Artykuły · FanSlask / fanslask.aha.pl

MILA DO CELU

Od dwóch dni mówi się o możliwym odejściu ze Śląska Sebastiana Mili. Do Charkowa. Gdyby nie znajomość historii II wojny światowej, to ze znalezieniem na mapie byłej stolicy rosyjskiej Ukrainy mielibyśmy trudności. Dobra, Villarrealu do tej pory nie znaleźliśmy, a klub grał w finale Pucharu UEFA, zatem nie o geografię chodzi.
Sebastian nie jest narwanym juniorem. Jest facetem po przejściach. Mimo iż zapowiadał się na zawodnika sporego formatu, kariery za granicą nie zrobił żadnej. Ani w Austrii, ani w Norwegii. Zresztą już sam fakt grania w tych krajach słowo "kariera" stawia w krzywym zwierciadle. Co więcej, nie będąc przebojowcem z charakteru, wręcz w jakiś marazm wpadł siedząc na obczyźnie. Wie zatem jakie wyzwania przed nim stoją jeśli zdecyduje się na kolejną emigrację. Z drugiej strony - zarobki kuszą. Na Ukrainie skórokopy dostają większe niż w Polsce. I regularniej niż u nas, bo tam klubami rządzą nie drobni geszefciarze (jak to było u nas do niedawna wszędzie, a obecnie jest jeszcze gdzieniegdzie) lecz przewałkowicze pierwsza liga. Pierwsza liga światowa - żeby nie było niedomówień. Dla takich miesięczne utrzymanie klubu wraz z astronomicznymi (jak dla nas) zarobkami dla piłkarzy, to jedynie pół dniówki. Tyle co splunąć.
Kto odchodzi?
Dla Śląska Mila jest zawodnikiem istotnym. To widać choćby w ilości asyst. Ma chłop przegląd sytuacji na boisku, widzi co się dzieje i potrafi przewidzieć jak sytuacja będzie się miała za kilka sekund, ponadto potrafi podać tak, jak zamierza to zrobić. Co w polskich warunkach jest niezbyt częstym zestawem umiejętności. Gdy przed miesiącem robiliśmy zestaw zawodników, którzy rokują nadzieję na stworzenie ze Ślaska drużyny z aspiracjami, to mieliśmy dwóch pewniaków, Celebana i Milę. Uznaliśmy, że do drużyny coś jeszcze wnoszą Janusz Gancarczyk (szybkość, choć na chaosie), jego brat Marek (umiejętności i brak wahań formy), może jeszcze Kaczmarek (szczęście). Pawelca i Sochę uznaliśmy za perspektywicznych i choć znaleźliśmy jeszcze kilka pozytywów, to generalnie był koniec, bo zaangażowanie Ulatowskiego, lojalność Wołczka, bramkostrzelność (przy kontuzjogenności) Vuka, to wszystko nie gwarantuje poziomu potrzebnego do walki o mistrzostwo.
Mila, rzecz jasna, będzie kuszony pieniędzmi, bo innego magnesu klub z Charkowa nie ma. Nie jest nim ani metro, ani wielkość miasta (coś jak Warszawa), ani zabytki, ani klimat. Natomiast jeśli Sebastian da się skusić, to we Wrocławiu zaczną się problemy. Poważne problemy.
Prognoza na przyszłość
Płakać po Sebastianie nie będziemy, bo Śląsk przetrwał już nie takie zawirowania personalne. Ale odejście Gancarczyka i Mili oznacza, że czas na zbudowanie drużyny naszych marzeń wydłuży się. I to znacznie. Powiedzmy szczerze: na razie takich perspektyw nie ma wcale. I co gorsze - niewiele wskazuje na to, że te perspektywy znajdą się w zasięgu naszego wzroku w najbliższej przyszłości. Od celu nie dzielą nas centymetry, lecz... kilka mil.
Janusz K, RZ
Zmieniony ( czwartek, 14 stycznia 2010 14:43 )