W polityce słowo „zdrada” nie istnieje. Pamiętacie jeszcze dzień 11 listopada 2010 roku? Na wrocławskim Rynku rzesza ludzi chcących uczcić Święto Niepodległości. I banda antypolskich nienawistników, która tego dnia na wezwanie Głosu Tel Awiwu wyszła, by na ten tłum gwizdać. Gwizdać nienawistnie, nawet podczas odśpiewywania Mazurka Dąbrowskiego.
Bandzie przewodził pismak z Głosu Tel Awiwu, a kto się w tej bandzie znajdował? Był tam miłośnik tolerancji wszelakiej Władysław Frasyniuk. To, że dymał w gwizdek – sprawdziłem osobiście. Ponieważ znaliśmy się osobiście, zatem próbował mi podać rękę. Czym udowodnił, że zasady są w jego życiu mało istotne, bo wiedział po której stronie stoję.
Frasyniuk to osobnik, który w tamtym okresie chciał, by święto 11 listopada w ogóle znieść. Więcej o tym genialnym pomyśle tutaj:
https://goniec.com/wiadomosci/polonia/3299-frasyniuk-potrzasa-emigracja
Tuż obok Frasyniuka podczas dymanka paradował imć Dutkiewicz, osobnik, który pochodząc z Wielkopolski został prezydentem Wrocławia.
W czasie dmuchanego „wydarzenia” z gwizdkami latały osobniki reprezentujące polski Sejm, wrocławską Radę i różni inni „oficjele”.
Jaka była ówczesna interpretacja mediów głównego nurtu okoliczności towarzyszących świętowaniu 11 listopada? Podział był prosty. Światła i tolerancyjna, europejska Polska wylazła z gwizdkami. Czcić historię, o przepraszam, szerzyć faszyzm przyszli katonarodowcy, mohery, nacjonaliści, ksenofoby, oszołomy, zresztą sami możecie wyłapać na internecie jak jeszcze nazywano tych, którzy z szacunku dla naszych przodków przyszli świętować datę odrodzenia Niepodległej. To byli faszyści.
Cztery miesiące później, 1 marca 2011, na pierwszym w Polsce marszu dla Żołnierzy Wyklętych co prawda „gwizdkowych” nie było, lecz w tych samych mediach trwała identyczna nagonka. Z dodatkowym elementem. Takim udowadniającym, że Żołnierze Wyklęci byli zwykłymi bandytami. Zwalczanymi przez organizacje miłujące pokój, takie jak NKWD, UB i inne tym podobne. A ich pamięcią zajmują się katonarodowcy, mohery, chuligańscy kibole i oczywiście faszyści.
Minęło tylko pięć lat
Pięć lat to nawet w życiu jednego człowieka to nie jest tak dużo. I co się w ciągu tego czasu stało z ówczesnymi gwizdkowymi?
Widząc, że naród się budzi, że z ulic miast poznikali idioci z koszulkami Che zbrodniarza, natomiast pojawili się ludzie z wizerunkami polskich bohaterów, że zaczął się kult Żołnierzy Wyklętych, że wyśmiewanie się z Polski i polskości już nie jest takie „cool”, nagle ci sami politycy zmienili front.Najpierw „tak niby dla jaj” – urzędujący prezydent Polski Bronisław „bul” Komorowski organizuje 11 listopada „czekoladową niepodległą” czy jakieś tam inne „orzeł może”. Także na wrocławskim podwórku Dutkiewicz jeszcze się waha. Niby otwiera Rondo Żołnierzy Wyklętych, ale dokładnie pół roku później honoruje i zaprasza mordercę tychże Żołnierzy – byłego NKWD-zistę, zasłużonego w walkach z polskim podziemiem majora Baumana.
Teraz, gdy potępienie Baumana staje się powszechne, Dutkiewicz… sam organizuje uroczystości z okazji Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych.
Można rzec, że według standardów gazety Szechtera i Blumsztajna z 2011 roku Dutkiewicz został faszystą.
Roman Zieliński, fot. niezlomni.com, wdolnymslasku.pl
Co do fotki z powitania Hitlera we Wrocławiu (poznajecie budynek Dworca Głównego PKP?). Adolf Hitler byłby dumny z osoby z Wrocławia, która w 2010 roku chciała przemianować na okres Euro 2012 to miasto z powrotem na „Breslau”.
http://www.gazetawroclawska.pl/artykul/465138,wroclaw-chce-reklamowac-sie-w-niemczech-jako-breslau,id,t.html
</section>