Ten artykuł trzeba zacząć od... końca. „KR” przeczytawszy go stwierdził, by się z publikacją wstrzymać do powtórnego obejrzenia meczu z Legią. Choć był napisany po spotkaniu z Lechią. Czas złośliwości Gdy jakieś 10 lat temu poznałem Darka Sztylkę, choć jeszcze był zawodnikiem Polaru, bardzo go polubiłem. Niestety dwa lata temu gdy stworzył się konflikt kibice – Murzyn, Darek jednoznacznie się opowiedział za Murzynem. Niedługo potem drużyna obiła Murzyna za lenistwo, które o mało nie spowodowało iż Śląsk nie awansował do ekstraklasy. Czy „Sztyla” też go klepnął – pojęcia nie ma. Ale nawet gdyby - we mnie żal pozostał. Wyznaję zasadę, że koleś to koleś. Nawet gdy nie ma racji. Dla Darka kolegą okazał się Murzyn. Czas patrzenia Półtora godziny oglądania Śląska, za pośrednictwem telewizji, nawet jeśli rezultat i przebieg meczu się zna, nie zawsze jest czasem straconym. Ocenia się doping, sytuacje bramkowe, sytuacje kontrowersyjne – widoczne znacznie lepiej niż na żywo. Ale ja obejrzałem spotkanie Śląska z Lechią pod kątem gry Sztylki. Oczywiście nie miałem pojęcia jakie zadania Darkowi wyznaczył trener. Wiem, że pomocnik WKS-u jest po długotrwałej kontuzji. Ponadto obraz telewizyjny zawęża to, co się widzi, a często o ocenie zawodnika decyduje jego postawa w sytuacjach, których kamera nie ma szans pokazać. Czas na kapitana Pewnie na pomyśle przyjrzenia się kapitanowi Śląska zaważyła sytuacja sprzed dwóch lat oraz zauważalny na stadionie słaby występ zawodnika. Przyjaciółmi to my już nie będziemy nigdy. Może jednak Sztylka po tej mojej, amatorskiej i pewnie złośliwej analizie zacznie grać jak przystało na zawodnika Śląska, Na kapitana Śląska. Fotkę do artykułu zaczerpnęliśmy z serwisu slasknet.com |
| Zmieniony ( piątek, 26 marca 2010 18:48 ) |
Artykuły · FanSlask / fanslask.aha.pl
