Artykuły · FanSlask / fanslask.aha.pl

MY BĘDZIEMY JEŹDZIĆ

Mamy do czynienia z komedią. Rok temu Śląsk był najlepszym beniaminkiem, został uznany drużyną wiele wnoszącą do pierwszej ligi (o pardon, do ekstraklasy, ktoś jeszcze coś sobie pomyśli głupiego).
Minęło 12 miesięcy. Po „powiewie świeżości” pozostał smrodek i walka o utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Strach pomyśleć co by było, gdyby 12 grudnia Śląsk dość przypadkowo nie pokonał Groclinu strzelając gola w ostatnich sekundach spotkania.
Odwołany koncert
Rok temu zapewniano nas, że drużyna będzie grała koncertowo. Trochę się wszyscy dziwiliśmy, bo aby grać lepiej trzeba lepszych grajków, a transfery raczej nie powalały. Jest też drugi sposób na lepsze granie – większa mobilizacja futbolistów. To również było interesujące, bowiem niemal wszyscy podkreślali iż „Śląsk gra bardzo ambitnie”. Jeśli grając ambitnie ci sami ludzie ugrali 6. miejsce, to jak mieliby być zmotywowani, by ugrać coś więcej?
„Ile można jechać na chemii” ? – zastanawiano się wokół Śląska.
Odpowiadamy – na „chemii” (czyli na budowaniu atmosfery) można długo. Ale nie można wiecznie.
Gwiazdki
Piłkarze nam się rozleniwili. Nie tak do końca, podczas meczów jeszcze potrafią biegać, choć już nie we wszystkich. Spotkanie z Jagiellonią powinno być pokazywane każdemu, który przychodzi do kasy po pieniądze.
Zawodnicy rozleniwili się, bo mają sensowne kontrakty, pieniądze dostają na czas, a w drużynie nie ma wielkiej konkurencji. Jakie mają mieć bodźce do wylewania większej ilości potu na treningach? Czasem w rolę motywatorów wcielają się kibice. I zaraz stają się wrogami.
Efekt koncertu gwiazdek...
...jest taki, że na trzy kolejki przed końcem rozgrywek poważnym problemem staje się pozostanie na najwyższym szczeblu rozgrywek. Jeśli Śląsk przegra te trzy mecze, to od degradacji może nas uratować tylko cud i gapiostwo rywali. Na to lepiej nie liczyć.
Inni koncertmistrze
Nie tylko piłkarze w tym sezonie dali ciała. Efekt wspaniałej polityki reklamowej jest widoczny gołym okiem. Podczas gdy wiosną 2009 na sześć spotkań tylko na jedno nie zszedł komplet wejściówek (chociaż Śląsk stracił szansę na puchary stosunkowo wcześnie po serii dwóch porażek w Bełchatowie i z Groclinem), jednak ludzie walili na mecze drzwiami i oknami.
Postanowiono to wykorzystać w... jedyny sposób jaki szefowi marketingu przyszedł do głowy; zniesiono wszelkie możliwe zniżki. W ten sposób po 12 000 widzów w meczu z Legią w maju ubiegłego roku pozostało jedynie wspomnienie. Na żaden pojedynek całego sezonu nie wysprzedano wszystkich 8 500 wejściówek. Może na meczu z Wisłą było blisko tego. Bo 1 000 widzów przybyło z Grodu Kraka.
Tak spierniczyć sprawy to największy głąb by nie potrafił. A w Śląsku się udało!
No, ale skoro szefem marketingu jest osoba, która dowodziła marketingiem koszykarzy w okresie, gdy życzono sobie wpłaty na konto klubu za odwiedziny zawodników w szkołach, to czego można się spodziewać obecnie?
Złotousty
I docieramy do sedna tego, co chcemy wyrazić.
Michaś Janicki, człowiek który o futbolu wie wszystko, stwierdził, że trzeba zacząć działać, bo można się spóźnić na otwarcie nowego stadionu. Oczywiście chodzi o „porażającą” frekwencję, która na Pilczycach/Maslicach zmieści się na jednej trybunie i jeszcze dużo luzu zostanie.
Michaś gaworzy coś o transferach, jakie mają nadejść latem. A które mają być kołem napędowym dla obecnej drużyny Śląska. Już widzimy te transfery rodem z egzotycznych wypraw naszych genialnych skautów. Na razie przedłużane są kontrakty z obecnymi zawodnikami. Jaki to gwarantuje poziom – widzimy gołym okiem. 1/3 nadaje się do wymiany natychmiast, kolejna 1/3 może robić jedynie za zmienników/straszaków dla lepszych od siebie. Inaczej zamiast wielkiego Śląska będziemy mieli wielki niedosyt.
Sen Michasia
Michaś jednak gada szczerze. Bo ratuje swoją dupę. To on jest odpowiedzialny za zapełnienie nowego stadionu (chyba, że uda mu się znaleźć jelenia na którego uda się wszystko zrzucić). Dotychczas wierzył w pierdoły, które sam opowiadał, a w których przyrównywał nowy stadion do multikina. Według Michasia skoro do starych kin ludzie nie chodzili, a do nowych chodzą, to znaczy że na nowy stadion... i tak dalej.
Zdaje się, że frekwencja na meczu z Bełchatowem wstrząsnęła Janickim. Gdzie 4 tysiące do 44?
Głos Fana
Podpowiadamy koledze z Urzędu Miejskiego: pitolenie Kubiaka o tym, że jeśli stadion jest wypełniony w 85 procentach to znaczy, że ceny biletów są optymalne można sobie wsadzić gdzieś. Nam nie jest teraz potrzebny optymalny wpływ. Nam jest potrzebna sytuacja, w której bilety na Oporowską stanowią cenną zdobycz.
Jak Śląsk poleci do II ligi (zwanej dla niepoznaki ligą pierwszą) to owe procenty będą zupełnie bez znaczenia. Jeśli się utrzyma, to macie ostatnią szansę na to, by nowego stadionu nie było trzeba po paru latach rozbierać. Jak to zrobić? Najprostszymi środkami. Transfery, poważna rozmowa z trenerem, obniżenie cen biletów i wprowadzenie czytelnych ulg dla młodzieży, codzienne wizyty w szkołach i w miastach fanklubowych, zwiększenie ilości punktów dystrybucji biletów. Proste, skuteczne metody. Jak zaczniecie filozofować, to budzenie z ręką w nocniku zapewnione.
Epilog
My i tak na Śląsk będziemy chodzić. I jeździć na wyjazdy. Nawet jeśli Michaś tak spartoli robotę, że wreszcie ktoś zauważy, jaki jest „kompetentny”.
Roman Zielński, BK, JK
Zmieniony ( czwartek, 06 maja 2010 10:51 )