Mecz w Białymstoku obejrzymy w telewizji. Nie wybieramy się w ogóle. Nawet nie próbujemy się dogadywać. Ostatnio wyszło… dziwnie. Jakieś rozmowy, 30 osób w blokach startowych, w Białymstoku trudności z ogarnięciem wejścia, ostatecznie brak możliwości legalnego dostania się na obiekt, to sobie odpuściliśmy kompletnie. Niby wszystko jest zrozumiałe, w Białymstoku układ fanów z klubem jest żaden, są wręcz gonieni. Przyjmujemy do wiadomości, trudno, różnie to w życiu bywa. I 23 listopada mecz odbył się bez naszego w nim udziału. Nawet bez udziału symbolicznego.
A raptem 3 tygodnie później, 13 grudnia Jagiellonia grała z Widzewem. I Widzew jakoś te wszystkie utrudnienia ominąć mógł.
Niby nic, wiadomo, co innego quasi-przyjaciel (Widzew), co innego zadeklarowany, choć nie najbardziej zapiekły wróg. Ale jakoś tak poczuliśmy się nieswojo. Choćby dlatego, że na zakazie Jagiellonia we Wrocławiu była już parokrotnie (na zdjęciu – 3 maja 2012 fani Jagiellonii na sektorze „Oporowska”).
Dobra, takie jest życie. W spotkaniach „grupy piłkarskich leszczy” Śląsk grał z Jagiellonią w Białymstoku – nikt nawet nie robił podejścia, by się na meczu zameldować. Podobnie jest teraz.
Stadion w Białymstoku właśnie jest oddawany do użytku. Dla ciekawskich – zaczął być modernizowany dokładnie w tym samym czasie, w którym rozpoczęto remont Łazienkowskiej w Warszawie. Na tym przykładzie widać, jak można udawać, że się pracuje. Tym bardziej, że Łazienkowska jest o 40% większym obiektem.
Obiekt Jagiellonii niby już jest skończony, lecz kibice gości pewnie będą mogli nań wejść gdzieś od wiosny.
Z czysto sportowego punktu widzenia mecz Śląska w Białymstoku pokaże, czy obraz fatalnej postawy naszych grajków w pojedynku z Cracovią to coś do czego musimy się zacząć przyzwyczajać, czy był to tylko przykry wypadek przy pracy. Nasza diagnoza jest druzgocząca: Śląsk jest dramatycznie słaby. I tylko to, że Jagiellonia za orłów też nie robi daje nadzieję na jakiekolwiek zdobycze.
Obyśmy się mylili.
Roman Z, Andrzej P. fot. wroclawianie.info
</section>