LEGIA – ŚLĄSK 1-1
To było historyczne spotkanie. Jeszcze nigdy na meczu Legia – Śląsk nie było tak mało widzów. Jak było w latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia – tego nasza pamięć nie sięga (pewnie zaraz odezwie się ktoś z duetu naszych superstatystyków Filip Podolski lub Krzysiek Mielczarek), ale od drugiego awansu Śląska do pierwszej ligi, co miało miejsce w roku 1973, jeszcze nigdy na Łazienkowskiej WKS nie grał nie będąc wspierany przez własnych kibiców. Tym razem było jedno i drugie: mało ludzi i nikogo (przynajmniej oficjalnie) z Wrocławia na trybunach. Przygotowania Skończyły się na kilku rozmowach. - Jedziemy? - Po co? - Jak nas nie chcą, (ITI), to ich problem. To my, kibice jesteśmy jedną z głównych atrakcji. Zresztą to akurat chyba będzie na rękę Legii (kibicom). Legioniści w rozmowach telefonicznych twierdzili, że z ich strony problemu nie ma. Pomóc nie pomogą w niczym, bo i tak nie mogą (ITI). Ale jak ktoś chce, to oni problemu nie widzą. No i decyzja zapadła. Jak ktoś chce indywidualnie się przemycić, jego sprawa. Oficjalnie, a nawet półoficjalnie nie jedziemy. Ani słowa o Legii Po zapadnięciu decyzji o nie jechaniu we Wrocławiu wytworzyliśmy specyficzny klimat. Mimo, że najbliższym spotkaniem Śląska był początkowo mecz z Lechią, później z Legią, to nakręcaliśmy się tylko na wyjazd do Chorzowa, choć do tej potyczki zostało jeszcze sporo czasu. Doszło nawet do tego, że jeden z kolegów, dość dobrze zorientowany w kibicowskich (uwaga – nie w sportowych) sprawach, gdy coś usłyszał o meczu w Warszawie spytał się o jaki mecz w ogóle chodzi. Mecz na boisku Powiedzmy sobie szczerze: tempo ligi francuskiej to nie było. W spotkaniu Śląsk zadziwił, bo prowadził otwartą grę. Wynik przed meczem bralibyśmy w ciemno. Po spotkaniu został leciutki niedosyt, ale to raczej kibicowskie serce chciałoby, żeby było jeszcze lepiej. A w rzeczywistości remis chyba odzwierciedla to, co się działo na murawie. Jednak bystre oko naszego redaktora naczelnego dostrzegło, że Śląsk cały mecz grał w dziesiątkę. O tym napiszemy niebawem. Albo kolega redaktor złoży publicznie samokrytykę. Mecz na trybunach Na klasie B są atrakcyjniejsze widowiska. Chciało mieć ITI klientów zamiast kibiców na trybunach, to ich ma. Klient ma prawo nie lubić podtykanego mu towaru, to nie lubi. I powybrzydza sobie. Za kasę, jaką wywala by otrzymać towar (tzn. być na meczu) może mieć znudzoną minę i wszystko w nosie. No i tak właśnie jest teraz na Łazienkowskiej. Ale to już nie nasz problem. Ilu nas było? Tak jak napisaliśmy to we wstępie: 0. Wskazanie „Śląsk to My” W przedmeczowej gazetce „Śląsk to My” przed meczem z Lechią ukazała się informacja, o której w zasadzie wszyscy wiedzieli, ale jakoś nikt tego nie mówił głośno. W spotkaniach obecnego sezonu na które nas nie wpuszczono (Białystok, Wronki, Sosnowiec – Cracovia) Śląsk nie zdobył ani bramki, ani punktu. Tym razem jest i punkt i gol. RZ, AP Oczywiście w pamięci wszystkich z tego meczu pozostanie stwierdzenie Ryśka, który jasno i dobitnie powiedział, ze piłkarze Legii zdradzili swojego byłego trenera. No to już z paroma grajkami w tym kraju Rysiek sobie nie popracuje. Powiedział to, co powiedzieć odwagę ma niewielu i zrobił to w najmedialniejszym momencie, Bo w futbolu konferencje prasowe po meczach Legii w Warszawie są najbardziej obstawionym spotkaniem dziennikarzy z wszystkich możliwych redakcji. I za to go lubimy! |