* No i już wiadomo, że przez najbliższe dwa miesiące Śląsk będzie wiceliderem. Zagwarantowała to wygrana z Bełchatowem. Bełchatów zawsze wtapia we Wrocławiu, to i tym razem nie było inaczej.
* Kibiców GKS-u było tak na oko 7 dyszek.
* Wreszcie zaczęło się usuwanie ze środka młyna osób bez zielonych bluz/ kurtek/ koszulek. I słusznie.
* Owacjami po meczu pożegnano Tadeusza Pawłowskiego. Też słusznie.
* Pawłowskiego przede wszystkim trzeba szanować za profesjonalizm. Potrafił zrobić zespół ze zlepka zawodników po lewym trenerze Levym, ale potrafił także skonsolidować drużynę po niesamowitym upływie krwi w trakcie przerwy letniej. Przecież pozbyto się: Kelemena, Kaźmierczaka, Spahića, Stevanovića, Adameca, Kokoszki, na dodatek na pół roku wypadł Marco… A mimo to drużyna w zaledwie 19 meczach zdobyła więcej oczek niż przed rokiem w spotkaniach 30. Szacunek, panie trenerze.
* Pawełek musiał dowalić pawełka. Tak pilnował piłki, by wyszła za linię końcową, że nikt by mu nie przeszkodził w tym pilnowaniu. Żaden Ronaldo czy Messi. A tu niespodzianka – sędzia pokazał rzut rożny.
* Ale najgorszym grajkiem Śląska był „Kalafior”. Ocena kilku osób z trybun, w tym obecnego na meczu Janusza Gancarczyka. Ale trener dostrzegł najwyraźniej to samo, bo „Kalafiora” w przerwie zmienił.
* Gole bliźniaków. W meczach ligowych obaj Paixao do siatki razem jeszcze nie trafili.
* Sporo osób z Lublina i Opavy zwizytowało mecz Śląska z Bełchatowem. Był również przedstawiciel Ferencvarosu. O pojedynczych osobach z reguły nie wspominamy, ale tym razem ma to pewien podtekst. Wychwycicie go za parę dni.
* Liczba widzów porażająco niska. Oficjalnie podano 7 315 – nabijamy się z innych, że sobie dodają. Tym razem dodał sobie Śląsk. Nawet ten 1000 dzieciaków na „D” nie zrobił frekwencji. Na zdjęciu obok – tak prezentował się nasz młyn – widok z góry sektora „Oporowska”. Na „A” gdyby nie dziennikarze, to trzeba by trzymać krzesełka, by ich wiatr nie zabrał (fotka poniżej).
* Faktem jest, że ludzi było mało, co na pewno jest „efektem piątku”, ale wiele osób dało sobie spokój z pójściem na mecz po tym, jak dwa tygodnie temu najzwyczajniej w świecie przemarzło.
* Mecz odbył się bez wzajemnych bluzgów.
* Po meczu odśpiewane zostało „Niech mistrzem Polski będzie ukochany Śląsk…”. To jedna z najstarszych kibicowskich przyśpiewek. Wymyślona we Wrocławiu na początku lat 70-tych ubiegłego wieku.
* Po meczu tak fetowano jadącego tramwajem Janusza Sybisa, że wózek musiał co kilka metrów stawać. Rozhuśtane tramwaje nie jeżdżą, bo mogą wypaść z szyn.
* A w sobotę jest 13 grudnia, czyli na wrocławskim Rynku o godzinie 17:00 odbędzie się antykomunistyczna demonstracja. Zawsze się zastanawiamy, co się stało z lewakami, którzy jeszcze kilka lat temu tak chętnie robili kontrdemonstracje przy byle okazji.
Redakcja
</section>