CzekaĹem Ĺźeby ten tekst napisaÄ piÄÄ dĹugich lat. Lat, ktĂłre ciÄ
gnÄĹy siÄ niesamowicie powoli, obfitowaĹy w zwroty w Ĺźyciu prywatnym i zawodowym. ĹÄ
czyĹo je jedno â miĹoĹÄ do ĹlÄ
ska.
Wielka, ogromna, ale juĹź nie Ĺlepa. I ze wzglÄdu na tÄ miĹoĹÄ nie chciaĹem pewnych rzeczy mĂłwiÄ, aby ĹlÄ
ska nie atakowaÄ. Bo ukazujÄ
c pewne fakty musiaĹbym w zĹym Ĺwietle postawiÄ ĹlÄ
sk.
Dzisiaj, kiedy juĹź tych ludzi nie ma, mogÄ napisaÄ poniĹźszy tekst, z otwartÄ
przyĹbicÄ
, podpisujÄ
c siÄ imieniem i nazwiskiem.
PoczÄ
tek historii
Pierwszy raz pojawiĹem siÄ w ĹlÄ
sku trochÄ przypadkowo. PoniewaĹź produkowaĹem wtedy sporo imprez â gĹĂłwnie koncertĂłw â i sporo graĹem, a co za tym idzie poznaĹem siĹÄ
rzeczy wielu ludzi. WĹrĂłd nich byĹ Krzysiek ĹwiÄ
tkowski â wtedy menadĹźer klubu. UwielbiaĹem podpytywaÄ go o róşne sprawy zwiÄ
zane ze ĹlÄ
skiem i chĹonÄ
Ĺem wszelkie informacje z wypiekami na policzkach.
Pewnej soboty zadzwoniĹ do mnie wieczorem telefon. Akurat wrĂłciĹem z grania, odebraĹem, byĹem na after party.
- CzeĹÄ, chciaĹbyĹ pracowaÄ w ĹlÄ
sku? – ZdÄbiaĹem na moment.
- OczywiĹcie, ale co miaĹbym robiÄ?
- Potrzebujemy ogarniÄtych ludzi, do roboty jest praktycznie wszystko, od organizacji meczĂłw, przez promocjÄ, marketing itd. JesteĹ zainteresowany?
Nie zastanawiaĹem siÄ sekundy
â Jasne, jeĹźeli mogÄ pomĂłc, to bÄdÄ zaszczycony.
- To zabieraj potrzebne dokumenty i przyjedĹş w poniedziaĹek na OporowskÄ
.
ZwariowaĹem. SzaleĹstwo, pijaĹstwo, taĹce radoĹci i Ĺpiewanie do rana.
W niedzielÄ siÄ ogarnÄ
Ĺem, poszedĹem do KoĹcioĹa i w poniedziaĹek przyjechaĹem pod Klub.
Pod stadion, na ktĂłrym bywaĹem od 5 roku Ĺźycia â najpierw z moim tatÄ
, później juş sam.
Na ktĂłry uciekaĹem czasem ze szkoĹy, na ktĂłrym przeĹźywaĹem róşne momenty, miaĹem wielu kolegĂłw i kilku prawdziwych przyjaciĂłĹ.
Krzysiek wyszedĹ do mnie na parking – wtedy siedziba Klubu mieĹciĹa siÄ w 3 pomieszczeniach na ostatnim piÄtrze hotelu âĹlÄ
skâ. WjechaliĹmy trzÄsÄ
cÄ
siÄ windÄ
na gĂłrÄ â tu jest pokĂłj marketingu i mĂłj, tu prezesa, tutaj jest ksiÄgowa.
W pokoju âmarketingowymâ 2 osoby â Monika i Mariusz. PrzedstawiliĹmy siÄ sobie, później ksiÄgowa â no i siÄ zaczÄĹo.
To byĹ caĹy ĹlÄ
sk. ZupeĹnie inny od moich jakichkolwiek wyobraĹźeĹ. Wtedy organizacyjnie byliĹmy bliĹźej zespoĹu pieĹni i taĹca niĹź jednego z najbardziej uznanych klubĂłw w Polsce.
Prezesem byĹ SobaĹski, ktĂłrego zapamiÄtaĹem z tego, Ĺźe rano lubiĹ poczytaÄ gazety â rĂłwnieĹź te sportowe.
Później wychodziĹ i zwykle juĹź nie wracaĹ.
My robiliĹmy dosĹownie wszystko. NaleĹźy pamiÄtaÄ, Ĺźe to byĹy czasy, kiedy ĹlÄ
sk musiaĹ dostawaÄ pozwolenie od policji na rozegranie meczu kaĹźdorazowo. Czyli kaĹźdorazowo na OporowskÄ
przyjeĹźdĹźaĹa policja, byĹ obchĂłd caĹego obiektu a po nim wydawana decyzja. CzÄsto odmowna â tak po zĹoĹci, ĹźebyĹmy z taczkÄ
musieli zasuwaÄ i zbieraÄ kamienie.
Pierwsze zmiany w ĹlÄ
sku
Z tymi kamieniami to byĹy niezĹe jaja. Po remoncie Oporowskiej wystarczyĹo mocniej tupnÄ
Ä nogÄ
w tĹuczeĹ i od razu wychodziĹy kawaĹki cegĹĂłwek i inne wynalazki. Po deszczach byĹa katastrofa â woda odsĹaniaĹa kolejne kamienie, wiÄc policja szalaĹa, a my zasuwaliĹmy aĹź miĹo.
Po zmianie prezesa w ĹlÄ
sku pojawiĹ siÄ Piotrek Mazur. UwaĹźam, Ĺźe mimo mĹodego wieku sprawdziĹ siÄ w klubie w tym trudnym czasie â byĹy kĹopoty z pieniÄdzmi, autobusem dla piĹkarzy, dosĹownie ze wszystkim. Pewnego razu po odmowie policji znowu trzeba byĹo ruszaÄ z taczkÄ
do zbierania kamieni.
ByĹo za późno, Ĺźeby ĹciÄ
gnÄ
Ä ochotnikĂłw â âDamy radÄ samiâ powiedziaĹem. ĹciÄ
gnÄliĹmy marynarki i zapieprzaliĹmy z tÄ
cholernÄ
taczkÄ
tak ostro, Ĺźe Piotrek bÄdÄ
cy wtedy prezesem zgubiĹ buta w bĹocie. Ĺmiechu byĹo co niemiara â ale zyskaĹ u mnie ogromnÄ
sympatiÄ i szacunek.
Umorusani, ale szczÄĹliwi usunÄliĹmy wszelki powody do uwag wÄ
satych panĂłw i mecz mĂłgĹ siÄ odbyÄ.
Sportowy kocioĹ
Po sympatycznym, ale nie majÄ
cym wynikĂłw Lubosu Kubiku oraz wszystkowiedzÄ
cym Nowickim nastaĹa era Jana Ĺťurka. Janek byĹ rĂłwnie sympatyczny, moĹźna byĹo z nim byĹo godzinami rozmawiaÄ o piĹce. Ale druĹźyna byĹa rozbita i rozpita. âWzmocnieniaâ spadami z Lubina okazaĹy siÄ iluzoryczne i zamiast obiecanych 40 punktĂłw ĹlÄ
sk nie awansowaĹ do Ekstraklasy.
Ĺťurek po tym, jak ostrzej warknÄ
Ĺ na piĹkarzy usĹyszaĹ od jednego z nich, Ĺźeby spierdalaĹ, bo i tak zaraz wraca TaraĹ. I faktycznie, po sezonie TaraĹ powrĂłciĹ.
Rezerwy
To, co dziaĹo siÄ wokóŠpierwszej pierwszej druĹźyny to byĹ czeski film. Ale to, co dziaĹo siÄ z rezerwami, to juĹź byĹ â przepraszam za okreĹlenie – totalny burdel.
DostawaliĹmy zgodÄ od Piotrka Mazura, Ĺźeby czasem poobserwowaÄ treningi piĹkarzy.
Ja jako kibic uwielbiaĹem spÄdzaÄ przy boisku chociaĹź parÄ minut i patrzeÄ jak chĹopaki trenujÄ
. Z czasem nabraĹem jednak do niektĂłrych z nich dystansu â ale o tym później.
KiedyĹ ĹwiÄ
tkowski jeszcze przed swoim odejĹciem poprosiĹ mnie, Ĺźebym siÄ zajÄ
Ĺ drugÄ
druĹźynÄ
, bo tam byĹa organizacyjna masakra.
Kierownikiem druĹźyny byĹ Witek Gul â ojciec jednego z piĹkarzy, ktĂłry swoich sĹynnym klekoczÄ
cym polonezem woziĹ mĹodych na treningi â m.in. Bodka Gula, Kamila BiliĹskiego, Tadka SochÄ. Witek kochaĹ ĹlÄ
sk, ale nie ze wszystkim byĹ w stanie siÄ przebiÄ.
Trenerem rezerw zostaĹ byĹ wtedy Tomek HryĹczuk. DostaĹem polecenie wyjazdu na mecz, by zobaczyÄ z bliska jak to wyglÄ
da. A wyglÄ
daĹo tragicznie â stary, rozklekotany bus ze spalinami lecÄ
cymi do oĹrodka, zawodnicy w róşnych dresach, czÄsto bez herbu na koszulkach.
ZespóŠnie miaĹ wtedy lekarza â jak ktoĹ miaĹ kontuzjÄ, to wtedy mĹody Tarasiewicz â Daniel â leciaĹ na boisko i polewaĹ mu nogÄ wodÄ
z bidona.
Na bramce staĹ niedosĹyszÄ
cy Krzysiek DÄ
browski, kilku mĹodych chĹopakĂłw w polu i kilka âspadĂłwâ z pierwszej druĹźyny. ByĹem zaĹamany. Po powrocie zĹoĹźyĹem obszernÄ
relacjÄ Piotrkowi Mazurowi. WysĹuchaĹ, zaczÄliĹmy dziaĹaÄ. ZnalazĹ siÄ sponsor, ktĂłry ufundowaĹ nowe komplety strojĂłw dla rezerw, zaĹatwiliĹmy porzÄ
dniejszy autobus. Tomek HryĹczuk zostaĹ trenerem bramkarzy w pierwszym zespole a rezerwy objÄ
Ĺ Wiesiek Urycz.
Od Klubu dostaliĹmy caĹe 2 tysiÄ
ce zĹotych za zwyciÄstwo do podziaĹu na wszystkich zawodnikĂłw i caĹy sztab szkoleniowy. I nagle nasi chĹopcy zaczÄli wszystko wygrywaÄ â bo dla mĹodych, ktĂłrzy mieli po 500-1000 zĹ stypendium, premie z wygranych meczĂłw stanowiĹy sporÄ
czÄĹÄ dochodu. Zawodnicy dawali z siebie maksa i prawie awansowali do III ligi.
UdaĹo siÄ teĹź dla nich zaĹatwiÄ obiady na niektĂłre wyjazdy â to teĹź byĹa dla nich spora oszczÄdnoĹÄ.
Wygrali wtedy chyba z 12 czy 13 meczĂłw z rzÄdu.
Przerwa i powrĂłt
Nie pamiÄtam o co dokĹadnie chodziĹo, ale rozstaĹem siÄ ze ĹlÄ
skiem â w zgodzie i bardzo dobrych relacjach na ponad rok.
WrĂłciĹem, kiedy pojawiĹo siÄ ogĹoszenie, Ĺźe szukajÄ
chÄtnych.
WysĹaĹem CV, zadzwoniĹ telefon â tym razem PaweĹ Ĺťelem.
ZostaĹem zaproszony na rozmowÄ â dostaĹem póŠgodziny na przygotowanie swoich propozycji promocyjno â marketingowych. ZostaĹy przyjÄte, przyjÄ
Ĺem proponowane warunki i rozpoczÄ
Ĺem pracÄ.
Tak dla wyjaĹnienia, bo byĹem wielokrotnie o to pytany â za pierwszym razem zarabiaĹem ponad 1000 zĹotych, za drugim nieco wiÄcej. To dla tych, ktĂłrzy myĹleli, Ĺźe w ĹlÄ
sku wtedy byĹy kokosy.
A zasuwaĹo siÄ 7 dni w tygodniu, ale nikt â przynajmniej gĹoĹno â nie narzekaĹ.
ĹlÄ
sk dla ludzi
Moim oczkiem w gĹowie staĹy siÄ Fan Cluby. OdpowiadaĹem za organizacjÄ spotkaĹ zewnÄtrznych zawodnikĂłw z Kibicami. ChciaĹem, Ĺźeby na meczach stawiaĹy siÄ delegacje z kaĹźdego Fan Clubowego miasta â a wtedy bywaĹo z tym bardzo sĹabo.
UwaĹźaĹem â i nadal uwaĹźam – Ĺźe ĹlÄ
sk powinien maksymalnie wychodziÄ do ludzi, organizowaÄ jak najwiÄcej spotkaĹ z Fanami â bo to oni na koĹcu ĹaĹcuszka utrzymujÄ
ten Klub. Kto tego nie zrozumie, ten nie ma czego szukaÄ w piĹce noĹźnej i innych dyscyplinach sportu. Nowy stadion miaĹ siÄ budowaÄ, wiÄc waĹźna byĹa praca juĹź wtedy, Ĺźeby zachÄcaÄ i pozyskiwaÄ nowych FanĂłw.
ObywaliĹmy spotkania co tydzieĹ. W róşnych miejscach â szkoĹach, halach sportowych, salach kinowych. ZjeĹşdziliĹmy wiele miejscowoĹci na Dolnym ĹlÄ
sku â spotkaniom zawsze towarzyszyĹa bardzo duĹźa frekwencja i zainteresowanie lokalnych spoĹecznoĹci. Niestety w Klubie nie wszyscy podchodzili do tego ze zrozumieniem. Raz w drodze na kolejny âDzieĹ ze ĹlÄ
skiemâ jeden zawodnik â nie chcÄ podawaÄ nazwiska, nie wiem nawet, czy jeszcze kopie piĹkÄ â stwierdziĹ w busie, ktĂłrego prowadziĹem, Ĺźe ma âw dupie te spotkania na jakiĹ wiochach, bo to tylko strata czasu, a on jest gĹodnyâ.
ZatrzymaĹem busa, poleciaĹa bardzo ostra wiÄ
zanka zwiÄ
zana z pewnÄ
propozycjÄ
, ktĂłrej nie przyjÄ
Ĺ. To daĹo mi duĹźo do myĹlenia.
Kiedy jechaliĹmy na pierwszy wyjazd na nowy stadion przy Ĺazienkowskiej zatrzymaĹem siÄ po drodze, popatrzyĹem, i z ogromnÄ
satysfakcjÄ
dostrzegĹem jak wiele siÄ zmieniĹo.
Fan Cluby miaĹy swoje bluzy, kurtki, byĹy widoczne, staĹy siÄ powaĹźnÄ
siĹÄ
na ĹlÄ
sku.
Zawodnicy
To osobny temat. Bardzo szybko przestaĹem siÄ ĹudziÄ, Ĺźe ktoĹ âkocha ĹlÄ
sk, ma go w sercuâ itd.
OczywiĹcie, nie mĂłwiÄ tu o chĹopakach z rezerw, ktĂłrzy nigdy nie odstawiali nogi, o naszych wychowankach jak Kuba MaĹecki.
SposĂłb prowadzenia siÄ byĹ daleki od sportowego. KiedyĹ zostaĹem zaproszony na imieniny jednego z dziennikarzy. Sobota, przyjeĹźdĹźamy po meczu â mocno spóźnieni, bo to jeszcze konferencja byĹa, trzeba byĹo posprzÄ
taÄ itd.
Ku naszemu zdziwieniu w knajpie siedzÄ
zawodnicy razem z dziennikarzami, wĂłdka leje siÄ strumieniami, kilku mĹodych zerwaĹo siÄ do wyjĹcia.
To byĹ ich wolny czas â ale kolejny mecz mieli w ĹrodÄ.
Zero profesjonalizmu i zero szacunku.
Podczas swojej przygody poznaĹem wielu piĹkarzy, sÄ
róşni, to teĹź ludzie, ale chĹopakĂłw pokroju Piotrka Celebana ĹźyczyĹbym ĹlÄ
skowi zawsze. PrzykĹadny profesjonalista przestrzegajÄ
cy diety i zasad zdrowego Ĺźywienia. A innych gwiazdorĂłw czÄsto widywaĹo siÄ âna Rynkuâ czy w KFC.
WaĹniewski i Kubiak
Kiedy w ĹlÄ
sku pojawiĹ siÄ Piotr WaĹniewski wiÄ
zaĹem z tym na poczÄ
tku spore nadzieje.
Ale juĹź podczas pierwszego spotkania padĹy sĹowa, Ĺźe âniestety niezbyt znam siÄ na piĹce noĹźnejâ. Jasne, prezes nie musi siÄ na piĹce znaÄ, ale fajnie, Ĺźeby chociaĹź jÄ
lubiĹ. A p. WaĹniewskiego jakoĹ z meczĂłw przy Oporowskiej sobie nie przypominaĹem.
Po nim pojawiĹ siÄ Kubiak â wtedy wiedziaĹem, Ĺźe moja przygoda z Klubem siÄ koĹczy.
Facet w jednym z pierwszych zdaĹ powiedziaĹ, Ĺźe âon nie rozumie, dlaczego w piĹce nie moĹźna dodaÄ nazwy sponsora do nazwy klubuâ. PrzecieĹź to by byĹy takie pieniÄ
dze!
Nam szczÄki poopadaĹy.
Akurat na wywiad z Kubiakiem przyszli chĹopacy z portalu âSzlachta z WrocĹawiaâ. PoprosiliĹmy ich, Ĺźeby podczas samego wywiadu zadali mu to pytanie. Wtedy Kubiak siÄ zmieszaĹ i oczywiĹcie wszystkiemu zaprzeczyĹ.
Z pojawieniem siÄ Kubiaka pojawiĹy siÄ rĂłwnieĹź nowe obyczaje â mĂłwienie podniesionym gĹosem, czÄsto zaczÄĹy siÄ pojawiaÄ w pracy przekleĹstwa.
ProponujÄ sprawdziÄ skÄ
d ĹlÄ
sk wynajmowaĹ bandy diodowe i ekran na wszystkie mecze rozgrywane w lidze i Pucharze Ekstraklasy we WrocĹawiu â w KRSie tamtej spĂłĹki widniaĹ Jacek Kubiak.
DoĹÄ
czam link: http://www.krs-online.com.pl/sport-media-spolka-z-ograniczona-archiwum-263151-229429.html
ProszÄ rĂłwnieĹź sprawdziÄ skÄ
d byĹa wypoĹźyczana scena i sprzÄt na prezentacje w Rynku.
JedynÄ
imprezÄ
dobrze organizowanÄ
przez Pana Jacka byĹy imprezki zakoĹczeniowe na koniec rundy lub sezonu.
Wtedy faktycznie wszystko zorganizowane byĹo na tip â top.
O âfecieâ mistrzowskiej, wprowadzaniu biletĂłw on-line, maksymalnie wydolnych punktach sprzedaĹźy czy koncertowym zmarnowaniu potencjaĹu zwiÄ
zanego z nowym stadionem, Euro, wice- i mistrzostwem Polski nie wspomnÄ.
Po ostrej sprzeczce z Kubiakiem 5 lat temu odszedĹem ze ĹlÄ
ska. OczywiĹcie jako powĂłd rozwiÄ
zania umowy o pracÄ podano zupeĹnie coĹ innego.
WaĹniewskiemu mam do zarzucenia coĹ zupeĹnie innego. Celeban, Fojut, Kowalczyk i wielu innych odeszĹo ze ĹlÄ
ska za darmo.
Bez uzyskania choÄby jednego Euro. Sobota â za baĹkÄ.
Tego nie mogÄ zrozumieÄ i wybaczyÄ nawet prezesowi, ktĂłry siÄ Ĺrednio na piĹce znaĹ.
Bo kontrakty czytaÄ ze zrozumieniem powinien potrafiÄ.
Podsumowanie
Ten tekst nie powstaĹ, Ĺźeby siÄ lansowaÄ, Ĺźeby u kogoĹ wybĹagaÄ powrĂłt.
To moje osobiste oczyszczenie i poĹźegnanie â a czekaĹem na nie 5 lat.
Teraz pora na innych ludzi, ĹwieĹźe powietrze w Klubie. Ja swoje miejsce mam na B.
ZadzwoniĹem po uzyskaniu informacji o odejĹciu mojego ulubieĹca do Romka.
Znamy siÄ od lat i w naprawdÄ wielu kwestiach nie zgadzamy.
Kiedy siÄ ostrzej nie zgadzaliĹmy, to przyjechaĹem pewne sprawy wyjaĹniÄ w 4 oczy u niego na dzielnicy. ChodziĹo o pewien, zabawny juĹź po latach artykuĹ, i moje kĹopoty z krÄgosĹupem.
Ale szanujemy wzajemnie. WiÄc zadzwoniĹem, Ĺźeby siÄ ucieszyÄ i podzieliÄ radoĹciÄ
ze zmian personalnych w Klubie. Romek mnie na ten tekst namĂłwiĹ. WiÄc tekst powstaĹ â i mam nadziejÄ, Ĺźe choÄ trochÄ rzuciĹ ĹwiatĹa na obraz tego, jak wyglÄ
daĹ ĹlÄ
sk w ostatnich latach.
Nie chcÄ nikogo lansowaÄ, ani specjalnie oczerniaÄ â chcÄ, Ĺźeby ludzie poznali fakty.
Bo ja, jako jedno z ostatnich zdaĹ powiedziaĹem Kubiakowi:
â PrzeĹźyĹem wielu prezesĂłw, setki piĹkarzy, kilkudziesiÄciu trenerĂłw. Ale my â Kibice â bÄdziemy przy tym Klubie zawsze. Czy Ci siÄ to podoba, czy nie.
Radek BÄ
k, fot. mowimyjak.pl
ZĹoĹliwy komentarz redaktora naczelnego:
No to mam Ĺźal, do Radka.
GdybyĹ, chĹopie, powiedziaĹ o tym cymbale, ktĂłry ma âw dupie te spotkania na jakiĹ wiochach, bo to tylko strata czasu, a on jest gĹodnyâ, to później juĹź nikt nawet by nie ĹmiaĹ szukaÄ wymĂłwki przed wyjazdem na spotkanie z publikÄ
.
Radek to taki typ, ktĂłrego trudno przekonaÄ. Wszystko robiĹ po swojemu. JuĹź nie pracowaĹ w ĹlÄ
sku, ale wymogĹem na nim, Ĺźeby nagraĹ âNasze serca bijÄ
za ĹlÄ
skâ. To ja wymyĹliĹem sĹowa, wynalazĹem melodiÄ, nawet wyciÄ
gnÄ
Ĺem zgodÄ na przerĂłbkÄ od menadĹźera Budki Suflera. MĂłwiÄ Radkowi (artyĹcie â muzykowi, Ĺźeby byĹa jasnoĹÄ) o co mi chodzi. ĹciÄ
gnÄliĹmy chĹopakĂłw do studia nagraĹ, zaĹpiewaliĹmy. I tĹumaczÄ chĹopu, Ĺźe ma byÄ dĹuuuugo. PodaĹem liczbÄ sekund. No to mi zrobiĹ nagranie o trzy sekundy krĂłtsze. WkurzyĹem siÄ, to mi je o pĂłĹtora sekundy wyciÄ
gnÄ
Ĺ.
A na stadionie przyjÄĹa siÄ ta jego (znacznie gorsza do Ĺpiewania) wersja.
Oj, czÄsto siÄ nie zgadzaliĹmy, gdy pracowaĹ w ĹlÄ
sku. Ale na temat dziaĹalnoĹci dziaĹu marketingu osiÄ
gnÄliĹmy peĹnÄ
zgodnoĹÄ poglÄ
dĂłw.
</section>