To nie żarty, nie dowcip. Trybuna „Oporowska” docelowo ma być zielona. Cała. Nieistotne, czy jesteś przypadkowym lemingiem, który trafił w miejsce, gdzie cię być nie powinno, czy najbardziej kumatym z kumatych. Idziesz na „B” – włóż na siebie coś zielonego. Na wierzch, nie w ukryciu, pod warstwą dwóch kurtek i trzech bluz. Czy tam z hasłem „na szaliku jest zieleń”.
Tak, wiadomo, idzie zima. Kurtek zielonych jest niewiele. Jest trudniej, niż latem, gdy można to załatwić gustowną koszulką za niespełna 4 dyszki. Ale na końcu tej drogi jest jednolicie wyglądający, największy w Polsce sektor.
Teraz do grupki zdegustowanych: Jak nie pasuje koszulka na kurtkę, bo to „obciachowe”, to zapraszamy serdecznie na sektor D. Ceny wejściówek takie same, można nieobciachowo podłubać słonecznik lub w nosie, nikt nie zmusza do męczącego śpiewania, tam jest cool, nieobciachowo i wygodnie, bo nikt nie zasłania.
Na „Oporowskiej” jest inaczej i będzie inaczej. Zmiany, jakie nastąpiły już są odczuwalne. Dodatkowe gniazda, dodatkowe głośniki, trzy oprawy na czterech meczach. Po prostu „idzie nowe”.
Co do nowego. Jak kupujecie wlepki, to miejcie pewność, że wspomagacie oprawy. Ale puszkowi będą Was i tak nagabywać. Zostawcie sobie zeta na tych nagabywaczy. Pomożecie… sobie, być elementem najlepszej bandy. Bo liczy się ilość ludzi, ilość opraw, liczby wyjazdowe, ale też jakość. A do tego wszystkiego trzeba środków i zaangażowania. Zaangażowanie jest.
A, jeszcze jedno. Oprawy. Są, i to jest wielki plus. Natomiast szczegóły potrafią dobić.
Koleś, który „przeniósł” karton o kilka krzesełek na meczu z Amiką jest „geniuszem”. A już „podświetlenie” sektorówki racami od spodu oznacza zanik mózgu. Dobra, rozumiem, ryzyko zarzutu z którego można dostać wyrok do pięciu lat i związanej z tym adrenaliny. Ale… jak nerwy nie wytrzymują, to powiedz to, chłopie, gdy jeszcze jest czas.
Roman Zieliński
</section>