Chyba bardziej niż własny remis radowały się nasze orły piątkową przegraną Arki. Bo oznaczała ona, że strefa spadkowa aż tak strasznie się nie przybliży jak mogła w przypadku wygranej gdynian. Szczęście według Kubiaka Ciekawe, czy marketingowcy Śląska wiedzą ilu ludzi było na meczu z Bełchatowem. Jeśli nie, to podpowiadamy, że jakieś 4 tysiące. Gdyby wszystkich posadzić na trybunie odkrytej, to każdy miałby własne krzesełko. Na początku swojej działalności na Oporowskiej Kubiak, szef marketingu stwierdził, że jeśli jest sprzedawane 85 procent biletów, to znaczy, że cena jest ustalona prawidłowo. Zatem teraz liczymy i wychodzi na to, że 4 tysiące z 8 500 to jest niecałe 50 procent. Taki wynik trzeba zakwalifikować w kategoriach porażki. A w zasadzie – katastrofy. Katastrofy, gdyż mecz był o w miarę normalnej porze, przy doskonałej pogodzie ze (sportowo) nie najgorszym rywalem. Kubiak ma jeszcze szczęście, że Śląsk jest klubem kultowym, zatem ma takich swoich fanatyków, którzy na mecz przyjdą zawsze. Niezależnie od tego, co zawodnicy spartolą i co szef marketingu wymyśli. Tyle, że tych „zaprogramowanych na Śląsk” do chodzenia na Oporowską zachęcać nie trzeba, a funkcja marketingowca polega na ściąganiu nowych widzów. Można więc śmiało stwierdzić, że efekt działalności całego pionu podległego naszemu bohaterowi jest żaden. A nawet – doprowadził do zapaści. Przypomnijmy, że dokładnie przed rokiem z sześciu wiosennych meczów tylko na jeden można było dostać bilety tuż przed jego rozpoczęciem spotkania. 12 miesięcy zostało straconych. Gorzej, przez te 12 miesięcy zanotowaliśmy regres. Tym to wszystko dziwniejsze, że kto jak kto, ale Kubiak powinien mieć świadomość, że buduje się stadion o pojemności pięciokrotnie większej niż obecny. „...chyba, że myśli o sobie...” Skoro obiekt na Pilczycach zaczyna wyrastać w górę, to już należałoby się zająć promocją Śląska. Już teraz bilety powinny stanowić obiekt pożądania a szczęśliwcy, którzy je dostali powinni budzić zazdrość wśród tych, którzy wejściówek nie dostali. Tak, by po zwiększeniu pojemności obiektu móc zadowolić wszystkich. Jednak można na całą sprawę popatrzeć z nieco innego punktu widzenia. Kubiak jest człowiekiem Schetyny. Gdy rządy w klubie obejmie Solorz (a tak naprawdę – Birka), to większość dotychczasowych pracowników dostanie kopa. Jednym z nich niemal na pewno będzie Kubiak. Po co zatem obecny szef marketingu ma się sprężać, ma robić jakieś spektakularne akcje, jeśli śmietankę będzie spijał jego następca? - Co powinien zrobić marketing? Promocje. Odwiedziny piłkarzy w szkołach, półdarmowe bilety, dofinansowanie kibicowskich akcji malowania graffiti... jest kilka sposobów na ściągnięcie ludzi – twierdzi foolio, jeden z naszych czytelników. Problem polega na tym, że nie wiemy, czy szefowi marketingu zależy na Śląsku, czy myśli o klubie, czy tylko o własnej dupie. Być może dla niego jest na rękę, ze nowy stadion budowany jest z opóźnieniem. Dłużej posiedzi w wygodnym foteliku. Dokonania Będziemy złośliwi. Patrzymy na dotychczasowe dokonania marketingowca Kubiaka. Jakie są? Oceńcie sami. Kubiak tę samą funkcję co obecnie w Śląsku sprawował w Zepterze, Idei, czy jak tam się wrocławska drużyna koszykówki nazywała. I gdzie jest obecnie koszykówka? A grają sobie we Wrocławiu jacyś amatorzy, ściągają na trybuny po kilkudziesięciu widzów, w sporej części są to rodziny i znajomi zawodników. Koszykówka się rozpadła, ale byli działacze tegoż klubu jeżdżą dobrymi samochodami. No to jesteśmy w domu... KP, Roman Zieliński |
| Zmieniony ( wtorek, 27 kwietnia 2010 00:50 ) |
Artykuły · FanSlask / fanslask.aha.pl