Na mecz, jak często to bywało w tamtych czasach, wybrałem się z "wycieczką" z zakładu pracy. Już nie pamiętam dokładnie, ale chyba to była Stocznia Rzeczna - mojego kumpla mama tam pracowała i pomogła w organizacji eskapady. W tym czasie we Wrocławiu coraz głośniej się mówiło o awansie Śląska do pierwszej ligi, a piłkarze wynikami tylko to potwierdzali. Na początku lat 70-tych tak daleki wyjazd autobusem wiązał się z dużym samozaparciem uczestników wyprawy, bo drogi i autobusowy komfort pozostawiały wiele do życzenia. Jednak miłość do Naszej drużyny nie raz robiła cuda. Po całonocnej jeździe, która była przeplatana grą w karty i spaniem, a starsi kibice regularnie ćwiczyli napoje rozweselające, zobaczyliśmy Dębicę. Miało być "miasto", a doznaliśmy małego szoku terytorialnego, bo My przecież przyjechaliśmy ze "Stolicy świata -Wrocławia" !!! Po zajęciu miejsc na stadionie okazało się iż było nas około 200 osób - część tak jak my przyjechała autobusami a reszta koleją. Oczywiście nie obyło się bez ;"pozdrowień" dla miejscowych. Wiadomo kibice Śląska zawsze mieli wysoką kulturę osobistą i ułańską fantazję. Na dzień dobry poleciała jedna z piosenek typowo wyjazdowych, zmieniało się jedynie nazwę miejscowości: "Dębica, Dębica to zajebana wieś, nie ma tu co wypić, nie ma tu co zjeść" Miejscowym nasza przyśpiewka niezbyt się spodobała, a wrocławianie głośnym okrzykiem UKRAINA !!! jeszcze dosadniej wytłumaczyli co myślą o tej "metropolii". Paru miejscowych, raczej żuli i pijaczków, weszło w nasz sektor bardzo obrażonych i gotowych bronić dobrego (w ich mniemaniu) wizerunku Wisłoki i Dębicy. Ale okazało się iż popełnili kolosalny bład i dostali straszny oklep, tak że kiedy niebiescy wkroczyli, wszystko już było pozamiatane. Dwie końcówki Mecz zakończył się zwycięstwem Śląska 1-0, a bramkę zdobył Tadeusz Wanat. 1-0 to końcowy wynik potyczki na boisku. Natomiast na trybunach, przy budynku klubowym i na parkingu, gdzie parkowały nasze środki transportu, mecz wciąż trwał. Tych paru (6-8) klientów którzy dostali "pozdrowienia" od wrocławskich pięści, wraz z naborem kilkudziesięciu kompanów byli żądni zemsty. Gdy w walkach ręcznych nie mogli sobie poradzić, gdyż grupa kibiców Śląska okazała się "silną grupą pod wezwaniem" i większość znała swoje obowiązki wyjazdowe, a i warunki fizyczne były atutem przyjezdnych, w ruch poszły sztachety. Łamane ławki, butelki itp. Po parunastu minutach milicja wkroczyła do akcji i zakończyła swoistą dogrywkę. Z wrocławskiej perspektywy miejscowi zostali dobrze obici. Niestety jeden z naszych chłopaków, chyba nazywał się MAZURKIEWICZ (nie mylić z braćmi M.) oberwał sztachetą w głowę tak tragicznie, że miał trepanację czaszki i spędził na tym niemiłym terenie święta Bożego Narodzenia, Nowy Rok. Wrócił po prawie 3 miesiącach leżenia za szpitalu. W autobusie mieliśmy wybite jedno okno i chyba nie trzeba opisywać co pod koniec listopada działo się w środku jeśli chodzi o temperaturkę. Atmosfera mimo tej "drobnej" niedogodności w pojeździe była SUPER !!! ŚLĄSK mistrzem jesieni i awans coraz bliższy !!! Przebojem aż do samego Wrocławia była piosenka na cześć zdobywcy bramki : " Tadziu Wanat to czołgista on okazje wykorzystał hej Śląsk hej Śląsk dzisiaj wygrał tylko ŚLĄSK !!!" Roman Gierczak |
Artykuły · FanSlask / fanslask.aha.pl