Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl

Ćwierć wieku „Nabojki”

NabojkaO towarzystwie mówiło się „Nabojka” wcześniej, lecz uchodziło to nie jako nazwa ekipy. Po prostu, hasło to oznaczało jakąś grupę, bandę, bractwo, ekipę, grono ludzi. Tyle, że my mówiliśmy o swojej. Pytanie „jest z nabojki?” oznaczało, czy można gościowi ufać. Tak to funkcjonowało.
Aż przyszła jakaś reporterka by zrobić materiał o kibicach. 1989 rok. Wtedy nie było własnych mediów, internetu, facebooka, jedyne co się udawało wydawać, to podziemne ziny. Autentycznie podziemne, gdyż w Polsce obowiązywała cenzura i wydawanie czegoś poza jej wiedzą mogło zaprowadzić tak wydawcę jak i dystrybutorów za kratki. Wtedy, aby móc coś przekazać innym, zaprezentować się szerszej publice, trzeba było znaleźć możliwość dotarcia do reżymowych mediów.
„O” miał gadane. I gdy babka dała mu mikrofon, wspomniał o „chłopakach z nabojki”. Poszło w eter i w świecie kibicowskim się przyjęło, że Śląsk = Nabojka.
Realia dawnych lat
Innych grup nie było, bo i z czego miały powstać? Inne czasy, inne realia. Nieco dalszy wyjazd w 150 osób to była banda, to była niezła ekipa. Wszyscy się znali, a jak dochodził ktoś nowy, to musiał powiedzieć skąd jest, co robi i kogo zna ze swojej dzielnicy.
Czasem nawet pięć dyszek robiło za mieszanie, któremu miejscowi nie potrafili się przeciwstawić. Nie było miejsca na osoby przypadkowe, nie było też miejsca na kilka ekip. Co i jak dzielić?
Tak naprawdę bractwo zaczęło się organizować w połowie lat osiemdziesiątych. W większości jeszcze bardzo młodzi, z paroma starszymi, dwudziestoparoletnimi „rodzynkami” i z wyróżniającym się wiekiem „C”.
Jak się organizowało? Po pierwsze – inaczej. W erze, w której o telefonach komórkowych to się słyszało w programach science fiction, polegano głównie na stałych miejscach zbiórek i na tym, że jak się umawia, to trzeba być.
Towarzystwo spotykało się codziennie. Były stałe miejsca zbiórek, jak choćby nieistniejąca już knajpa „Centralna”, znajdująca się w budynku PDT-u. Albo na Rynku obok pręgierza. Wiele imprez plenerowych dla Nabojki kończyło się, gdy porządni ludzie już zasuwali do pracy. Nawet przy mrozie sięgającym minus 20 stopni.
Grupa się konsolidowała i była dość hermetyczna. Co nie oznacza, że nie przychodził ktoś nowy i że paru z ekipy odpaść musiało, gdyż nie trzymało standardów ekipy. Oj, niestety, paru było takich, którzy po tym, jak im podziękowano, do dziś się nie pokażą na stadionie
Od ustanawiania standardów był „C”. To z nim dyskutowano gdy pojawiał się problem. Słynne „rozkminki” to była dla niego codzienność. Miał swoje lata, miał swoje przejścia w życiu, trzymał zasady, to i robił za wyrocznię.
Wiele osób zniknęło z grupy, bo ich wybory życiowe zaprowadziły w zupełnie inne miejsce. Poznikali z trybun, bo powyjeżdżali za granicę albo pozmieniały się im priorytety życiowe. Niektórzy na jakiś czas wracają na trybuny, później znów znikają… życie.
Nabojka
Czym jest ta grupa? Choć w niej były różne kwasy i nie raz, nie dwa towarzystwo dało sobie po twarzach, to jest to bractwo, które wie o sobie wszystko (temu urodziło się dziecko, ten ma kłopoty, tamten miał komiczny wypadek), na dodatek każdy może liczyć na ziomali w trudnych sprawach życiowych.
Na bazie czego się organizowano?
Więź umacniały liczne bijatyki. Nie tylko te z kibicami innych klubów, które nie były taką rzadkością, jaką są obecnie, ale również z przedstawicielami innych subkultur. Najczęściej – punków. Wspólne wypady na melanże, wspólne akcje niekoniecznie mające coś wspólnego ze światem kibicowskim.
Paru z tej grupy już nie ma wśród żywych. Paru doczekało się następców, równie zajadłych kibiców, co oni sami.
Dla wielu zabrzmi to dziwnie, ale są w tej ekipie dziewczyny. Teraz panny jadące na wyjazd w praktyce mają wycieczkę „Śląsk on tour”. Wtedy, aby móc jeździć w towarzystwie nastawionym na trudne przeprawy życiowe trzeba było mieć hart ducha. Kilka dziewczyn potrafiło… być agresywniejsze niż męskie towarzystwo. I to zostało docenione.
Teraz bractwo, siłą rzeczy, jest już wiekowe, i choćby tym odbiega od stereotypu kibica. Ale wciąż jest aktywne w kibicowskim życiu. Towarzystwo jest obecne na wyjazdach, nawet tych najtrudniejszych, na których możliwość „znalezienia kłopotów” jest spora (mało takich wyjazdów już zostało, ale jeszcze się trafiają).
Nabojka to trwały element kibicowskiej historii. Nie tylko historii Śląska Wrocław. O tym właśnie była oprawa na sektorze „Oporowska” na meczu z Ruchem Chorzów.
RZ, fot. Screams Ultras

Ceneo
0