Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl

Krecik nie martw się…

 

 

Śmiać się chciało, jak się czytało, że piłkarze Śląska się nie zepną na Lenczyka. Wiadomym było, że ci, którzy go jeszcze pamiętają (wbrew pozorom nie ma ich aż tak wielu) staną na czubku, byle nie dać wszystkowiedzącemu powodów do zadowolenia. A, jeszcze jedno. Zawodnicy przed meczem twierdzili, że zepną się przed „derbami”. Oni nie przed rywalem się spinali, lecz przed trenerem od ciężarów.
*
Nie spięli się natomiast kibice z Lubina. Dostali biletów ile chcieli, a 710 nie udało się im opchnąć. Co więcej, dostaliśmy cynki, że są miejsca, w których wejściówki na mecz Śląsk – Zagłębie na sektor gości można dostać za darmo. No i wyszła lipa, panowie „najwyższa średnia na świecie”. W liczbach bezwzględnych, nawet przy pomocy kolegów po szalu z zaprzyjaźnionych miast, zamiast dumnego 2 000 wyszło wstydliwe -710.
Nie wiecie o co chodzi z tą „najwyższą średnią”? Otóż, aby w czymś brylować, w Lubinie wymyślono klasyfikację „ilość widzów na meczu w porównaniu do liczby mieszkańców”. Wychodzi im tak: 7 tysięcy (bo jak jest tam 3 tysiace widzów, to się mówi, że jest siedem) w stosunku do 70 tysięcy mieszkańców = 10 procent.
I to ma świadczyć o tym, że Krety są lepsze o wszystkich klubów londyńskich, od Realu Madryt, a chuligańsko od Partizana Belgrad i Dinama Zagrzeb. I oczywiście od wszystkich polskich ekip.
*
Jeszcze kibicowsko. Furorę zrobiła piosenka z dość banalnymi słowami:
Krecik nie martw się
Miki zrucha cię….
Krecik to był żart
Jesteś ch.. wart
Niestety, trybuny wrocławskie za bardzo zajęły się Kretami podczas tegoż meczu. Tym samym daliśmy dowód na to, że jednak nie są takimi kompletnymi leszczami. Na leszczy nie zwraca się najmniejszej uwagi.
*
Natomiast podobało się to, że na płotach sektora „Oporowska” wisiały niemal same fanklubowe flagi. Oprócz „Rolika”, „Precza” i „Ultras Silesia”.
*
Oprawa Śląska. Może i niezbyt wymyślna. No, na pewno niezbyt wymyślna. Ale za to największa. Ponadto race, konfetti, flagowisko… Było na czym oko zawiesić.
Kreciki w II połowie też się pokazały z ładnej strony. Wizualnie oczywiście. Stroboskopy, race, flagi. Wokalnie – były momenty, w których z „Oporowskiej” dało się słyszeć, że drą kopary, ale co tam śpiewali, tego już nie było można wychwycić. Jak to było słychać z sektora C, D czy A – jeszcze w redakcji nie wiemy.
*
Sportowo – Śląsk miał więcej szczęścia. I lepszego sędziego. Mecz na pewno był zacięty, lecz trudno go nazwać porywającym widowiskiem.
*
Przed meczem koleżka wyłożył swój punkt widzenia na to, jaki będzie rezultat spotkania:
- Śląsk wygra po układzie politycznym. W zeszłym roku Krety wygrały dwa mecze, bo musiały się utrzymać w lidze. Teraz będą oddawać.
Osobiście twierdzę, że czasy tak bezwzględnego rżnięcia wała z publiki już się skończyły. Co więcej, sporo wiem o kulisach pewnego (niedawnego) meczu, którego rezultat znałem przed pierwszym gwizdkiem. Przed tamtym pojedynkiem nikt niczego otwarcie nie powiedział. Strach przed prokuratorem robi swoje. Dlatego nie sądzę (co otwarcie powiedziałem przed meczem), że tak jawne walenie w człona jest wciąż możliwe.
Ale wynik pojedynku Śląska z Zagłębiem i okoliczności, w jakich został osiągnięty teraz rodzą moje niejasne podejrzenia.
*
Znów zabrakło zmiany. Znów nie zagrał młodzieżowiec. Mógł Levy wpuścić małolata w 89 minucie? Choćby dla statystyki? Mógł. Choćby dlatego, że było 2-0 i gra w przewadze. Ale tego nie zrobił. A potem, jak przytrafią się dwie kontuzje i dwóch zostanie wykartkowanych, będzie jęczał jak baba w porodzie, że nie ma kim grać. A przy remisie to Levy się zerżnie w pory ze strachu, jeśli miałby wpuścić na plac gry jakiegoś Dankowskiego czy Przybylskiego.
*
Temparatura. Zgroza! Takie fajne było lato, a tu już k… zima.
Roman Zieliński

 

 

							</section>