Artykuły · FanSlask / fanslask.aha.pl

LUBIN 27 IV 2010

Zagłębie – Śląsk 1-1
Mecz w Lubinie miał być rozegrany w piątek. Ale ostatecznie padło na wtorek. 20:45, o tej godzinie to Śląsk chyba jeszcze nie grał nigdy w historii.
Przygotowania
Spotkanie z Zagłębiem miało być bonusem do wyjazdu do Chorzowa. Niestety, wewnętrzne ustalenia nie do końca się sprawdziły. Około 50 osób było w Lubinie na stadionie, choć Chorzowa nie zaliczyły. Na ten temat czeka nas jeszcze poważna rozmowa.
Generalnie – spotkania w Lubinie zawsze były przez fanatyków Śląska traktowane jako „rozrusznik wyjazdowy” Ilu to kibiców zaliczyło swój pierwszy wyjazd właśnie tam? Powód zawsze był ten sam: blisko.
Teraz się niestety zmieniło. Gdy lubinianie mieli swój dożynkowy obiekt jechał tam kto chciał. Teraz postawili ultranowoczesny stadion na który mogą wpuścić około 1200 kibiców gości. I tylu fanów przyjezdnych wpuszczali, ale tylko jesienią. Zimą ktoś słusznie zauważył, że w rundzie rewanżowej trzeba będzie gościć Śląsk. I zaczęły się problemy z wypełnianiem sektora gości. Nagle pojemnością przestało być 1200, nawet 780, a zaczęło 515. I taką właśnie ilość wejściówek z Lubina przesłano do Wrocławia.
Decyzja wydawałoby się – zaskakująca. Działacze Zagłębia swego czasu wywieszali we Wrocławiu bilbordy zachęcające do przyjazdu na mecze Zagłębia, a gdy chętni się wreszcie znaleźli, to jakoś już nie było chęci ich wpuszczenia.
We Wrocławiu przygotowania w zasadzie ograniczyły się do dwóch punktów. Jednym była dystrybucja tej nikłej ilości wejściówek, a drugi to ustalenie trasy przejazdu.
O biletach pisaliście sami, zatem teraz napomkniemy jedynie, że przyznaliśmy na to spotkanie 50 kart wstępu kibicom Miedzi Legnica i po 5 dla reszty zgód. Bardzo zawiedziony czuł się zwłaszcza Motor, który szykował się na ten wyjazd bardzo licznie.
Za to kibice Miedzi czując, że dla nas jest to także wyjazd, na który mogłoby pojechać o wiele więcej osób, sami zrezygnowali z 40 wejściówek.
Natomiast co do trasy i czasu wyjazdu, miała być to informacja tajna. Jednak z uwagi na mnogość chętnych do pojechania „z biletem czy bez” w ostatni dzień postanowiono skorygować:
a) trasę
b) jej tajność
Zatem podano gdzie się zbieramy oraz którędy będziemy przemierzać nasz region.
Jazda
No, tu było wesoło od razu. Już na autostradzie znaleziono jakieś zabłąkane owieczki. Dla owieczek spotkanie zapisze się w pamięci na dłużej. Ponadto dokonaliśmy wyczynu nie lada. Jak można jechać autostradą na odcinku 80 kilometrów z szybkością 60 km/h, zrobić sobie 20-minutowy postój i jeszcze jechać na miejsce zbiórki w środku stawki – tego sami nie potrafimy stwierdzić. A fakt ten został sprawdzony empirycznie.
Drogę umilały różne ciekawe rzeczy. Na przykład fajny transparent sławiący Śląsk wywieszony w połowie drogi na wiadukcie. Czy świeżutkie napisy na murach...
Ponadto droga obfitowała w różne niespodzianki.
Jedną z nich było namierzenie trzech samochodów z kibicami Odry Opole. Jak opowiadają uczestnicy spotkania za nic w świecie nie udało się ich zatrzymać, choć próbowano do tego doprowadzić w sposób drastyczny.
Niewskazane było poruszać się ta trasą samochodami oznakowanymi w gadżety klubów nie darzonych sympatią. Kierowca pewnego busa musiał łamać wszystkie przepisy i jeździć z prędkościa przekraczająca trzy razy dopuszczalną, by zrozumieć swój błąd.
Ponadto okazało się, że na mecze Zagłębia uczęszczają także okoliczni mieszkańcy. Nie wszyscy wiedzieli, że wywieszanie szalików przez okno może być powodem do rozpoczęcia  zawodów crossowych.
Najciekawiej zrobiło się w samym Lubinie. Ale o tym za chwilę. Najpierw wróćmy kilka lat wstecz.
Historia
Kibice Zagłębia Lubin swoja tożsamość zbudowali na antywrocławskości. Dlaczego – to pytanie do nich. Dowody? A prosimy bardzo. Na początku lat 90-tych na koncercie w Lubinie dostał kosą chłopak tylko dlatego, że był z Wrocławia. Z piłka nożną nie miał nic wspólnego. W tym samym Lubinie tak się nakręcano na Wrocław, że punktem honoru ichnich hoolsów było robienia „akcji na flagi”. Chodzono na mecze Śląska, obserwowano kto bierze flagi i udawano się za nim. Lubinianie mają o tyle ułatwione zadanie, że spora ich część mieszka we Wrocławiu, gdzie przyjeżdża na studia lub do pracy.
Swoją postawą spowodowali to, że obecnie jakoś szczególnie się za nimi we Wrocławiu nie przepada. Znamienne jest w stolicy Dolnego Śląska postrzeganie takich ekip jak Zagłębie Lubin i Górnik Wałbrzych. Podczas gdy wałbrzyszan mimo olbrzymiej niechęci darzy się szacunkiem, to wobec lubinian o ów szacunek bardzo trudno. A odległość w kilometrach niemal identyczna.
Do Wałbrzycha nikt nie jeździ popisać sobie sprayami. Albo połazić po jakichś budach sprawdzając, czy tam nie ma rzeczy, które mogłyby być podciągnięte pod aspekt kibicowski. Ani w innych niecnych celach. A do Lubina – i owszem.
Ponadto kibice Zagłębia są denerwujący w inny sposób. Przypisują sobie numer jeden w lidze chuliganów naszego regionu. Tymczasem poza werbalnym stwierdzeniem „jesteśmy najlepsi” brak jest jakichkolwiek innych odznak tegoż pierwszeństwa. Wrocławska „ekipa sportowa” ma wręcz polewkę umawiając się na „rozmowy z Lubinkami”. Bo i tak wiedzą że nawet telefoniczne błagania nie dadzą efektów w postaci zatrzymania się. Lub przyjazdu w dowolnie wybrane miejsce, w dowolnym terminie i na dowolnie wybranych zasadach.
Dojazd
Dobra, co byśmy nie napisalii o tym, co się działo w samym Lubinie, to i tak zostaniemy uznani za kłamców, oszustów i przekręcaczy. No to wklejamy to, co jeden z naszych redaktorów znalazł na stronie Zagłębie.org pod adresem:
http://www.zaglebie.org/pelne.php?id=4811
* Osoba odpowiedzialna za zabezpieczeniu tego meczu powinna dostać wypowiedzenie dyscyplinarne z pracy. Lubin jest małym miastem, dróg wjazdowych za dużo nie ma. Dlaczego auta z kibicami Śląska nie zostały wyłapane na rogatkach. Kolumna wjeżdżającą od Legnicy, kilka radiowozów na krzyż. Wrocławianie kopali ludzi, nastolatków, dziewczyny na przystankach, wyciągali z aut ... Wystarczy teraz przejechać się po mieście a jeszcze jeżdżą nabite auta na legnickich blachach - to może turyści. Żenada. Żenada też nasza chuliganka. Na skrzyżowaniu na Gole Wrocławianie wysypywali się z aut i wyłapywali naszych, a gdzie wtedy wy byliście, czy nie powinno być na odwrót!
* Jak na razie to wy dostaliście w tyłek!!!! Widziałam jak przed meczem zachowują się kibice z Wrocławia, Żenada! Na obwodnicy wysiadali z aut i skakali po lubińskich samochodach, W środku oczywiście byli ludzie. Wyciągali z aut lubińskich kibiców i kopali. W życiu czegoś takiego nie widziałem. Szok! Po co tu przyjechali? To nie są dla mnie kibice!
Cóż, jak widać oczami mieszkańców Lubina najazd Wikingów to byłaby pestka. Winni są wszyscy: miejscowi hoolsi, policja, organizatorzy.
Jak hoolsi kroili flagi we Wrocławiu nie byli źli. Ale to było kiedyś. A kto sieje wiatr, ten zbiera burzę. Burza nadeszła i teraz hoolsi nie bronili swoich, zatem są do bani.
Bójka
Najweselej zrobiło się niedaleko kas dla miejscowych.
Lubinianie twierdzą, że pogonili Śląsk. Według nich było tak: 250 miejscowych pogoniło 350 przyjezdnych.
Przyjmijmy na wiarę, że miejscowych było 250. Siebie chyba potrafią zliczyć. Teraz spróbujmy policzyć z ilu aut musiałoby się wysypać 350 osób. Liczmy, że w samochodach było po 5 osób, ale zgodnie z rozsądkiem kierowcy pozostawali za kółkami. Zatem osób zaangażowanych ze strony przyjezdnych powinno być około 85 aut – zakładając, że wysiedli wszyscy, prócz wspomnianych kierowców. 85 wózków!!! Załóżmy że stały po kolei, choć przed stadionem było totalne przemieszanie, wiedzą to wszyscy ci lubinianie, którzy mieli wątpliwą przyjemność stać w korku jaki się wytworzył.  (Dziwnym trafem w błyskawicznym tempie ich pasażerowie przeistaczali z pomarańczowych na nie pomarańczowych dokonując rzeczy niemożliwych podczas pospiesznego rozbierania się w pozamykanych autach – koniecznie spróbujcie kiedyś zdjąć koszulkę a samochodzie). Auto wraz z odstępem od następnego ma ponad trzy metry długości. Zatem do stojących niedaleko kas 250 lubinian powinna wysypać się wiara na długości ponad ćwierć kilometra!
Dobra, uśmialiśmy się nieco, weźmy zatem relację jednego z wrocławskich uczestników zabaw w ganianego. Według niego ze 30 osób pobiegło w kierunku mniej więcej równej liczebnie grupce miejscowych. Ci nie wytrzymali ciśnienia i uciekli. Jednak na odsiecz przybiegła znacznie liczniejsza ekipa miejscowych. Z tymi trzeba się było bić. Przewaga miejscowych dała znać o sobie.
Nóż i sprzedawca
Jednak lubinianie mieli nie tylko przewagę liczebną. Okazało się bowiem, że swoje ego wzmacniali ostrym sprzętem. Jeden z fanatyków Śląsk przekonał się o tym na własnej skórze, którą mu pocięto. Zresztą nie tylko skórę miał porozcinaną. A nam się wypomina zgodę z Wisłą...
Jakby któryś z zainteresowanych nie dowierzał – jesteśmy w stanie dotrzeć do poszkodowanego.
Sprzęt w rękach krecików to nie pierwszyzna. Nie jest również pierwszyzną inna scenka rodzajowa. Po tym, jak pewien miejscowy samochód stracił szalik i przy okazji zostało mu uszkodzone lusterko, jeden z podróżników wskazywał osoby, które według niego były winne zamieszania. Na oko „wskazówkowy” miał ponad trzy dyszki. Obok stał lubiński małolacik i ten trzymał fason. Ale oczywiście starszaczek nie jest z ekipy, zatem jemu wolno...
Wejście
Klub (Śląsk), próbował interweniować w sprawie tych, którzy przybyli pod stadion i nie posiadali wejściówek. Wykonywano telefony do PZPN. Na takie rozwiązanie chętnie poszłaby policja (przynajmniej jej przedstawiciele tak twierdzili), jednak działacze Zagłębia byli nieubłagani. Już my tam wiemy dlaczego – zajrzyj do artykułu poniżej, przyjrzyj się szyfrowi. W środę wieczorem rozwiązanie zagadki.
Według działaczy Zagłębia - na sektorze mogący pomieścić 1200 osób ma wejść 515.
Pod płotem powstał buncik. Potrzepano bramą i gdy ta już niemal wyleciała, pojawiły się polewaczki, zdarzyły się też strzały z broni gładkolufowej.
Pod ogrodzeniem doszło do przepychanek w wyniku których nie posiadający wejściówek przemieścili się na parking. Tam odbyło się uroczyste spalenie lubińskiego transparentu, który dostał się we wrocławskie ręce. Wraz z nim z dymem do nieba poszło kilka koszulek i szalików, których dominującym kolorem był pomarańcz.
Nikt nie nastawił się na grilla w rozumieniu potocznym, dlatego na parkingu było trochę piwa, lecz nie było kiełbasek.
Mecz na trybunach
Że miejscowi się zmobilizowali bardzo – to było widoczne. Trzy pełne sektory na pomarańczowo. Komplet widzów... Widać, że Śląsk dla sympatyków Zagłębia to firma.
Teraz wróćmy jeszcze na moment do wspominanej tu już strony Zagłębie.org. Tam znaleźliśmy taki oto tekst:
„Apelujemy o nie wdawanie się w pyskówki, wymiany słowne. Prosimy o lekceważenie wszelkich potencjalnych prowokacji, o nie gwizdanie w odpowiedzi. Zamiast tego sugerujemy wykorzystanie sił witalnych do spójnego, zorganizowanego dopingu - proszą członkowie Stowarzyszenia Sympatyków Zagłębia Lubin "Zagłębie Fanatyków".
No to nasuwają się nam dwie uwagi. Stowarzyszenie pali głupa, albo nie wie co ma się dziać na ich stadionie. To my wiedzieliśmy, że będą palić nasze flagi, a najwidoczniej oni – nie. Oczywiście palenie miało to się odbyć bez bluzgów...
Po drugie – palą głupa (żeby stwierdzić „to nie my bluzgaliśmy”), albo kompletnie nie maja posłuchu wśród swoich. Stawiamy na palenie głupa, bo to co krecikom wyszło najgłośniej podczas tego meczu, to właśnie bluzgi na Śląsk na „dzień dobry”.
Z wrocławskiego sektora bluzgi też wychodziły dość często. Najlepsze, to znaczy najcelniejsze było wymienianie miejscowości w których ekipa sportowa Zagłębia poniosła najboleśniejsze porażki.
Ponadto trzeba zauważyć niezłą oprawę meczową miejscowych i szczególną ich satysfakcję, gdy płonęły trzy nasze, stracone podczas wrocławskich podchodów partyzanckich, flagi.
Satysfakcję trochę popsuła im świadomość, że teraz mogą liczyć na solidny rewanż. Na hasło z sektora wrocławskiego o tym, co niedługo się może zdarzyć, wręcz czuło się konsternację krecików. To wymowne milczenie...
Trzeba też nadmienić, że o mały włos kilkanaście minut przed końcem pierwszej połowy sektor gości by nie opustoszał. Po tym, jak na parkingu zaczęło się strzelanie, bractwo znajdujące się na stadionie pozawijało flagi i zaczęło wychodzić z sektora. Tylko przepychanka z mundurowymi spowodowała, że zostano. Później, już na spokojnie, nastąpiła decyzja o pozostaniu na miejscach.
Mecz na boisku
Piłkarze to jednak ludzie z którymi trzeba rozmawiać. Po tychże rozmowach zaczynają szybciej biegać, odważniej walczyć. Choć po takich rozmowach jacy słabi byli, tacy są w dalszym ciągu.
Ale przynajmniej zremisowali, czym utarli nosa miejscowym przeokrutnie.
Generalnie uważamy, że liga piłkarska z kibicowską wiele wspólnego nie ma, ale jakoś sympatyczniej na duszy, gdy tak nas nienawidzący muszą przełknąć gorzką pigułkę.
Bombka dla prezesa
Prezes Śląska, Piotr Waśniewski naszym idolem nie jest. Już on wie dlaczego. Ale nie jesteśmy na niego cięci. Choć kilka jego decyzji było wybitnie nie po naszej myśli, choć jest człowiekiem niezbyt lubianego (ale grzecznie napisaliśmy) Grzesia Schetyny. Choć kiedyś w rozmowie z naszym red. nacz. stwierdził, że „jest prezesem do godziny 18:00, później jest osoba prywatną”. Red. nacz. zauważył wówczas, że tym się właśnie różnią, bo on jest kibicem 24 godziny na dobę.
Po meczu, czyli około godziny 22:45 prezes Piotr Waśniewski najpierw został zapytany kim jest, a kiedy się przedstawił jako prezes dostał z baśki. No to teraz prezes liznął trochę życia kibicowskiego. Tak ponad 4 i pół godziny po tym, jak stał się osoba prywatną., do czego najwyraźniej nie chciał się przyznać.
Nie tylko prezio
Kamionkę zaliczyli też zawodnicy Śląska. Wiemy o rzucaniu w nich kamieniami podczas gdy dawali wywiady. Czy obrzucano także autobus – tego jeszcze nie wiemy, a nad ranem gdy ten artykuł jest klecony - nie będziemy tego uściślać.
Inne straty
Porozbijanych zostało kilka aut wrocławskich. Były szkody z uwagi na kamienie ze strony krecików w czasie dojazdu na stadion. Co najmniej jedną szybę wybili mundurowi pałkami, też w czasie dojazdu. Ponadto dwa auta zostały „kontuzjowane’ po tym, jak psiarnia zaczęła używać broni gładkolufowej w okolicach parkingu. Jedna fura namokła, bo właściciel zostawił otwarty szyberdach, a przezeń wleciała woda gdy wrocławskich harcowników z parkingu polewano wodą.
Powrót
W zasadzie nie ma o czym pisać. Poza tym, że dość długo przesiedzieliśmy na parkingu, a później samo jego opuszczanie zajęło nam 22 minuty.
Ilu nas było?
515 biletów. To jedno. Kilkadziesiąt osób, które zakupiły wejściówki na sektory inne niż gości, też ostatecznie weszło na ten sektor. Ponadto znalazło się kilku takich, którzy weszli sobie tylko znanymi sposobami. Zatem uznajemy, że na meczu było nas około 600. Ponadto około 400 osób stało pod stadionem. Kto będzie liczył 1000, a kto owe 600 – to już zostawiamy statystykom. W tym galimatiasie trudno nam ustalić ilu zgodowiczów ostatecznie weszło na obiekt, a ilu się to nie udało. Zatem podajemy liczby w jakich ziomale z innych klubów pojawili się pod stadionem wspomagając Śląsk: 80 Miedź Legnica, 13 Motor Lublin, 3 Lechia Gdańsk, ponadto 5/15 Wisła Kraków – tę liczbę jeszcze ustalimy i po zweryfikowaniu przedstawimy w niniejszym artykule
RZ, NR, BW, ZI, Ek „Grunwald”, KL, MK.
Zmieniony ( środa, 28 kwietnia 2010 15:31 )