Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl

Cisza i spokój

hoolsheaven

tapetaZbliża się „mecz sezonu”. Dla części towarzystwa z trybun stadionu Śląska takim pojedynkiem jest spotkanie z Zagłębiem Lubin.
W Lubinie pojedynki ze Śląskiem uważane za najważniejsze w sezonie są przez chyba wszystkich. Można się zatem spodziewać, że przez najbliższe dni będzie na Fanie natłok wizyt z Lubina i okolic. Pewnie na innych portalach związanych ze Śląskiem również.
Część z nas twierdzi, że dobrze, że takie Zagłębie Lubin istnieje. „Bo wytwarza mobilizację”. Pozwolicie, że mam w tej kwestii odmienne zdanie. I teraz postaram się je uzasadnić.
„Święty rywal” musi być
Zgadzam się, że każdy potrzebuje takiego przeciwnika, który zwiększa mobilizację. Ale wolałbym, żeby był to klub z innego rejonu Polski. Tak jest w Poznaniu, tam prąd się włącza głównie w przypadku spotkań z mistrzami wszechświata i okolic.
Rywal mając swoją siedzibę „pod nosem” jest nieekonomiczny.
Wyobraźcie sobie, że w Lubinie nie ma żadnego klubu piłkarskiego. Z kim sympatyzowaliby wtedy mieszkańcy Lubina? Może z Miedzią, a może ze Śląskiem!
Rywal „pod nosem” nie tylko sam jest zbędny, ale jeszcze wciąga w swoją orbitę kilka najbliższych miast. Doskonały przykład – Bolesławiec. Jest lubiński, a wcale nie musiał być.
Świetnym przykładem na liczbę fanklubów jest województwo górnośląskie. Ile swoich FC mają Ruch, Górnik Zabrze, Katowice, Tychy, Polonia Bytom, Piast Gliwice, Zagłębie Sosnowiec? Odra Wodzisław jest niemal w zaniku, bo nie tylko jest „sama dla siebie”, a na dodatek włączył się inny czynnik. Zapaść czysto sportowa.
Nigdy bowiem nie można założyć, że to my będziemy lepsi ze sportowego punktu widzenia. Może się zdarzyć, że największy lokalny rywal będzie brylował, gdy naszym orłom pozostaną same porażki. Jeśli ten okres potrwa zbyt długo, to nam to na pewno nie pomoże.
Najlepszym przykładem jak odwracają się sympatie w regionie, gdy o wpływy walczą dwa kluby, z których jednemu kompletnie nie idzie, jest rywalizacja między Śląskiem z Górnikiem Wałbrzych. Na terenach, które swego czasu były „wałbrzyskie” zdążyło wyrosnąć nowe pokolenie, które do Górnika sentymentu żadnego nie ma.
Myśląc politycznie, trzeba patrzeć nie tylko na to, co jest obecnie i co może się zdarzyć za lat rok czy za lat pięć. Trzeba kombinować, co się może wydarzyć za lat trzydzieści, czy nawet pół wieku.
Naszym najlepiej rozumianym interesem jest zniknięcie Zagłębia Lubin ze sportowej mapy Polski.
Po co mają się pompować?
Natomiast co do publiki na meczach obu tych drużyn, skoro już one się odbywają – osobiście chciałbym, by te pojedynki rozgrywano przy kompletnie pustych trybunach. Obecnie, nawet przy tak niskiej frekwencji, jaką zaliczamy ostatnimi czasy, to Śląsk jest klubem numer 1 jeśli chodzi o sympatię w regionie. Tu, nawet w kryzysie, przychodzi więcej ludzi niż na Zagłębie. To dla lubinian mecze ze Śląskiem są tymi, które mogą „zrobić frekwencję”. Nie tylko jednorazowo, bo przyjdzie taki na mecz, zobaczy piłkarskie święto (dla lubinian to jest święto, czy tego chcą, czy nie – bo tak się nakręcają od lat), jeszcze Kreciki zwyciężą po golu w 95 minucie i już junior może się zaszczepić atmosferą.
Powiecie, że może się zaszczepić atmosferą na pojedynku z innym rywalem.
Może. Ale jeśli spotkania ze Śląskiem są tymi, które napędzają najwięcej widzów, to znaczy, że największe prawdopodobieństwo, iż młody wyląduje na stadionie, jest właśnie przy okazji wizyty Śląska.
Dlatego odpowiada mi atmosfera ciszy i spokoju przy okazji pojedynków Śląska z Zagłębiem Lubin.
Najbliższe spotkanie obu klubów odbędzie się w Lubinie w niedzielę o godzinie 15:30. My na ten mecz mamy zakaz wyjazdowy.
Roman Zieliński, fot. napulpit.com

				</section>