To stało się dość dawno, jeszcze pod rządami najsłynniejszego kibolskiego chuligana wszechczasów, potrafiącego podczas meczu wyjazdowego tak wywijać znalezionym wężem ogrodowym, że wystarczyło, by odstraszyć całe tabuny napastników. Chodzi rzecz jasna o bydgoski występ gdańskiego „twardego człowieka z młyna”, Donalda Tuska. Otóż za kadencji owego wężowego hoolsa odbyło się spotkanie podczas którego milicyjni komendanci poszczególnych województw dostali wolną rękę do działań skierowanych przeciw kibicom. Był to kolejny etap wojny z kibolami, jaką wypowiedziały władze.
Na czym ta wojna miała polegać? Ano na drastycznym karaniu kibiców. Dla przykładu. Zwykły śmiertelnik robi drobne wykroczenie. Rzuci peta na ziemię, przejdzie na czerwonym świetle, przekroczy dozwoloną prędkość o 10 km na godzinę, pije piwo na świeżym powietrzu lub w podobny sposób „łamie prawo”. Posterunkowy za to wykroczenie może pouczyć, ukarać mandatem minimalnym lub maksymalnym. Zwykły śmiertelnik łapie się na pouczenie lub mandat minimalny, natomiast kibol za to samo dostaje maksymalny.
Skąd mundurowy wie, że to kibol? Bo namierzony jest ubrany w szalik, bluzę, koszulkę, ma wpięty lub przyszyty herb klubu, lub jego auto ma zawieszony gadżecik na tylnej szybie.
Tak postanowiono i mundurowi najwyższego szczebla mieli te zalecenia przekazać niższym szczeblom dowodzenia.
Oprócz działań wymierzonych na zastraszenie środowiska kibicowskiego „panowie od polityki” postanowili wykorzystać dostępne im instrumenty, jakimi są posłuszne, reżymowe media do wzbudzania, a raczej podtrzymywania niechęci „zwykłych obywateli” do kibolstwa. Najlepszym przykładem były noworoczne zamieszki wokół Jastrzębskiej Spółki Węglowej, gdy z ekranów telewizyjnych popłynął przekaz, iż pod budynkiem JSW gromadzi się tłum „górników, chuliganów i kiboli”.
Efekt eskalacji tej wojny jest taki, że funkcjonariusze mają przekonanie, że działania podjęte przeciw kibicom mogą być brutalniejsze, a sami mundurowi mogą wówczas liczyć na lepszy parasol ochronny zarówno ze strony przełożonych, jak i ze strony mediów.
Dlatego podczas meczu Concordia Knurów – Ruch Radzionków gość, który dostał broń gładkolufową do ręki nie szczypał się i zamiast jak nakazują przepisy, celował nie w nogi, lecz w głowę. I dlatego 27-letni knurowianin zamiast dziury w ubraniu i solidnego siniaka, będzie miał własny pogrzeb. Oto do czego doprowadziły tak ponoć liberalne rządy PO.
RZ, fot. nasygnale.pl
</section>