Nasz doping znajduje się pod ciągłym obstrzałem krytykantów. Czasem ta krytyka jest jak najbardziej słuszna. Czasem nieuzasadniona, nadmierna, złośliwa. Nasłuchałem się za gniazdowych po meczu z Jagiellonią. A to, że za długo jedna piosenka leciała, to znów że repertuar nie taki, bo brak starych piosenek, że nie potrafią zmobilizować towarzystwa, że gadają przez nagłośnienie zamiast śpiewać.
Uwaga redaktora Zacznę od tego, że każdy osądza doping według tego, jak zachowuje się sam oraz jego najbliższe otoczenie. Przy czym na Oporowskiej pojecie „najbliższe otoczenie” trzeba rozumieć dosłownie, bo przy takiej akustyce jaką mamy na naszym obiekcie na trybunie odkrytej, śpiewającego pięć metrów dalej po prostu się nie słyszy. Tak więc najczęściej ci, którzy uważają doping za słaby albo sami nie śpiewali, albo znajdowali się wśród osób słabiutko dopingujących. Piłowanie jest do bani? Często pojawiają się stwierdzenia, że ciągnięcie zbyt długo jednej piosenki jest bez sensu. Racja, ale tylko wówczas, gdy bractwo ma doping w nosie. Kiedy towarzystwo jest „podkręcone”, takie przeciąganie jest nie tylko fajne, lecz wręcz euforyczne. Gniazdowi Mają swoje wady, jak wszyscy. Dla mnie największą jest to, że niekoniecznie są zieloni. Gdzie jak gdzie, ale na gnieździe powinny się znajdować osoby wyłącznie w tym kolorze. W przypadku „J” jest to trudne, gdyż znaleźć zielony kubrak przy jego posturze to nie taka prosta sprawa. Usprawiedliwień dla innych nie widzę. Natomiast WIEM, że na ich miejsce znaleźć innych jest trudno. „J” jest charyzmatyczny i potrafi przemówić do tłumu. Ci, którzy są w transie faktycznie mogą uważać, że gada za długo. Lecz jego gadki trafiają do części leniuszków. Potrafi ich rozbudzić. Do części trafią tylko argumenty siłowe, ale to już nie jest rola gniazdowego. Młody „D” jest zaangażowany w doping. I chce go robić z pozycji „żeby było głośno” a nie z pozycji „żeby śpiewali to co JA im narzucę, bo to JA jestem najważniejszy”. Macie jak w banku, że gdy wyczuję w którymś z robiących doping takie podejście do sprawy, to długo tego dopingu już nie poprowadzi. „Zobaczcie naszych ziomków” Tak, wiem, doping na Jagiellonii nadzwyczajny nie był. 20 lat temu na Stadionie Olimpijskim odbył się mecz Śląsk – Górnik Zabrze. Przegraliśmy sromotnie 1-4, lecz na trybunach zrobiliśmy taką jazdę, że kilka lat później wspominał na łamach prasy o zachowaniu publiki ówczesny trener Górnika, Janusz Kowalik. To było nasze mistrzostwo Polski. Ale mówić o tym, że na Jagiellonii z dopingiem dla Śląska było słabo, jest wielkim nadużyciem. Za komentarz niech posłuży wpis jaki wynaleźliśmy na forum Lechii lechia.gda.pl. Tam http://lechia.gda.pl/forum/watek/5620/5/ utyskiwano na własny doping w meczu z Groclinem. Fragment wpisu kolegi o nicku "bareja" (wpis z niedzieli o godzinie 9:00) udowadnia, że czasem potrafimy się linczować, gdy nie ma takiej potrzeby: "...Jestem właśnie po powtórce wczorajszego meczu Śląska. Polecam wszystkim szczególnie drugą połowę. Nie z powodu walorów piłkarskich ale właśnie żeby posłuchać dopingu ziomków przy stanie 0-2... TO JEST DOPING!!! Tam wiedzą jak wspierać drużynę mimo, że przez 78 minut piłkarze Śląska grali padaczkę..." Roman Zieliński PS. Pomyliłem w tekście ksywke młodszego z gniazdowych. Nie "K", lecz "D". W tekście już poprawiłem. Za pomyłkę - przepraszam. RZ |