Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl

Wąskie gardło Śląska

Po meczu z Zagłębiem dopadło mnie wnerwienie. Pitoli nasz trener Levy, że ma wąską kadrę. Ma, to fakt. Ale do k… nędzy sam jest sobie winien.
Mecz w Podgoricy, a tam na ławce nie ma ani jednego juniora. Po tym, jak we Wrocławiu Śląsk wygrał z Rudarem 4-0. Levy nie przewidział, że do przerwy można prowadzić? No to jełopa jest. Nie przewidział, i w przerwie, gdy przewaga Śląska była już taka, że można było wpuścić 6 goli bez konsekwencji, nie było jak dać szansy młodym zawodnikom WKS-u. Wpuściło się niezbyt młodych, a i tak skończyło się tylko remisem.
No to po odejściu Soboty mamy kadrę uszczuploną dodatkowo.
Mecz z Zagłębiem. Tu już takiego komfortu nie ma, bo z takim komfortem jak w II połowie rewanżowego pojedynku z Rudarem, to Levy pewnie nie będzie miał do czynienia w swojej karierze już nigdy. Ale jest 2-0, mecz na własnym stadionie, sędzia nie „myli się” na korzyść rywali, przeciwnik gra w osłabieniu, a na dodatek trener rywali robi defensywną zmianę, dając sygnał, że jego zamiarem jest nie przegrać zbyt wysoko. I co robi Levy? Levy nie robi nic.
Ma na ławce Przybylskiego, ale nie daje mu nawet powąchać murawy.
Trenerzy i wizjonerzy
Jest kilka rodzajów szkoleniowców. Zajmę się tylko tymi trenerami uznawanymi za sensownych. Dzielę ich na dwa typy. Ci, którzy za wszelką cenę chcą osiągnąć wynik tu i teraz, oraz tych, którzy na klub, w którym pracują, patrzą wizjonersko.
Wizjoner patrzy na to co będzie dziś, za miesiąc, za rok i za lat pięć.
Niestety, Levy do wizjonerów nie należy. Dla Levego przyszłość Śląska za lat pięć to czas, którego nie potrafi objąć. Dlatego będzie grał Stevanovićem, a nie Przybylskim. Dudu a nie Dankowskim. Nigdy w życiu nie postawi na Adamca (Adameca?). Ma wywalone.
Spostrzeżenia ignoranta
Nigdy się nie uważałem za wielkiego znawcę futbolowego fachu. Ale uważnie słucham tych, którzy na szukaniu talentów zjedli zęby. Poza tym zauważyłem, że całkiem sporo informacji można wychwycić ze statystyk meczowych. Tych najprostszych. O tym, że Lewandowski jest grajkiem wiadomo było w roku 2007. Jak ktoś nie wie skąd, to niech zobaczy rezultaty Znicza Pruszków i przyjrzy się najprostszym (składy, zmiany, składy rywali) opisom meczów. Nawet nie trzeba widzieć, żeby wiedzieć.
No to teraz sobie popatrzyłem na najprostsze rzeczy związane z drugą drużyną Śląska.
Panowie „nikt”
Nie wiem na jakiej zasadzie znaleźli się w Śląsku Kanadyjczycy. Ale jeden z nich, Patrick Majcher, najwyraźniej ma w sobie „to coś”. Rocznik 1993, zatem to ostatni dzwonek by mówić na miego „młodzieżowiec”. Gra sobie w tych rezerwach. Jak gra – tego nie wiem. Nie widziałem. Ale jest coś takiego w statystykach, że jeśli się go nie wypróbuje, to znaczy, że się nie wypróbuje nikogo. W tych rezerwach zagrał w 10 na 11 spotkań (to, w którym nie grał z Piastem Żmigród, Śląsk przerżnął 0-2). Z reguły wchodzi w pierwszej „11”. I w pięciu meczach Patrick Majcher wpisał się na listę strzelców. Co ciekawe – zawsze w końcówce pojedynku (taki wytrzymałościowiec?).
Innego Patryka, Zagórowicza, poznałem, gdy miał osiem lat. Już wówczas kręcił o kilka lat starszymi od siebie. Jego gola w pojedynku z Prochowiczanką można znaleźć w internecie. Warto obejrzeć. Zresztą nieco wcześniejszą akcję – również. O tym, ze Zagórowicz to talenciak wiem, bo tak na odległość dopytywałem się jego kolejnych trenerów, Sybisa, Jasińskiego, Kowalczyka. Wszyscy twierdzą, że „ma to coś”.
Sporo dobrego usłyszałem o Przybylskim (choć też zauważono u niego postawę „lewa noga, prawy bark”), ale nie wiem, czy cwaniakowatość w życiu przeszkadza czy pomaga na boisku. Bo z tym bywa różnie.
Adamec – przyjrzałem mu się w II połowie meczu z zespołem udającym Stilon. A jak potem musiałem patrzeć na kaleczącą bez Pawelca obronę w meczu z Cracovią, to się zastanawiałem, czy wystawiając Czecha można było zagrać gorzej. Chyba nie można, choć obrona to taka formacja, w której oprócz umiejętności poszczególnych graczy liczy się także kilka innych czynników.
Są tacy, którzy twierdzą, że naprawdę fajnie w piłkę grają Dankowski i Uliczny.
Czy można ich wypróbować? Dać im szansę?
Historyjki
Pamiętam jak dziś. Debiutanckie wejście na boisko Mirosława Pękali w meczu ze Stalą Mielec. Wtedy Stal to była topowa (sportowo oczywiście) drużyna. Już w pierwszej akcji pokazał potencjał. Szkoda, że 16-latek oddał piłkę gorzej ustawionemu Pawłowskiemu.
A Tomek Moskal? Kilka minut po wejściu na murawę w pojedynku z Arką Gdynia strzelił gola dającego zwycięstwo 2-1. Na kilka minut przed końcem spotkania uderzeniem zza linii pola karnego. Między nogami paru grajków.
A choćby i debiut Kamila Bilinskiego w pojedynku z Jagiellonią i bramka jego autorstwa z najbliższej odległości.
Radek Janukiewicz miał chyba 17 lat, kiedy musiał bronić w meczu z Legią w Pucharze Polski. Gola puścił dopiero w dogrywce.
Jak się tym Majcherom, Zagórowiczom, Dankowskim i reszcie nie da szansy, to będą grać kaleczniaki Stevanoviće. Czasem im wyjdzie mecz i to będzie ich alibi na kolejnych kilkanaście pojedynków.
Walka
Lenczyka nie lubię jako człowieka. Jako trener też robił błędy. Ale ma kilka zalet. Przyjrzyjcie się składom Śląska w poszczególnych meczach za jego kadencji. Trudno znaleźć dwa następujące po sobie spotkania, w których stawiał na tą samą jedenastkę. Miesza składem jak wiatr liśćmi. A takie mieszanie powoduje naturalne zwiększenie konkurencji. Levy trzyma się uparcie tych samych nazwisk. A to powoduje zanik konkurencji, co z kolei zawodników rozleniwia.
Jak nie można „pewniaków” straszyć szerokim składem innych „pewniaków”, to trzeba ich mobilizować młodymi.
Ale o tym Levy wiedzieć powinien lepiej od jakiegoś ignoranta z Fana.
Roman Zieliński, fot demoty.plnger.pl – trzeba przyznać, że młodość ma swoje prawa

							</section>