danych. Z jednej strony naprawdę bardzo dużo osób postanowiło „nie korzystać z wrocławskiej puli wejściówek”, z drugiej równie wiele osób mających bilety nie miało najmniejszego zamiaru wchodzić na mecz. Około setka (baaaaardzo w przybliżeniu) była w Gdańsku, lecz nawet nie zbliżała się do stadionu. Inni utknęli na stałe w przystadionowej knajpce i nawet na moment się z niej nie ruszyli w trakcie meczu. Nie wspominając o takich, którzy po pierwszej połowie zrezygnowali z oglądania widowiska sportowego i również wylądowali w barze.
Których liczyć, że zaliczyli wyjazd, a których – nie?
Chyba najbliższym prawdy byłoby policzenie tych, którzy nie tylko zaliczyli stadion w trakcie meczu, ale zrobili to na sektorze zajmowanym przez fanów Śląska, czyli sektora Lechii. 500?
RZ, AG, JN, FP, fot. G

2+