Informację o śmierci „Wojtusia” nie była szokiem. Choróbsko poczyniło ostatnio spustoszenie, można było oczekiwać albo najgorszego, albo cudu. Cud nie nadszedł…
Ale jest żal, cholerny żal. „Wojtuś” to nie tylko oddany fanatyk Lechii i wielki przyjaciel Śląska. To również porządny Człowiek. Taki, że jak coś powiedział, to tak zrobił. Rzetelny, wiarygodny. Swój.
Nie wiem, czy to jakieś fatum, czy po prostu tak już jest, że jak ktoś jest kibicem Lechii, to musi lubić Śląsk. Bo ostatnio w Gdańsku sporo pogrzebów. I to takich, po których smutno się robi we Wrocławiu.
Nie wiedząc, co napisać o „Wojtusiu” wszedłem na stronę lechia.net na dział „Sektor niebo” ( http://www.lechia.net/index.php?option=com_k2&view=itemlist&task=category&id=52%3Asektor-niebo&Itemid=51 ). Powiem szczerze, dołujące to przeżycie. Za dużo tam o chłopakach, których znam. I to takich, o których mogę powiedzieć „znam dobrze”. A raczej „znałem”, ale to akurat przez gardło przejść nie chce. I natknąłem się na rzecz, która mnie zmroziła. Zdjęcie wpatrzonych w fotografa trzech moich dobrych kolegów, których już nie ma wśród żywych. Tadka „Dufa” Duffeka z szalikiem Anglii na głowie, Piotrka „Grabarza” Grabowicza i Zbyszka „Kaczora” Winiarskiego też w jakichś dziwnych, lecz biało-zielonych barwach. Zdjęcie zrobione późną jesienią 1989 roku w mieszkaniu na Suchaninie, gdzie „Grabarz” mieszkał z żoną – Aśką. Skąd wiem, że właśnie tam i wtedy?
Bo ja to zdjęcie zrobiłem.
Najgorszym wrogom życzę, by poczuli to, co ja widząc po latach zrobioną przeze mnie fotkę. Pogrzeb „Wojtusia” we wtorek o godzinie 15:30.
Users who have LIKED this post:
