Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl

Czas żenady

No to czeka nas wesołe zakończenie roku. Przed Śląskiem jeszcze cztery mecze. O sportowym rozstrzygnięciu dywagować teraz nie będziemy. Śmierdzi jakąś katastrofą. Natomiast interesuje nas katstrofa innego rodzaju, jaka znów szykuje się na trybunach. Frekwencyjna.
Mecz z Pogonią Szczecin zaplanowano na poniedziałek na godzinę 20:30. Cóż za finezja! Poniedziałek. Rewelacja!
Każda godzina w tym dniu to nieporozumienie. 18:00 – za wcześnie, bo ludzie przecież do pracy chodzą. 20:30 – tu już da się zdążyć na mecz. Jest jednak inny problem. Jak później wrócić do domów?
To oczywiście nie dotyczy mieszkańców Kozanowa czy Gądowa. Ale jak ktoś mieszka na Zakrzowie i nie jest zmotoryzowany, to już zaczyna być niewesoło.
Nie wspominając o fanklubach. Dla nich mecz w dzień roboczy to istna gehenna. A przy pojedynku kończącym się dobrze po godzinie 22:00 nie posiadając możliwości jazdy własnym transportem – powrót do Trzebnicy, Wołowa czy Kłodzka to zaczyna być wyprawa, z której się wróci nad ranem.
Mecz z Pogonią z początku maja tego roku był pierwszym pojedynkiem Śląska, na którym na stadionie na Pilczycach zasiadło niespełna 10 tysięcy widzów. Obecnie frekwencja z 9 tysiącami widzów będzie marzeniem klubowego skarbnika.
Przepowiednie meteorologiczne też nie są nastrajające optymistycznie. Ma być mróz. Jeśli do tego nasze orły nie wygrają w piątek w Krakowie z Wisłą, co wydaje się prawdopodobne, to odpadną nie tylko zmarzluchy, lecz także mniej wrażliwi wynikowcy (bardziej wrażliwi już dawno sobie odpuścili).
Dobrze, że w klubie stworzono opcję zakupu lojalnościowego, to znaczy obniżona została cena biletów na mecze, jeśli jednocześnie się nabędzie wejściówkę i na spotkanie z Pogonią, i na ostatnie tegoroczne z Piastem Gliwice. Ale nawet to nie zrobi frekwencji na poniedziałkowym meczu z Pogonią.
Zatem czas na kolejną frekwencyjną żenadę we Wrocławiu.
RZ

Na zdjęciu na stronie głównej do tego artykułu widok „Młyna”, a raczej „Młynka” na meczu z Podbeskidziem w czasie trwania pierwszej połowy pojedynku. To obecnie nasza siła. Smutne to i żenujące. A najbardziej żenujące jest to, że kluby nie chcą oponować przeciwko narzucaniu im terminów spotkań, które powodują taką właśnie żenadę.

							</section>