Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl

Najdroższy kij od szczotki

Zwrócił mi uwagę Czytelnik Fana (gdzie ich nie ma), że ostatnio w mediach głównego nurtu zastanawiają się, czy przy restrukturyzacji kadry pracowniczej Śląska pozbyć się dyrektora sportowego czy też go zostawić. Ponoć w Przeglądzie Sportowym ujął się za Krzysztofem Paluszkiem trener Levy.
Pytać się Levego czy Paluszek ma zostać, czy nie, to rzecz dość intrygująca. Czego się spodziewać w odpowiedzi?
- Krzysiek załatwił tę robotę, ale on się nie zna?
No faktycznie, taka odpowiedź to byłaby sensacja.
Plusy ujemne
Zamiast pytać Levego lepiej byłoby samemu sprawdzić, jakie to dokonania stoją za Paluszkiem.
Najpierw to, co się rzuca w oczy najbardziej. Paluszek odpowiedzialny jest za młodzież. No to efekt jego sześcio czy siedmioletniej już pracy w Śląsku jest niesamowity. Nikt z wychowanków się do składu nie przebił w czasie jego bytności na Oporowskiej. Jeszcze raz, dla uświadomienia sobie: co najmniej sześć lat pracy i żaden gracz własnego chowu nie trafił do pierwszej drużyny.
W zasadzie tu wywód: nadaje się czy nie nadaje się – powinien zostać definitywnie zakończony.
100 tysięcy kary nałożonej latem na Śląsk za działkę, za którą odpowiedzialny jest Paluszek, (właśnie szkolenie młodzieży) również powinno być gwoździem do trumny.
Są pieniądze – może siedzieć
Tymczasem ktoś się jeszcze zastanawia, czy Paluszka zostawić, czy nie. Ponoć „nie ma go na kogo wymienić”.
Jak są pieniądze na kolejne kary i pieniądze na szkolenie młodzieży, z której i tak nic nie będzie, to proszę bardzo. Można Paluszka zostawić. Choć efekt działalności kija od szczotki byłby mniej kosztochłonny.
Czy Paluszek ma w ogóle jakieś atuty?
Jest w Śląsku pewna dziedzina owiana tajemnicą. Transfery. Do tych, które wypaliły przyznają się wszyscy. Te nietrafione „zrobiły się same”.
Kogo można wymienić jako strzał w „10”?
Waldek Sobota to robota Grzegorza Kowalskiego. Kelemen, Mila, Pawelec, Paixiao. Hołota – tu ojców sukcesu będzie wielu. Czy to „wynalazki” Paluszka tego się pewnie nie dowiemy nigdy, natomiast na pewno Paluszek będzie ich sobie przypinał (taki typ – mistrz przypinania sobie nieswoich zasług).
Osobny rozdział, to południowoamerykańskie wojaże Paluszka. Na koszt klubu oczywiście. Diaz i dwóch grajków do ME to ich efekt. Czy w ostatecznym bilansie więcej pieniędzy za nich wpłynęło, czy poszło z kasy? Odpowiedź jest oczywista.
Miało być bogato, wyszło czarnowidztwo
Na pewno w Śląsku nigdy ani złotówki nie powinna dostać osoba, która przyprowadziła na Oporowską Murzyna. Żeby znaleźć kogoś lepszego wystarczy pójść na pierwsze lepsze boisko i zaczekać, aż przyjdzie ktoś pokopać piłeczkę. Kandydaturę Bambo Paluszek znał i nie tylko nie był przeciw, lecz był nią zachwycony. A to zwykły kaleczniak jest.
Darmowa sprzedaż
Grało w Śląsku kilku „trafionych” zawodników, lub takich, którzy przyszli średni, ale się rozwinęli. Celeban, Kowalczyk, Ćwielong, Jodłowiec chociażby. Ale poszli za darmo, zatem niezależnie od tego kto ich przygarnął, finansowy bilans ich bytności na Oporowskiej jest mierzony stratą kasy na ich kontrakty, pensje, premie.
Poruszając problem darmowych odejść, co w Śląsku stało się klasykiem – a któż jest winny tej sytuacji? Nie dyrektor sportowy przypadkiem? Tak dla przypomnienia – ostatnimi zawodnikami przed Sobotą, którzy spowodowali przypływ gotówki to Ostrowski i Gancarczyk. Bo się Tarasiewicz uparł (zresztą wbrew sugestiom Paluszka).
I proszę, panowie, nie mówcie o Tymińskim, bo zupełnie przypadkiem poznałem kulisy jego „transferu” do Bytomia. Wzięto mniej, niż trzeba było menedżerowi zapłacić, bo ktoś nie dostrzegł w porę klauzuli w kontrakcie. Zdaje się, że znamy owego „ktosia”.
Plusy dodatnie?
Na pewno za coś, co jakoś broni Paluszka można przyjąć fakt ściągnięcia trenera Levego. Na rok był to szkoleniowiec przyzwoity, choć już trzeba szukać nowego, bo tak nam zawęził skład, że jak jeszcze popracuje przez kilka miesięcy, to podstawowa jedenastka będzie się w Śląsku składać z pięciu graczy.
Natomiast nie znam kulis wypożyczeń graczy ze Śląska do innych klubów. Było ich sporo (dla niezorientowanych w temacie – chodzi o piłkarzy, którzy nie wystąpili ani razu w pierwszym składzie, a poszli do niewielkich klubików). Być może tu są jakieś pieniądze, które wpłynęły na konto Śląska. Obawiam się jednak, że te klubiki jedynie ściągały ze Śląska konieczność płacenia futbolistom kontraktów na czas bytności zawodników w tychże klubach.
I jeśli ostatnie zdanie jest zgodne z rzeczywistością, to znaczy, że kij od szczotki byłby skuteczniejszy i mniej kosztowny w utrzymaniu, niż Krzysztof Paluszek w Śląsku.
Roman Zieliński

							</section>