Gdy przed rokiem na kilka minut przed końcem meczu Wisła – Śląsk przy stanie 0-0 sędzia podyktował rzut karny dla Śląska, wydawało się, że ten nieszczególny mecz (Wisła miała protest, my byliśmy na układzie) w bardzo zimny dzień zakończy się wrocławskim hapyendem. A tu katastrofa. Nie dość, że Cetnarski spartolił, to jeszcze Wisła w doliczonym czasie gry przeprowadziła akcję, po której mogła się cieszyć z gola i trzech punktów.
W tym sezonie do rozgrywek Śląsk startował w roli jednego z faworytów, a Biała Gwiazda uważana była za ligowego średniaka. Cztery miesiące zweryfikowały przewidywania. Na naszą niekorzyść. Z faworyta staliśmy się sportowymi leszczami do łojenia skóry, natomiast Wisła jest zespołem, który skutecznie łoi takich patałachów jak my. Zwłaszcza u siebie. Siedem zwycięstw, dwa remisy, bramki 15-1 to bilans, który daje do myślenia. I który już od kilku dni przeraża naszego szkoleniowca.
Możliwy scenariusz
Śląskowi do końca rundy zostały spotkania: dzisiejsze z Wisłą w Krakowie, w poniedziałek będziemy we Wrocławiu gościć Pogoń, później wyjazd na śmieszny Widzew i na koniec Piast Gliwice w domu.
Porażka w Krakowie i trzy remisy, które też będą porażkami. Niestety, taki scenariusz jest całkiem prawdopodobny. Gdyby się spełnił, to sytuacja Śląska byłaby katastroficzna.
Czy jest możliwy? Powiedzmy szczerze: niestety, możliwy jest. Wisła w Krakowie łoi wszystkich, czemu Śląsk miałby być wyjątkiem? Pogoń, nawet z trenerem na trybunach (dostał karę, bo się ośmielił skrytykować sędziego w meczu, w którym wygrała Legiunia) jest w stanie wyszarpać punkt z meczu wyjazdowego. Ba, Pogoń na wyjazdach ma 4 wygrane i dodatni bilans bramkowy! To o czymś świadczy.
Widzew to kompletne, piłkarskie leszcze. Ale jak znamy życie, to Śląsk będzie tym klubem, na którym Widzew zapunktuje. Z kim ma wygrywać, jak nie ze Śląskiem u siebie, skoro na wyjazdach nie zdobyli jeszcze ani jednego oczka? A dla nas nawet remis z Widzewem będzie sromotną porażką.
No a z Piastem to ostatnio szczęścia nie mamy w ogóle.
Trzy, no może 5 punktów do końca rundy jesienno-zimowej. Przy 21 zaliczonych dotychczas to by dawało 24-26 oczek na koncie.
Na wiosnę pozostałoby Śląskowi do rozegrania 9 spotkań, z czego aż 5 na wyjazdach, które teraz najmocniejszą stroną Śląska nie są. Tymczasem aby załapać się do pierwszej ósemki trzeba nałapać tych punktów sporo. W sezonie 2006/07 Wisła, by znaleźć się na ósmej pozycji po 30 meczach zdobyła 46 oczek!
Już teraz strach się bać, co może się Śląskowi przytrafić. Tym bardziej, że jak się te niby zdobyte już punkty regulaminowo podzieli na dwa, to od samego końca tabeli w chwili obecnej dzieli nas dystans zaledwie czterech punkcików.
RZ, fot. straszne-historie.pl
</section>