Coraz więcej osób uważa, że spadek dla Śląska mógłby być czymś przydatnym. Argumentacja – różna. Typowo sportowa (pozbycie się drogiego, piłkarskiego szrotu), typowo kibicowska (pozbycie się „wynikowców”), typowo turystyczna (jazda po miejscach, w których nas jeszcze nie było).
Jako zgred stwierdzę coś, czego część tak pragnących tej drugiej ligi nie znają. Najpierw opowiastka sprzed – bagatela – ponad dwudziestu lat. A konkretnie z roku 1993.
Prawie Baleary
W roku 1993 jako kibol ze sporym doświadczeniem, bo prawie dwudziestoletnim (pierwszy mecz – wiosna 1974, pierwszy wyjazd 1 V 1976) też się cieszyłem ze spadku do drugiej ligi. Po iluśtam wyjazdach do Chorzowa, Zabrza, Bytomia, Poznania, Warszawy wreszcie miało nastąpić ożywcze przebudzenie. Koszalin, Toruń, Gorzów, Częstochowa, Rydułtowy – tam nas jeszcze nie było nigdy. A na dodatek takie mini-wyjazdy jak Legnica, Głogów, Dzierżoniów no i derby ze Ślęzą… W oczach gościa, który nigdy nawet nie liznął drugiej ligi wyglądało to naprawdę ciekawie, tym bardziej, że wreszcie będziemy mogli być na meczu z ziomkami z Lechii w Gdańsku.
Jeszcze przed sezonem czułem, jakbym trafił los z wycieczką na Majorkę.
Kłamstwa kryształowej kuli
„P”, koleżka z Krakowa w rozmowie telefonicznej przestrzegał:
– Każdemu się wydaje, że jak drużyna spadnie, to zaraz wróci do pierwszej ligi. A z tym bywa różnie. Pierwszy sezon to faktycznie, nowe kierunki, nowe stadiony. Ale jak posiedzisz w tej drugiej lidze trzeci rok, to rzygasz na samą myśl kiedy masz jechać 500 kilometrów na jakieś zadupie.
Posłuchałem kolesia, który potułał się z Wisłą na zapleczu najlepszych przez trzy lata i wrócił wraz z nią na swoje miejsce w nader podejrzanych okolicznościach. Ale „posłuchałem” wcale nie znaczyło „zajarzyłem, co gada”. Wręcz przeciwnie. Choć to on miał wiedzę na interesujący mnie temat, pomyślałem o nim jako o malkontencie.
Czas przeszły dokonany
I rzeczywiście. Ciekawy wyjazd do Dzierżoniowa, wesoły (uczestnicy wiedzą dlaczego) do Rydułtowych, nowe miejsca (w Koszalinie przygody, w Toruniu fajna zadyma, w Gorzowie, choć na PP, był wyjazd, o którym mówiła cała Polska, nie tylko piłkarska…).
I te derby ze Ślęzą. Na Oporowskiej atmosferze nienawiści, na Olimpijskim w cieniu latających sztachet. Działo się.
Ale później przyszedł rok drugi. Jeszcze nie było najgorzej, bo były wyniki i Śląsk ostatecznie awansował, ale już czuć było drugoligowy zaduch.
Tragedia zaczęła się dwa lata później, gdy Śląsk ponownie poleciał do drugiej ligi. Zaśmierdziało stęchlizną.
Natomiast kolejny czas w ligach niższych, 2002-2008 poza paroma ciekawymi imprezami można podsumować dwoma słowami: szkoda gadać.
Kto tego nie przeżył, ten nie wie co to jest kiszenie się w drugiej lidze. Nawet z dwuletnim, trzecioligowym epizodem nie było to to, o co wszystkim chodzi.
Obecnie wśród nas jest wielu, którzy na trybuny trafili po 2008 roku. Dla nich druga liga to egzotyka, której są ciekawi.
Ja już nie jestem.
Roman Zieliński, fot. gdefon.com
Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl