Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl

Planiści i konfidenci

parezjaJeśli komuś się wydaje, że decyzje o datach wyborów ustalane są przypadkowo, to być może poniższy tekst uświadomi, że tak nie jest.
Wybory na 16 listopada wybrano specjalnie. Każdy kto ma trochę rozumu wiedział, że wówczas najgorętszym tematem będą zadymy na patriotycznych manifestacjach. Aby tak się stało, trzeba było spełnienia dwóch warunków. By środowiska prawicowe zorganizowały marsze oraz by podczas tych manifestacji „do czegoś doszło”.
O tym, że w Warszawie na pięć dni przed wyborami odbędzie się Marsz Niepodległości wiadomo było ze 100-procentową pewnością. O Marszu Patriotów we Wrocławiu, w chwili podejmowania decyzji o terminie wyborów, planiści byli przekonani na jakieś 90%.
Istotny był warunek drugi. Musiało się „coś dziać”.
Po co?
Na kiego grzyba wiedza o tym, co będzie głównym tematem mediów przed wyborami jest potrzebna decydentom?
Ano po to, by mieć pewność, że na tapecie nie znajdą się wówczas tematy niepożądane. Kto będzie rozprawiał o niesłychanym dilu, jaki wykonywali przedstawiciele władzy z szefem Narodowego Banku Polskiego, albo o obiadkach za półtora tysiąca, jeśli teleoglądaczom się podsunie tak nośny temat, jak awantura, i to taka którą można pokazać w telewizji?
Nawet gdyby Sikorski zeżarł tą bardzo drogą ośmiorniczkę w Zaduszki, gdyby Sienkiewicz ze swoim „h.., d… i kamieni kupa” o Polsce wyjechałby przed tygodniem, to i tak ludziom podetknięto by latające race na patriotycznej imprezie. I to zamieszki staną się najważniejszym tematem programów informacyjnych i publicystycznych. Zatem leming idąc na wybory nie będzie myślał o korupcji we władzy, o przekrętach na przetargach, o długach państwa, miasta, gminy, o wałkach mniejszych lub większych, ale o kolesiach w kominiarkach, o latających racach i rozbitych przystankach tramwajowych.
obrazekJak to osiągnąć?
Skoro już marsze zostały zapowiedziane, a Marsz Niepodległości ogłaszał się i organizował praktycznie od roku, zatem można było się zająć tym, by zadymy miały miejsce.
W tym roku powstawał problem, bowiem na sto procent można założyć zaistnienie rewolty jeśli naprzeciw Narodowcom wylezą lewaki. Tymczasem ci już w zeszłym roku pochowali się w swoich norach. Na lewaków liczyć nie było można. Trzeba było planu awaryjnego. Tym bardziej, że organizatorzy Marszu Niepodległości tym razem wyznaczyli taką trasę, która w zasadzie nie powinna rodzić konfliktów. Z dala od tęczy, od skłotów, od kontrowersyjnych ambasad.
Zatem aby wywołać zamieszki, trzeba było jakiegoś impulsu.
Jak? Ano rąbka tajemnicy uchylono przed rokiem. Bardzo nieumiejętnie wówczas w Marsz wbijali się „umundurowani” w kominiarki funkcjonariusze. Wyciekło kilka filmików.
Zatem ci od wywoływania iskry już byli przeszkoleni. Wystarczyło wyciągnąć wnioski z błędów, czyli ze sposobu wchodzenia w tłum oraz dobrać mniej rzucające się w oczy ubiory.
rmf24Teraz trzeba było jedynie, by iskra mogła zapalić odpowiedni płomień. Bo co by się stało, gdyby tych kilkunastu (kilkudziesięciu?) „dziwnych” zaczęło zamieszki, a straż marszu by sobie z nimi poradziła? I jeszcze by wyszło, że to funkcjonariusze….
Dlatego monitorowano to, co się pojawiało w internecie. Zbierano informacje od konfidentów zainstalowanych w naszych, kibicowskich środowiskach.
Napływające informacje uspokajały. Kibicowskie ekipy „sportowe” wybierały się do Warszawy. A to oznaczało, że o zadymę będzie bardzo łatwo.
Dlaczego Warszawa?
To w zasadzie już zostało wyjaśnione wyżej, wszakże do stolicy wybierały się ekipy. Ponadto Warszawa stanowi centrum życia dziennikarskiego. Tam jest najwięcej stacji telewizyjnych, tam jest najwięcej dziennikarzy, w tym dziennikarzy usłużnych. Tam po prostu jest najlepiej widać. I najłatwiej wpłynąć na to, jak to co oglądamy jest komentowane.
Dlaczego nie Wrocław?
Pewnie Wrocław był miejscem rezerwowym. Gdyby w Warszawie „coś poszło nie tak”, to „nagle” coś by się wydarzyło we Wrocławiu.
Osobiście do końca podejrzewałem, że u nas też „coś” będzie miało miejsce. Nawet gdy doszły informacje, że „w Warszawie zadyma” i mimo tego, że nie było zjazdu kamer lokalnych oddziałów TVP czy TVN-u i natłoku dziennikarzy.
Prawdę powiedziawszy czekałem na prowokację. Nawet „zmianę transparentu” na czele marszu przyjąłem bez emocji. Tak musiało być, bo przecież ten, który przed rokiem udowadniał, że „trzeba iść pod szyldem biało – czerwonym” swoją robotę odwalić musiał. Ewentualne przepychanki o transparent byłyby bonusem dla tych, którzy zadymy chcieli.
Różne podejście – różne finały
tęczaNa nasze szczęście wrocławska komenda dostała inne wytyczne niż warszawska.
Czym różnił się marsz w w stolicy Polski od tego w stolicy Dolnego Śląska? Poza liczebnością – niczym. Tu i tam palono race. Tu i tam wybuchały achtungi. Może nawet proporcjonalnie do liczby uczestników tych achtungów we Wrocławiu było więcej. Tyle, że tu nie było rozkazu wywołania fermentu. A tam były siły, którym na fermencie zależało.
Efekt
Na kilka dni przed wyborami informacje o toczącym się śledztwie w sprawie łapówkarstwa Dutkiewicza to nie jest informacja numer 1 nawet we Wrocławiu. „Orły” Platformy Obywatelskiej od płacenia za ośmiorniczki naszymi pieniędzmi, to temat prehistoryczny. Wyłudzenie kamienicy przez Gronkiewicz-Waltz? Nie ma takiego tematu. Dodruk pustych pieniędzy przed wyborami – kto o tym pamięta? Kraj zadłużony na biliony złotych? Zadłużony na 6 miliardów Wrocław? A kogo to obchodzi.
Ważne są latające race i wycenione na 90 tysięcy straty (a ile kosztowała instalacja tęczy?). Ważnych jest ponad 200 zatrzymań.
Roman Zieliński, fot. parezja.pl, rmf24.pl, mmwarszawa.pl, supertv24.pl

				</section>