Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl

Chorzów 22 IX 2013

Chorzów 22 IX 2013

Ruch Chorzów – Śląsk 1-1

Kolejny wyjazdowy mecz ligowy, kolejny remis. Tym razem z obecnością wrocławskich fanów, choć nie na sektorze gości (a w zasadzie na sektorze gości też – o czym za chwilę).

Przygotowania

Ograniczyły się do kilku telefonów:

- Jest możliwość?

- Pogadam.

Dzień później:

- Jak potraficie się ogarnąć, to możecie jechać w tysiąc.

W tysiąc po cichu to i tak byśmy się nie wybrali. Ponadto przy tysiącu, to sami siebie nie bylibyśmy w stanie ogarnąć. Szarpać się z takimi, którzy „tylko na chwilę, po piwo” nikt nie miał zamiaru. Dlatego jadący mieli się dostosować do kilku zaledwie wytycznych. Barwy dopiero na stadionie, od umówionego miejsca – wszyscy razem, kto się oddali i dostanie w trąbę może mieć pretensje tylko do siebie. I trzecia zasada – picie po powrocie.

Jazda

Co nas podkusiło, żeby się umówić w pewnym miejscu tego nie wiemy. Umawiający się byli pewni, ze jest to termin jednoznaczny. Tymczasem oprócz zajazdu identyczną nazwę ma pewne geograficzne miejsce. I załogi dwóch samochodów czekały na resztę załogi tam, gdzie nikogo być nie miało.

Jedno auto zdefektowało. Dwie osoby z niego załapały się na inny transport, natomiast trzy wpięły się stopem do Gliwic.

Wejście

Okazało się, że część bractwa miała wejście bardzo ułatwione. Ci, którzy jeżdżą na wszystkie wyjazdy – wiedzą czemu.

Generalnie – gospodarze stanęli na wysokości zadania i co prawda trzeba było swoje odczekać, ale na sam mecz weszli wszyscy.

Niestety, swoje żniwo zebrali „mandatowcy”. Rozpoczął się okres nękania kibiców na wszystkie możliwe sposoby. A chodzi tylko o to, by zedrzeć kasę. Odlewający się w krzaki – stówka mandatu. Wyrzucony pet w zależności od humorku czapkowego od 5 dyszek do stówki. Słonecznik – płacić. Zaklnięcie pod nosem – też stówka.

Kłopot był z wniesieniem flag. Szef stójkowych nie bardzo chciał. Trzeba było interwencji chorzowian, by flaga ostatecznie weszła. Rozmawiali o jednej fladze, zatem weszła tylko jedna („Szalik”), choć była i druga „Szlachta z trójkąta”. Jednak z uwagi na obostrzenia – cud, że weszła choć jedna, przy czym znalazło się miejsca na jej wyeksponowanie. Też dzięki kibicom Ruchu.

Mecz na boisku

Początek robił tragiczne wrażenie. Prawdę powiedziawszy po kwadransie na dobry wynik liczyli tylko najwięksi optymiści.

Pod koniec pierwszej połowy gra się wyrównała. W drugiej widać było spore tempo, spore zaangażowanie obu stron, lecz poziom nie zachwycał. Tak po jednej, jak i po drugiej stronie. Remis chyba jest rozwiązaniem sprawiedliwym, gdyż z doskonałych sytuacji nie skorzystali tak jedni jak i drudzy.

Mecz na trybunach

Miejscowi na zwykłym poziomie. Doping momentami porywający, ale generalnie – taki sobie. Duże nasycenie barwami.

Kibice Śląska – bardzo niewiele barw indywidualnych, wszyscy na stojąco cały mecz, doping – jedynie w króciutkich momentach jakiegoś zrywu.

Fani Ruchu bardzo grzecznie prosili swoich pobratymców, by nie siadali przy samych przyjezdnych. Natomiast dziewczyny zbierające do puszek na oprawę nie do końca się zorientowały, że w pewnym momencie zawędrowały do sektora wrocławskiego.

- My jesteśmy ze Śląska – próbowano zagadnąć jedną z panien.

- Ja też ze Śląska – odpowiedziała.

Na sektorze gości znalazło się miejsce dla niepełnosprawnych kibiców WKS-u. To oni „zazieleniali” stadion.

Po meczu kibice Śląska krzyknęli „Ruch, Ruch, szacunek” oraz „dziękujemy”.

Powrót

Sprawny. Miało być „szybki”, ale z wyjazdem trzeba było poczekać aż się rozluźni. Później już „szybko” też było.

Ilu nas było?

Na sektorze statystyk doliczył się około 220 osób. Około, gdyż liczenie odbywało się w momencie strzelenia bramki dla Śląska, co spowodowało lekkie zamieszanie i przemieszczenie się liczonych. A to na pewno mogło wpłynąć na dokładność. Na pewno na „naszym”parkingu zameldowało się 49 aut.

Na sektorze gości doliczono się 29 osób z KKN.

RZ

							</section>