Ostatnio dwa kluby z piłkarskiej ekstraklasy mają poważne problemy, nazwijmy to – organizacyjne. Ludzi na trybunach brak, a jak są to dłubią słonecznik. Powody w obu przypadkach podobne – konflikt szefostwa z kibolstwem. Chodzi oczywiście o Wisłę Kraków i Zawiszę Bydgoszcz.
Wpadając w dygresje – interesujące jest to, że przy konflikcie klub – kibice ci ostatni przestali uczęszczać na mecze drużyny. Można to podsumować stwierdzeniem, że przecież wywołującym wojenki z fanatykami właśnie o to chodziło. Żeby pozbyć się kiboli z trybun. I teraz miało być bajecznie. Grzecznie, ładnie i bezpiecznie. Dzięki eliminacji „łysych karków” miała napłynąć publika, której szefostwo sobie życzy najbardziej. Taka mało konfliktowa, co to zeżre podczas meczu pół tony słonecznika, wyżłopie hektolitr zeroprocentowego niby – piwka, wciągnie pół kilometra kiełbasy, posiedzi na trybunach i kilka minut przed ostatnim gwizdkiem zacznie znikać z trybun. No i co? Kiboli nie ma, a gdzie ten tłum pikników, co to jęczy, że nie uczęszcza na mecze z uwagi na najzagorzalszych, którzy są tacy straszni? Nie ma tego tłumu. Internetowo- gazetowe pikole mają – jak się naocznie przekonaliśmy – wywalone. Ich lamenty w praktyce okazały się pustą gadaniną. Na którą kilku jełopów dało się nabrać i przez którą w paru klubach wpływy do kasy drastycznie spadły.
Fani Wisły postawili sprawę jasno. „Jest dyrektor Jacek Bednarz, to nas nie ma na trybunach.” Bednarz też chciał się pozbyć kiboli, no to mu frekwencja siadła drastycznie. I właściciel klubu, Bogusław Cupiał, zaczął liczyć straty. A ponieważ wszystko ostatecznie i tak sprowadza się do pieniądza, to było jasne, że jeśli Wisła (fanatycy) wytrwa w swoim postanowieniu, to dni Bednarza są policzone.
Najwidoczniej Cupiał przejrzał na oczy po meczu Wisły z Lechią. Przyjrzał się frekwencji (czyli wpływom) sprzed tygodnia i porównał do tego, co identyczny mecz przyniósł w zeszłym sezonie. 5 tysięcy ludzi mniej zrobiło wrażenie, tym bardziej, że obecnie mecz był przy pięknej aurze w niedzielę, a we wrześniu 2013 grano w chłodzie i we wtorek.
Nadszedł zatem czas, by łysemu Jackowi Bednarzowi z Warszawy w Krakowie pokazano drzwi. Co właśnie stało się faktem. Wojna Bednarz – kibole, podczas której sam pan dyrektor czyścił ściany w okolicach stadionu, gdyż pojawiały się tam uwłaczające mu napisy*, skończyła się kopniakiem dla dyrektorka.
Co opisujemy z nieukrywanym zadowoleniem.
Roman Z, Krzysztof P. fot. wislakrakow.pl
* Na zdjęciu widać Bednarza jak przygotowuje się do zmywania obrażającego go napisu na terenie stadionu Wisły. Czyścił chłopina osobiście. Tak brzydko napisane, czy tak bardzo łysego zabolała treść?
</section>