Obie – niezbyt przychylne dla kibiców Śląska. Ludzie dopiero teraz do nich docierają i... dostają szału. Nie będziemy cytować, bo jesteśmy zbyt leniwi by przepisywać pogadanki. Ale odsyłamy do źródeł. Na śląsknecie dwugłos trenerski 4:50 – 6:20 prosimy wysłuchać Ryśka. Wypowiedź Mili w C+ też pewnie jest do znalezienia na internecie. Podsumujemy ogólnie – obu panom nie podobało się nawoływanie do lepszej, ambitniejszej gry. Wyrażane w dość mocnymi słowami. Troszkę się naszym bohaterom role pokićkały. Jedynym kryterium oceny pracy piłkarzy jest rezultat. Oczywiście, wyłapujemy niuanse. Czasem 10 graczy może być fantastycznych, a jeden dobaboli tak, że szkoda gadać. Czasem są lepsi, lecz 5 słupków, 3 poprzeczki, bramkarz rywala zagra mecz życia, a sędziowie też dołożą swoją cegiełkę. Wiemy to. Ale jeśli na sprawy patrzy się nie pod kątem pojedynczego spotkania, raczej widać kto chce grać, a kto grę udaje. Piotlenie o braku szczęścia w kilkunastu kolejnych spotkaniach to występ raczej kabaretowy niż rzetelna ocena boiskowej maestrii. Trener nie potrafiący zwyciężyć w 11 kolejnych meczach powinien zauważyć tę serię i dotrzeć do jej przyczyn. Środkowy pomocnik zespołu, dla którego zdobycie dwóch goli w jednym meczu było niemożliwe przez pół roku, też powinien zacząć kombinować, dlaczego tak jest. Przewrotka we łbach Z całym szacunkiem dla Sebastiana Mili. Bez jego asyst Śląsk w tym sezonie by nie wygrał ani jednego meczu. Pierwsi podnieśliśmy larum mówiąc o spadku, gdy Sebastian zaczął kombinować nad odejściem ze Śląska, bo zdawaliśmy sobie sprawę, że bez szybkiego Garnka i precyzyjnego Mili to szans na utrzymanie raczej nie ma żadnych. Ale problem Mili polega na tym, że Śląsk będzie istniał w lidze II, III czy okręgówce bez Mili. A bez kibiców – nie. Klub bez fanów staje się bytem formalnym. Gra sobie gdzieś, bez sensu i dla nikogo. Piłkarzom w ogóle się we łbach poprzewracało. Najwyraźniej doszli do wniosku, ze to my jesteśmy dla nich, a nie odwrotnie. Po meczu w Lubinie obrażeni nie podeszli pod sektor kibiców Śląska, bo wcześniej byli „domotywowani” przez fanatyków. Po meczu z Arką mają pretensje o motywujące ich okrzyki. No to niech się obrażą na urzędasów. Ci przed meczem z Piastem powiedzieli im dokładnie to samo, choć dobór słów i argumentów był inny, Efekt pogadanek Tarasiewiczowi ma pretensje do kibiców, że... odwalali za niego robotę. To on, szkoleniowiec jest odpowiedzialnym za zmotywowanie zawodników. Choć jemu nie udaje się to ostatnimi czasy. Natomiast to po „rozmowach” kibiców „jego” piłkarze zremisowali w Lubinie. Po rozmowach rady nadzorczej z piłkarzami, ci nagle w dwóch wyjazdowych pojedynkach zdobyli 4 punkty. Po śpiewach „kurwa mać, Śląsku grać” z 0-1 z Arką zrobiło się 2-1. Wyniki przedmeczowych mobilizacji, rezultaty widowiskowego biegania przy linii bocznej szkoleniowca wiosną tego roku są, powiedzmy delikatnie, mało przekonujące. A już postawa graczy w spotkaniu z Jagiellonią Białystok powinna przejść do historii klubu. Taraś publicznie broni piłkarzy. I racja, znamy kilku takich geniuszy, którzy po zwycięstwie na konferencji mówią o swoim wspaniałym tryumfie, a po przegranych płaczą nad porażką zawodników. Ale Taraś nie widzi, że jest przez piłkarzy postrzegany jako ten, który załatwia grajkom kasę. Dlatego oni murem stoją za swoim szkoleniowcem. Piłkarze są tak bardzo za trenerem podczas gadek do kamer. Szkoda, że na co dzień, podczas treningów tego nie okazują. „Taraś już nie jest taki wspaniały, gdy mają wylać z siebie więcej potu, przebiec dodatkowy kilometr, podrzucić jeszcze dziesięć razy sztangę – jak chce tego szkoleniowiec. Taraś musi pamiętać o tym, że obecnie poza kibicami mało jest sił, które jeszcze go popierają. Jak kibice się od niego odwrócą, to poleci tak szybko że sam ani się zdąży obejrzeć. Poparcie piłkarzy, którzy przegrywają jest elementem raczej komicznym. A jeśli nie będzie rewolucyjnych zmian personalnych, na poprawę gry i poprawienie rezultatów specjalnie nie ma co liczyć. Pomyślą, zmądrzeją? Tarasiewicz jest krnąbrny z reguły. Na swoje miejsce w historii klubu pracował kilka lat jako gracz, od 2004 roku (z roczną przerwą) jako szkoleniowiec. Mila jest miły i sympatyczny, w Śląsku dobre wrażenie robi od dwóch sezonów. Szacunek zdobywa się latami, stracić go można w jednej chwili. Sprawa jeszcze nie przyschła. Jeszcze mają szansę na dostrzeżenie `błędu i przeproszenie. Roman Zieliński, KE |
| Zmieniony ( wtorek, 18 maja 2010 11:56 ) |
Artykuły · FanSlask / fanslask.aha.pl