Artykuły · FanSlask / fanslask.aha.pl

KRAKÓW 10/20 IV 2010

Wisła – Śląsk 1-0
Z punktu widzenia kibicowskiego to spotkanie było szczególne ze względu na okoliczności jakie towarzyszyły jego rozegraniu i... nierozegraniu. Cały czas ten mecz był w cieniu czegoś. Ale po kolei:
Przygotowania
Spotkanie z Wisłą najpierw było w cieniu meczu w Chorzowie. Wszystko kręciło się wokół wyjazdu na Ruch, chociaż spotkanie w Krakowie było zaplanowane zaledwie tydzień później.
We Wrocławiu o meczu z mistrzem Polski nie mówiło się niemal wcale. Tymczasem rzeczywiste przygotowania miały miejsce w Krakowie. Tam kibice Białej Gwiazdy gotowali się do przyjęcia rzeszy wrocławskich fanów. Tak, by przyjąć gości jak najlepiej. Żarcie, picie, hulanki, swawole... tak miało być. Główną część imprezy planowano na stadionie Wisły i jego okolicach.
Tymczasem sprzedaż wrocławskich wejściówek szła nader opornie. I kiedy wydawało się, że liczba 600 osób będzie szczytem naszych osiągnięć, nagle tuż przed samym meczem zainteresowanie zaczęło rosnąć lawinowo. Poszło 685 wejściówek i zaczęło się gorączkowe dopytywanie o następne. Organizator już będąc w Krakowie musiał robić dodatkową listę, a takich, co to uważali, że bez biletu i tak wejdą na mecz było całkiem sporo.
Spadł samolot
Jazda odbywała się już w najlepsze, ostatnie zgrupowania właśnie się zwoływały na wspólny przebieg do Krakowa, gdy nagle rozdzwoniły się telefony. Gdy z grubsza poznany został rozmiar drugiego mordu katyńskiego, natychmiast uznano, że wyjazd jest bezcelowy. Choć oficjalny komunikat o odwołaniu meczu jeszcze nie został wydany, to wiadomo było, że spotkanie się nie odbędzie.
Dlatego kilka osób z Wrocławia zaczęło dzwonić po wszystkich, by się wstrzymali z podróżą.
Jedna z ekip była już 30-40 kilometrów od Krakowa. Inna banda właśnie mijała Katowice. Grupa będąca na wysokości Opola generalnie zawróciła, choć znalazło się kilku niedowiarków, którzy postanowili jednak sprawdzić co będzie. Byli i tacy, którzy mimo iż mieli informacje o odwołaniu spotkania, wyruszyli na pielgrzymkę. Można stwierdzić, ze ten samolot spadł na na głowe jak grom z jasnego nieba.
Wisła zdezorientowana
Podczas gdy trwało wielkie telefonowanie do znajdujących się w drodze, także w Krakowie zapanowała konsternacja:
- Nie wiemy co robić...
Po przeanalizowaniu sytuacji, gdy fani Wisły stwierdzili iż i tak część towarzystwa przybędzie na Reymonta, postanowiono cateringu nie zwijać w całości.
Stypa
Mimo tego, że meczu nie było, to pod stadionem Wisły zawitało około 300 kibiców Śląska. Początkowo grupa liczyła 150 osób, potem wciąż się rozrastała, jako że część bractwa wcześniej zrobiło sobie wycieczkę turystyczną po zabytkach miasta. No i dobijały dojeżdżające ekipki, które postanowiły nie zawracać, lub te, które nie uwierzyły w odwołanie meczu.
300 osób plus fanatycy Wisły którzy przybyli na imprezę, której teoretycznie nie było, urządziło nieco przedwczesną stypę. Chociaż jak przyznają jej uczestnicy – jak na stypę było trochę za wesoło.
Mimo tej zbyt luźnej atmosfery można stwierdzić, że kolejnym cieniem kładącym się na pojedynku Śląska z Wisłą była tragedia narodowa.
Problem z zagadkami
Mecz został przełożony, początkowo na dalszy termin, potem na moment tuż po zakończeni żałoby narodowej. Na wtorek. I okazało się, że ponownie spotkanie odbywa się w cieniu innego meczu. Nie, nie chodziło o spotkanie Inter – Barcelona w Lidze Mistrzów. Problemem stał się mecz Śląska w Lubinie. Podczas gdy zbliżał się pojedynek w Krakowie, najwięcej uwagi przykuwał wyjazd, którego rozegranie zostało zaplanowano tydzień później.
Z inny problemem zmierzyli się fanatycy Wisły. Po odwołaniu imprezy jaka miała się odbyć 10. kwietnia nie wiedzieli na ile osób przygotować się  dziesięć dni później. Ile jedzenia? Ile piw? Jak duży transport spod Reymonta?
Sami nie wiedzieliśmy co odpowiedzieć. Liczba 800, która stała się niemal pewna wcześniej, tym razem była nieosiągalna. Ale ile osób się wybierało do Krakowa? To stanowiło zagadkę dla nas samych.
Jazda
Można stwierdzić tylko jedno: bez przygód. Choć zdarzyły się przypadki, że osoba udająca się do Krakowa, wsiadając do samochodu myślała, że jedzie na Oporowską. Inna ekipa zdecydowała się na wyjazd w momencie, gdy towarzystwo wyruszało spod Reymonta w kierunku Suchych Stawów. Ta ekipa ostatecznie wylądowała na stadionie już podczas drugiej połowy. Inna sprawa, że zajechali pod stadion Wisły będąc pewni, że mecz odbywa się właśnie tam. Co więcej, gdy podjechali na Reymonta wykonali telefon z hasłem mającym ustalić w jaki sposób mają się dostać na obiekt:
- Gdzie jesteście?
Przemieszczając się ze stadionu Wisły na obiekt Hutnika byliśmy ciekawi jak wyglądają mury miasta. Z zadowoleniem odnotowaliśmy, że wojnę na murach na napisy zdecydowanie wygrywają nasi ziomale spod znaku Armii Białej Gwiazdy.
Mecz na boisku
Jeden celny strzał na bramkę Wisły, zero ze strony Śląska. To wyciąg ze statystyki pierwszej połowy. Co więcej można powiedzieć o tym pojedynku? Śląsk swoje szanse miał. Podobnie jak w Chorzowie – za sprawą stałych fragmentów gry. W drugiej połowie tylko cud uratował nas przed porażką w rozmiarach katastrofalnych. Rezultat 1-0 dla Wisły powinien zostać uznany przez naszych graczy za szczyt szczęścia.
Mecz na trybunach
Kibice Śląska zajęli się głównie spożywaniem darmowych posiłków oraz kiełbasek a także na dyskusjach z ziomkami z Wisły. Doping prowadzili jedynie gospodarze, wspomagani przez trochę wrocławskiej wiary wmieszanej w młyn wiślaków. Flagi Śląska zawisły cztery. Z pewnych względów postanowiono, że tym razem nie będzie wywieszania większej ilości barw. Wisły na meczu zaprezentował jedną flagę, dodatkowo zawisła jedna flaga Lechii, zresztą była w Krakowie pod opieką lechisty urzędującego obecnie we Wrocławiu.
Spotkanie na Suchych Stawach najprawdopodobniej będzie ostatnim na długie lata meczem Śląska na tym obiekcie.
Powrót
Po meczu delikatne balangi, choć nie było imprez ciągnących się do rana, jak to miało miejsce przy okazji meczu nierozegranego. Interesujące było to, że samochody na wrocławskich blachach były bardzo skrzętnie kontrolowane przez mundurowych. Czego szukali – ich tajemnica. Jazda „na zmęczeniu”, to znaczy żyli tylko kierowcy.
Ilu nas było?
Tu pojawia się kolejny problem. O ile liczba „na papierze’ nie budzi żadnych wątpliwości, czyli 685, to liczba faktyczna jest już znacznie trudniejsza do ustalenia. Na meczu, który się nie odbył uznajemy że zajechaliśmy w 300. To jeszcze było jako tako policzalne. Natomiast na Suchych Stawach, po wewnętrznych rozmowach na ten temat stwierdziliśmy, że jest nas prawdopodobnie około 4 setek. Z perspektywy czasu wydaje się, że sobie trochę tę liczbę zawyżyliśmy. Jednak nikt nie jest w stanie dojść do liczby faktycznej. Naszej liczby nie potrafili również ocenić gospodarze, czyli kibice Wisły.
Jeszcze jeden cień
Gdy przed meczem redaktor Fana chciał wejść na remontowany stadion Wisły, nawet systemem „na Wałęsę”, tak by udokumentować obecny stan obiektu, odradzono mu to. Okazało się, że rano spadł z konstrukcji jeden z pracowników. Spadł i się zabił. Stadion był oblegany przez różnego rodzaju służby i nie wiadomo co komu wpadnie do głowy widząc nieproszonych gości. I to – dokumentalisty.
RZ, ZB, WS (Wisła)
Zmieniony ( sobota, 24 kwietnia 2010 03:40 )