W piątek Śląsk zmierzy się z Koroną Kielce oraz ze swoim… wicemistrzowskim trenerem Ryszardem Tarasiewiczem.
To nie żart. Rysiek wyleciał ze Śląska hukiem po pięciu kolejnych porażkach. „Jego” Śląsk miał po 7 meczach 4 punkty i ze sporą stratą do poprzedzających drużyn znajdował się na miejscu spadkowym. Dutkiewicz skorzystał z okazji i pozbył się Tarasiewicza, którego nienawidził osobiście. Choć raz „nielubienie” tegoż pana miało pozytywny wpływ na klub.
Ale Tarasiewicz doszedł do wniosku, że fatalne wyniki prowadzonego przez niego zespołu nie są wystarczającym powodem, by się rozstawać ze Śląskiem. A w zasadzie – z jego kasą. I wystąpił na drogę prawną, by otrzymać pieniądze za to, że miał być trenerem, WKS-u, choć nim już nie był. Aby było śmiesznie – Tarasiewicz ten proces wygrał. Swoją drogą – prawnik, który wygrał przed sądem tę sprawę dla Tarasiewicza, następnego dnia powinien dostać propozycję pracy w Śląsku.
Ryśkowi jednak było mało. Doszedł do wniosku, że skoro był trenerem drużyny, to i za efekt jego „pracy” mu się należy odpowiednia premia. A Śląsk w tym sezonie właśnie zdobył wicemistrzostwo Polski. Znaczy się te cztery punkty Tarasiewicza w siedmiu meczach o tym wicemistrzostwie przecież zadecydowały.
Komedię całej sytuacji do ocenienia pozostawiamy Czytelnikom. My to skomentujemy następująco:
No to teraz Tarasiewicz i „jego” Korona jest na dobrej drodze do wicemistrzostwa Polski. Wszak w ośmiu meczach zdobyła cztery punkty. A w zasadzie Korona to już tego wicemistrza ma w kieszeni, wszakże tak naprawdę do lidera, Wisły Kraków, Korona nie ma obecnie 14 punktów straty, lecz tak naprawdę jedynie siedem. To może Taraś zdobędzie… mistrza?
Andrzej P, RZ, fot.banzaj.pl, vychytane.sk
</section>