Jeszcze lepszy dla pozycji Śląska w końcowej tabeli, tej po 30. kolejce rozgrywek, jest wynik z Poznania. Amica napracowała się, by Arka robiła za jednego z poważniejszych kandydatów do spadku. W obecnej sytuacji nawet ewentualna przegrana WKS-u z Wisłą niemal niczego nie zmieni. Teraz trochę satyry Pogadaliśmy sobie o piłce, ale tak naprawdę obchodzą nas klimaty kibicowskie. A tu dopiero dzieją się rzeczy wesołe. Nie wiemy ile biletów dostali kibice Cracovii na mecz w Lubinie. Dość rzetelne źródło informacji twierdzi, że 515. Część naszych Czytelników uważa, że 1 000. Nie wiemy skąd brali te informacje, ludzie łażą po różnych stronach internetowych, gdzie można wyczytać wiadomości prawdziwe obok idiotycznych. Ale ilu by Cracovia wejściówek nie dostała, to ocenę ich bytności kwitujemy śmiechem. Największa liczba jaka dotarła do redakcji Fana to 350. Być może jest zawyżona, bo dostaliśmy info podające liczbę o kilkadziesiąt osób niższą. Ktoś może powiedzieć, że 350 nie jest rezultatem złym, problem polega jednak na tym, że kibice Cracovii bardzo się na wyjazd do Lubina spinali. 3 i pół setki, lub jeszcze mniej po mega mobilizacji... No cóż, efekty śpiewania o Josefie Fritzlu* już są widoczne. Jeszcze bardziej interesująco było w Poznaniu. Mecz zgody z Arką obserwowaliśmy ze wzrastającym zdumieniem. Flag Arki nie widzieliśmy żadnych. Wzajemnych pozdrowień usłyszeć się nie udało. Ale przekaz telewizyjny nie zawsze odzwierciedla rzeczywistość, zatem mogło nastąpić przekłamanie. Jednak transparent o tym, że w Poznaniu zmian nie ma i arkowiec tam wciąż jest lubiany wydał się nam cokolwiek dziwny. Takie deklaracje składa się w bardzo napiętych sytuacjach. Prawdę powiedziawszy stosunki w trójkącie Poznań - Gdynia - brzydsza część Krakowa guzik nas obchodzą, tym bardziej, że chuligańska moc tegoż trójprzymierza spada na łeb (zwłaszcza na dwóch jego wierzchołkach). Ale jakoś tak kibiowski nawyk każe uważnie przyglądać się wszystkiemu, co się dzieje w naszym świecie. Czy też ujmując inaczej - w naszej, kibicowskiej lidze. Nikt Widzewa nie żałuje Ciekawe informacje napłnęły z Płocka. Kibice Widzewa tam przybyli bardzo licznie, a że mieli za mało biletów, zatem postanowili zrobić tak: ci, którzy posiadali wejściówki stanęli z tyłu, a ci bez kart wstępu - z przodu. I stwierdzili, że albo wejdą wszyscy, albo nikt. Organizatorzy postanowili, że obchodzi ich ta druga opcja. I było pałowanie, strzelanie i inne znane nam przygody, a żydki meczu sobie nie obejrzały. Gdyby to był jakikolwiek inny klub, nawet bardzo przez nas nielubiany, to informacje o nieudanej akcji sforsowania ograniczeń ilościowych by nas zmartwiły. Ale jakoś nie potrafimy wymazać z pamięci roku 2005, gdy pewna ruda małpa w porozumieniu z przedstawicielem kibiców Widzewa spowdowała, że Śląsk podczas meczu w Łodzi dopingowany nie był. Choć byliśmy za płotem stadionu. No cóż, najwyraźniej jesteśmy małostkowi i złośliwi. Roman Zielinski, Krzysztof P, KKK * Podczas jesiennego meczu ze Śląskiem w Sosnowcu kibice Cracovii, którzy przybyli tam nad wyraz licznie (oczywiście jak na ich możliwości) całą swoją energię skoncentrowali na bluzganiu. Głównie Wisły Kraków. Furorę zrobiła przyśpiewka, której długo nie potrafiliśmy zrozumieć. Ktoś nam podpowiedział, że niezrozumiały kawałek dotyczył osobnika o nic nie mówiącym nazwisku. No to poszperaliśmy na internecie wrzucając tego Fritzla w google i dopiero wówczas ujawnił się przed nami obraz debilizmu kibiców Cracovii. |
| Zmieniony ( sobota, 10 kwietnia 2010 00:53 ) |
Artykuły · FanSlask / fanslask.aha.pl