Kadra wygrała w meczu eliminacji do ME z Gruzją aż 4-0. Chuliganów na trybunach nie było. Wszystkie bilety były wyprzedane. Co więcej, niemal każdy kto dotarł na stadion był obwieszony jakimś biało – czerwonym gadżetem. Na loży honorowej od zawalenia polityków. Z punktu widzenia PZPN – idylla. Pełna kasa, prestiż, sukces…
Ale jest coś, co ten idealny obrazek burzy. A nawet dwa elementy nie pasują do stanu wymarzonego przez działaczy. Pierwszym jest doping. Wynikający z tumiwisizmu zebranych na trybunach. Drugi problem korzenie ma również w tumiwisizmie. Zauważyliście może, że biedronkowa publika zebrana na dolnych sektorach na prostej wzdłuż linii bocznej boiska przyszła sobie na „swoje” miejsca po przerwie dopiero gdzieś w 10 minucie pojedynku?
Pikoliada mecz tak naprawdę ma gdzieś.
Ale to nie jest nasz problem.
Andrzej P, na zdjęciu – sektor A wrocławskiego stadionu na Pilczycach podczas meczu z Lechią Gdańsk. Tego meczu z 18 kwietnia (3-0 dla Śląska), czyli tego, na którym było niemal dwa razy więcej widzów, niż podczas spotkania z 30 maja (1-0 dla Śląska).
</section>