Wszystko można zniszczyć, wszystko można spieprzyć, wszystko można rozwalić. A im coś lepszego i większego, tym łatwiej wsypać piasek w tryby funkcjonującej maszyny.
Gdy pod koniec roku 2011 na wrocławskich Pilczycach na dwa kolejne mecze, mimo mrozu, przylazło ponad 40 tysięcy ludzi, niektórzy już świętowali. Liczba szampanów strzelających w niebo i poziom samozadowolenia były tak ogromne, że nikt nawet nie próbował wymyślić jakiegoś planu awaryjnego.
Gdy po odstaniu w kolejkach długich jak „ogonki” do rzeźnika za komuny (niestety, nie jest to porównanie czytelne dla ludzi poniżej 30 roku życia) szczęśliwcy odchodzili z biletem na mecz, w kilku głowach zatliło się, że tak na dłuższą metę być nie może. I padło pytanie o dystrybucję kart wstępu. Ówczesny szef marketingu odparł, że co prawda punktów sprzedaży jest mało, lecz są one „wysokowydajne”. No i ludzie zagłosowali nogami uciekając ze stadionu. Jeszcze wiosenny mecz z kreowaną na mistrza Legiunią ściągnął tłumy, lecz ostatnie spotkania sezonu 2011/12 z Zagłębiem Lubin i Jagiellonią Białystok okazały się tragedią organizacyjną. Spod kas odeszło po kilka tysięcy ludzi!
Jeszcze raz, bo może nie do wszystkich dotarło. Na dwóch meczach Śląska spod kas odeszło po kilka tysięcy potencjalnych widzów, którzy przybyli pod stadion by na niego wejść!
System dystrybucji poprawiono, lecz szkody okazały się nieodwracalne. I to w najlepszym marketingowo okresie dla Śląska w historii klubu. Nowy stadion, mistrzostwo Polski, pierwsze po 35 latach, w tle zbliżające się EURO.
Stadion jeszcze próbowano napełniać. A to reprezentacja zagrała z Włochami (to się udało), a to zaproszono jakiegoś tęczowego piejca…
Spece od reklamy postanowili ratować reputację organizując mecz Brazylia – Japonia, jednak okazało się to klapą. Tak frekwencyjną jak i finansową. Podobnie jak wcześniejszy turniej Polish Masters, na który ostatecznie rozdawano wejściówki za darmo (co niesamowicie wnerwiło tych, którzy wcześniej za nie słono zapłacili – kolejny marketingowy babol).
Turyści stadionowi już sobie pilczycki monument obejrzeli, wielu z tych, którzy w mrozie odstało „swoje” na inaugurację obiektu, oraz tych, którzy przyjechali pod stadion na wyżej wspomniane spotkania z Zagłębiem i Jagiellonią odpuściło sobie.
Teraz następuje próba ratowania pilczyckiego giganta poprzez umiejscowienie na nim meczu kadry.
Mecz Polska – Słowacja odbędzie się we Wrocławiu w piątek.
RZ, AP
</section>