Pierwszy mecz I rundy eliminacyjnej Ligi Europy z kibicowskiego punktu widzenia trafił się doskonale pod względem logistycznym. Nie chce nam się szukać ile drużyn mogłoby być rywalem Śląska, a których siedziby leżałyby bliżej Wrocławia. Może z parę. Ale 750 kilometrów to odległość, której na pewno nie można się było bać.
Sam wynik losowania w zdumienie wprawił zwłaszcza „R”:
– Ale numer, ja przez kilka miesięcy pracowałem tuż obok Celje – cieszył się. I to on „odkrył” ciekawe miejsce na przedmeczową zbiórkę.
Przygotowania
Ściągnięto 1 200 wejściówek. Nikomu się nie wydawało, że pójdzie aż tyle. Bo co niektórzy już kombinowali „nie pojadę do Słowenii, bo w II rundzie będzie Goeteborg”. Tymczasem bilety się rozeszły. Słoweńcy chcieli zarobić, zatem obiecali, że nie będzie kłopotów z nabyciem dodatkowych 800 kart wstępu na miejscu.
Logistycznie przygotowano 2 autobusy, lecz nastąpił prawdziwy wysyp łapania sobie wszelkich możliwych busów. No i auta, auta, auta…
Jazda
Generalnie bez przygód. Choć starano się jechać grupami po kilka, a czasem nawet po kilkanaście samochodów. W drodze na pewno był widoczny zdefektowany bus na milickich blachach (wypożyczony, wcześniej widziany z ekipą dwóch aut z Wołowa). Nie dotarliśmy do informacji, czy załoga tego busa dotarła.
Przed meczem
W kilku miejscach odbyły się przedmeczowe zbiórki. Jedno z takich miejsc to plaża nad jeziorkiem w miejscowości położonej 25 kilometrów od miejsca docelowego. Plaża, miejscowe piwo, także resztki piwa z Polski, słońce, widoki niesamowite, melanż, choć z oczami dookoła głowy. Jak się ostatecznie okazało – ta nadwrażliwość była zbędna, lecz po wypadkach sprzed dwóch lat ostrożności nigdy nie za wiele.
Miejscowa milicja mało inwazyjna. Po przygodach w innej części byłej Jugosławii, w Czarnogórze w 2012 roku można się było spodziewać różnych scenariuszy.
Okolice stadionu opanowane zostały przez zieloną falę, która rozlała się po okolicy nie tylko obiektu sportowego, lecz po mieście i wokół samego miasta.
Temat rozmów przedmeczowych bardziej niż o możliwych wydarzenia w Słowenii oscylował wokół wydarzeń z Wysp Brytyjskich, gdzie zaledwie pięć dni wcześniej kibice Śląska obili ekipę proszących się o guza starych fanów Millwall.
Miasto nad wyraz czyste, fajny, zabytkowy klimat. Widać, że jest nastawione na turystykę.
Droga ta Słowenia. Wcale to nie jest najtańsze miejsce na wypoczynek.
Widoczny brak różnokolorowej imigracji. Nie tylko na stadionie, lecz na mieście. Przyglądając się miejscowym – niestety, widocznych trochę Cyganów burzy obraz społeczeństwa idealnego.
Wejście
„D” terroryzował w swoim pojeździe kilka osób, które lubią sobie nadużywać wody rozmownej. Skończyło się tym, że terroryzowani weszli na stadion, a „D” w czasie meczu „odpoczywał” na parkingu.
Okazało się, że darmowy wstęp dla pań obowiązuje jedynie na sektorach dla miejscowych.
Przed samym meczem na parking wjechał bus na chorwackich blachach, w którym było kilka osób ubranych w charakterystyczne koszulki Chorwacji. Nie dotarliśmy do informacji co to była za ekipa i o co w tym chodziło.
Mecz na trybunach
Na mieście nasi reporterzy odkryli tylko jeden mały dowód na istnienie czegokolwiek z życia kibicowskiego w NK Celje. Tym dowodzikiem była wlepka „Ultras Celje” (zdjęcie poniżej, przyjrzyjcie się co jest na znaku drogowym podłużna, lekko naderwana). No i przed samym meczem poszło, że „ktoś od nas drapnął im flagę, ale psiarnia go zatrzymała”. Nie wiemy, czy chodzi o kogoś innego, kto też „się zabawiał”, gdyż jedna flaga miejscowych dotarła na Dolny Śląsk na pewno.
Za stadionem odbywało się szkolenie milicyjnego psa. Atakował pozoranta, z dłońmi obwiniętymi specjalnymi rękawicami.
– Na szczęście pozorant jest w czerwonej koszulce, bo jakby był w zielonej, to po meczu sierściuch miałby za dużo celów… – śmiano się oglądając z korony stadionu poczynania zza bram obiektu.
Miejscowi – ruch kibicowski praktycznie niezauważalny. Trochą ludzi w żółtych koszulkach, lecz na pewno nie był to wyróżnik „ekipy”, bo mieli te koszulki typowe zgredziki i kobitki, których na tym meczu było naprawdę sporo. Być może dlatego, że dla miejscowych pań klub Celje wprowadził wejściówkę za darmo. Niestety, nasze panie na taki bonus liczyć nie mogły.
Na stadionie miejscowi nie wywiesili żadnej swojej barwy. Jedyną rzeczą, która można by nazwać zalążkiem ultrasowskim był dość zaawansowany wiekowo gość z dwoma bębnami. Doping dla miejscowych na zasadzie „Cel-je Cel-je krzyczy cała trybuna” na samym początku spotkania i na początku II połowy, gdy miejscowi futboliści trochę przycisnęli.
Na stadionie jedyny napój to było piwo. Przynajmniej w przerwie, przynajmniej na sektorze gości.
Śląsk z oprawą – flagi na kijach. Plus trochę pirotechniki, część podczas flagowiska, a część na spontanie po golu dla Śląska.
Flagi wywieszone przez Śląsk: „Nabojka”, „PDW”, stara, niebieska brytyjka z herbem Śląska, debiutująca na tym meczu „Łaziory”, „Polska-Węgry”, „Legiony Wrocławia”, „Opava”, „Oława”, „AS”, „Skokowa”, WŚ, 2 flagi Wisły „WS” oraz „Jaworzno”, a także baner „PDW Opava”, oraz w osobnym sektorze za bramką „KKN”, gdzie siedzieli członkowie KKN-u.
Mecz na boisku
Czerwony księżyc to ponoć zapowiedź nieszczęścia. Czerwony księżyc był nad stadionem, o nieszczęściu nic nie wiadomo.
Mecz rozgrywany był w niesamowitej duchocie. Ci, którzy sobie stanęli na samej górze sektora mieli przynajmniej delikatną bryzę.
Mecz mógł się nam podobać, ale tylko w I połowie. Wtedy była widoczna różnica klasy. Niestety po przerwie wiało katastrofą. Tak, jakby w szatni zawodnicy uwierzyli, ze jest już po sprawie. A rywale właśnie przerwie doszli do wniosku, że to ich ostatnia szansa na przedłużenie europejskiej przygody.
Na pewno nie możemy narzekać na sędziowanie. Widać było, że arbiter Śląskowi zaszkodzić nie chciał.
Powroty
Wiele się wypisywało na różnych forach o stosunkach/ układach panujących w Słowenii i w krajach znajdujących się po drodze, lecz jakoś nikt nie wspomniał o tym, że po godzinie 22 nie sprzedają tam alkoholu. Tak było przynajmniej na stacjach benzynowych.
Pierwsi wracający zameldowali się w domach już w piątek nad ranem, lecz dla niektórych (choć relacja jest montowana 24 godziny po zakończeniu meczu) mecz jeszcze trwa. Część bractwa potraktowała okazję na kilkudniowy wyjazd wakacyjny.
Sporo osób w czasie jazdy do domu już kombinowało na temat wyjazdu do Goeteborga. Inni twierdzili, że do Szwecji pewnie znów nie pojedziemy, bo UEFA nas podsumuje za ognie i petardy na trybunach.
Ilu nas było?
1200 wejściówek poszło we Wrocławiu. Na miejscu dokupiono jeszcze trochę, ale niezbyt wiele, zatem oficjalnie trzeba podać, że nasza liczba wyniosła 1300. W tym Wisła 60 osób (jest żródło podające, że 100), 34 z Lublina (ktoś stwierdził, że chodziło o 44), 12 Opava, 10 Lechia 1 Ferencvaros (3 nie dojechało).
T-RS, BZ, BK, PN, PN-B, S-NR, B-emigr, K-emigr, R, RZ, fot. Bartłomiej Wójtowicz slasknet.com
</section>
