Artykuły · FanSlask / fanslask.aha.pl

TRANSFERY ŚLĄSKA

Gdy w 93 minucie spotkania z Groclinem Łukasiewicz zdobył gola dającego Śląskowi dwudziesty trzeci punkt, a zatem praktycznie zapewnione zostało utrzymanie, można było między bajki odłożyć nadzieje na poważniejsze wzmocnienie drużyny w przerwie zimowej. Dlaczego? Odpowiedź jest brutalna i składa się z pytania: Po co?
Przed sezonem przed Śląskiem postawiono wyraźne zadanie: zająć pozycję 6-8. Tłumacząc z polskiego na nasze oznacza to:
- Nie spaść z ligi.
- Nie awansować do grona zespołów startujących w europejskich pucharach.
- Zająć jak najwyższe miejsce.
Kolejność w jakiej tu podane są cele nie jest przypadkowa. Taka jest ich gradacja. Najważniejsze jest nie spaść z najwyższej klasy rozgrywkowej, gdyż to burzyłoby wszystkie plany na najbliższe lata. Czy będą one realizowane – to już zupełnie inna kwestia.
Dlaczego Śląsk nie ma awansować do PE? Prosta sprawa, przy stadionie 8,5 tysięcznym i tak nie zrobi się na tym wielkiego interesu. A wówczas klub będzie na świeczniku i aby nie stracić na pijarze trzeba będzie inwestować w zespół. A na to nikt nie ma ochoty.
Jak najwyższe miejsce w lidze (to znaczy najwyższe nie dające przepustki do gier w Europie, czyli najlepiej gdyby to było miejsce piąte, bo z czwartego niechcąco można się jednak dostać do Ligi Europejskiej) to cel wyłącznie ekonomiczny. Bo za każdą wyższą pozycją stoi kasa z Canal Plus.
Po co transfery?
W praktyce Śląsk najważniejszy punkt powyższego programu już osiągnął. Oczywiście 23 oczka to bilans z jakim się poleci na pysk, ale wystarczy jeszcze 7 punktów by móc spać spokojnie. A przy 9 to już pełny luzik.
Zatem sypać kasą na nowych zawodników by osiągnąć to, co jest już w praktyce załatwione nie ma sensu.
Nowa krew jest potrzebna do pobudzenia drużyny. Piłkarz by dawać z siebie wszystko musi czuć presję. Przynajmniej 99 % zawodników tak ma. Zatem jakieś ruchy kadrowe są potrzebne choćby po to, by utrzymać stan posiadania. Zapewne do Śląska znów trafią gracze, którzy kosztują mało lub nic. Akurat to nas martwić nie powinno, bo po co wydawać kasę, kiedy to samo można osiągnąć nie wydając jej. Jednak właśnie: czy aby to samo?
Gracz bez kontraktu jest dobry, bo jest tani
Ale niekoniecznie jest dobry do gry. Tacy Spahice trafiają się niezbyt często, a Madej aby spełnić oczekiwania kibiców i trenera potrzebował niemal pół roku. Z zawodnikami o których nie walczą inni Śląsk o najwyższe cele grał nie będzie. Zresztą nie tylko Śląsk. Dotyczy to wszystkich, którzy nie potrafią łowić zdolniaszków z niskich lig. Pocieszmy się, że takich, przynajmniej w Polsce, nie ma.
Łamigłówka dla Tarasia
No i dochodzimy do sedna problemu. Jak zrobić, by w zespół w który najbogatszy (czy drugi na liście najbogatszych) obywatel Rzeczpospolitej inwestować poważniejszych pieniędzy nie ma najmniejszego zamiaru, grał skutecznie? Jak zmotywować graczy, gdy zamiast powiększać siłę kolektywu raczej się go osłabia? Bo co by nie powiedzieć, to Janusz Gancarczyk mimo swych wielu wad (schematyzmu, jednego zwodu, braków technicznych) ma jedną zaletę – niesamowitą szybkość.
Powrót Łudzińskiego z wypożyczenia do Gliwic niczego nie załatwia, tym bardziej, że z ławki zniknął inny zmiennik – Biliński. Jeśli do Śląska nie trafi dwóch – trzech sensownych piłkarzy, to nawet walka o utrzymanie może się okazać nie lada wyzwaniem. Bo obecni nasi zawodnicy bez jakiegoś motywującego impulsu, przy braku szczęścia (a tego nikt nam nie zagwarantuje) mogą zrobić numer a’la Arka z zeszłego roku.
Andrzej P
Zmieniony ( wtorek, 12 stycznia 2010 12:42 )