Sami się zorganizowali. Koledzy z dzielnicy. Razem zaczęli chodzić na mecze, ale to im nie wystarczało. Chcieli coś robić. Trochę podpytali starszych (no, tu mieli nieco ułatwione zadanie, ale jak to się mówi, szczęście trzeba mieć i umieć je w pełni wykorzystać) i zaczęli działać wokół swojej dzielnicy. Jakieś napisy, jakieś transparenty, odnajdywanie miejscowych „nieprawomyślnych” i wprzęganie w swoją grupę najzdolniejszych ziomali.
Oprócz działania na dzielnicy zaczęli pomagać na trybunach. Takie mało widoczne rzeczy, ale bez których żadna szanująca się ekipa nie może się obejść. Co więcej – rzeczy, które dla niektórych są katorgą („teraz nie chce mi się, zaraz zrobię”) sami wykonują z entuzjazmem i zapałem, choć często przez to nie widzą pół meczu. A przecież ich pasją, jak nas wszystkich, jest kibicowanie.
Teraz na meczu rezerw chcą zadebiutować z własną oprawą. Niemal całą sfinansowali sami. Chcą ją pokazać na meczu czwartego poziomu rozgrywkowego Śląska II z Oławą, który odbędzie się w najbliższą sobotę o godzinie 11:00 na Oporowskiej.
Powodzenia!
RZ
Na zdjęciu widać, jak czasem gdy inni oglądają mecz, to bractwo od opraw ma zajęcie nie pozwalające oglądać poczynań piłkarzy. To akurat fotka z meczu z Sewillą we Wrocławiu, czyli z kompletem widzów na 43-tysięczniku.
</section>