Mistrzostwo świata dla polskich siatkarzy cieszy. Niech Polacy wygrywają, niech będą najlepsi. Najlepiej – we wszystkim. A jak nie można we wszystkim, to niech będą najlepsi w czymkolwiek. Może być siatkówka.
Niestety, dane mi było obejrzeć ceremonię wręczania nagród. Najlepszych scenografów to nie zatrudniono, ale co tam, najgorzej też nie było. Natomiast liczyłem babole, których sam bym nie zrobił, gdybym miał cokolwiek do powiedzenia w materii „jak zakończyć tę imprezę”.
Babol pierwszy: Indywidualną nagrodę jednemu z Niemców wręczał sekretarz Wrocławia, Włodzimierz Patalas. Wrocław wręcza coś Niemcowi…. to powinien wręczać sekretarz Łodzi, Poznania lub Warszawy. Wrocław…. o zakusach Niemców wobec Wrocławia wiedzą wszyscy politolodzy. Ponadto akurat temu Niemcowi cokolwiek wręczać powinien najwyższy z wręczających, bo Patalas wyglądał przy niemieckim wielkoludzie jak karzełek.
Babol drugi: muzyka. Jakaś panna (całkiem ładna blondynka, coś mi się zdaje, że wiem jaka „waluta” obowiązywała przy ustalaniu kto tam będzie śpiewał) udawała, że bimba się z mikrofonem, podczas gdy z głośników leciał plejbek. Muza niby zrobiona pod imprezę, ale powiedzmy sobie szczerze – do bani. I mówię to jako umiarkowany sympatyk rocka, który to niby panna reprezentowała. Ponadto artystka wyśpiewując swe arcydzieło bezsensownie szwendała się wśród najważniejszych w tym momencie, czyli siatkarzy – medalistów.
Babol trzeci też wiąże się z panną od mikrofonu. Jej wdzianko. Papuzie kolorki ni to bluzy, ni to kurtki. Jak ktoś się dopatrzył, to mógł dostrzec na tym wdzianku olbrzymią reklamę adidasa. Może o to chodziło? Na pewno ubieranie się u jej stylisty gwarantuje, że się będzie w centrum zainteresowania. Będą się śmiać, ale będą się gapić.
Babol czwarty, za to… najlepszy. Przed finałem poszło w eter, że Polsat odkodował transmisję z uwagi na prośbę prezydenta Polski. Śmiać się chce, gdy się takie rzeczy słyszy, nawet gdy tylko pobieżnie zna się układy na linii Solorz – Schetyna i Schetyna – Komorowski. Zwykły układ biznesowy, a nie „prośba”. Ale pieprzył ich wszystkich pies, nieistotne, odkodowali. I na mocy tegoż układu nasz wspaniały „Bul” prezydent miał pokazać swe dostojne oblicze. No to pokazał i podziękował za sukces… piłkarzom. Kto wie, jak przedstawiciele innych sportów nienawidzą właśnie piłkarzy, ten nigdy nie zrozumie jakiego w rzeczywistości babola walnęła „głowa państwa”.
No cóż, takiego sobie prezydenta wybraliśmy, więc takiego mamy.
A siatkarzom gratuluję, bo jest czego. Mistrzem świata zostać trzeba umieć.
Roman Zieliński, zdjęcie Polaków na szczycie: 3x5kpeaks.blogspot.com
</section>