Artykuły · FanSlask / fanslask.aha.pl

GRAJĄC W INNEJ LIDZE

(AKTUALIZACJA) Raport ze sprzedaży biletów nas zaskoczył. Na plus. Bo według informacji, jakie podał "P", który właśnie dowiózł listę imienną na miejsce jest na niej 685 nazwisk. A sami znamy troche osób, które co prawda biletu nie mają, lecz pod Wawel się wybierają. Mecz z Wisłą zbliża się wielkimi krokami. I to ten przyjemniejszy, bo z ziomkami. Teoretycznie, obok Gdańska, jeden z dwóch sympatyczniejszych w całych rozgrywkach. Tymczasem nie wzbudza on zainteresowanie średnie. Dlaczego?

Odpowiedź jest prosta. Niestety, jeszcze nie potrafimy się mobilizować na mecze następujące tuż po sobie. Ciśnienie na Chorzów spowodowało... spadek ciśnienia na Kraków. I nie pomaga ani to, że Wisła szykuje dla nas królewska gościnę, ani to, że wielu z nas jeszcze nigdy nie widziało stadionu na Suchych Stawach i już najprawdopodobniej nigdy na nim nie zasiądą. O wynikach nie wspominamy, bo piłkarze zawsze grali sobie w jednej lidze (piłkarskiej) a my tak naprawdę wystepujemy w lidze kibicowskiej, co tylko z pozoru jest tą samą klasyfikacją. Gdyby mecz z Ruchem i z Wisłą był przedzielony spotkaniem na własnym stadionie, to o wykorzystanie wszystkich wejściówek bylibyśmy spokojni. Mimo braku wygranej na wiosnę, mimo wciąż grożącego widma spadku, mimo że wielu chce, by ten mecz wygrali piłkarze Białej Gwiazdy (byle tylko Amica nie została mistrzem Polski).

Tragedii nie będzie

447 bietów sprzedanych do czwartku (stan z 17:40) zwiastuje ponad 600-osobowy skład na tym wyjeździe. Jeszcze dojdzie część fanklubów, sporo osób decyduje się na jazdę w ostatniej chwili (już znamy przypadki że deklarujący się na "nie" - zmienili zdanie, a takich w piątek będzie najwięcej). Wiadomo również, że jak zwykle kilkadziesiąt osób poleci "na wariata" - bez biletów. Jednak niedosyt pozostanie. Bo chociaż jeszcze parę lat temu wyjazdy w 650 były czymś wyjątkowym, to obecnie takie ilości nie stanowią dla nas powodu do chwały. Jak widać już się nie doceniliśmy, skoro w piątek wieczorem jest 685 sprzedanych wejściówek !!!

"Bo każdy szykuje się na Lubin"

Elementem odciągającym uwagę od wyjazdu do Krakowa jest... wyjazd do Lubina. Choć został wyznaczony na piątek na 17:45, choć od dłuższego czasu wiadomo, że biletów będzie mało, to i tak ta eskapada jest częstym tematem rozmów kibiców Śląska. Złożone zostało zamówienie na 2 000 wejściówek, na sektor formalnie wpuszczano po około 800 kibiców przyjezdnych, jednak dla nas będzie zaledwie 515 wejściówek. Ktoś w Lubinie się osrał ze strachu, a kibice Śląska się zastanawiaja, po co miejscowym nowoczesny stadion, skoro na stary, "dożynkowy" już kilkanaście lat temu można było przybyć w liczbie czterokrotnie wyższej niż obecnie. Teraz, przy bardziej zaawansowanych środkach komunikacji (wielu posiada samochody, a jak nie - to ma kolegę z furą) dla sympatyków WKS-u wyjazd do Lubina to nie jest w zasadzie żaden wyjazd i na to spotkanie moglibyśmy wciągnąć i ze 4 tysiące biletów. A pewnie i to byłoby za mało, bo chęć pojechania na lubiński piknik wyrażają nawet ci, którzy... nie chodzą na mecze na Oporowską.

Roman Zieliński

PS. Nie mogę nie odnieść się do komentarza "Stefana 1984". Zacytuję: "Jeśli kiedyś wybierzemy się na mecz w więcej niż cztery tysiące to można będzie taką propagandę uprawiać. Póki co prawda jest taka, że na meczu u siebie chodzi nas 6 tysięcy. W artykule bardzo cienką nicią szyta jest teza, że do Lubina pojechało by nas 4 ponad cztery tysiące. Dwa tysiące możliwe, ale się o tym nie przekonamy i panie Romku niech pan w tym przypadku nie pisze fantasmagorii."

No to napiszę coś, co może kolegę Stefana zdziwić. Kilka tysięcy (mówi się nawet o 10 tysiącach, choć na pewno jest to spore przekłamanie, co nie zmienia faktu, że zajęliśmy pół stadionu) zameldowało się wrocławian jesienią 1976 roku w Opolu. A wówczas gdy na Górny Śląsk nas pojechało ze trzy stówki, to był ów wyjazd uważany za inwazję. Teraz nastroje sa podobne, jak wtedy przed Opolem. W 2 tysiące, to już w Lubinie byliśmy. Bodajże w roku 1985 (drugi mecz Śląska w tej mieścinie). A teraz najlepsze: 28 luty 2009, zima trzymała, a w Gdańsku (450 kilometrów) pojawiliśmy się w 2 300 osób. Gdy wyczuwając nastroje przed tym meczem twierdziłem, że pojedzie nas 2 tysiące, wielu uważało, że żyję w nierealnym świecie. Obecnie do przejechania mamy tych kilometrów 70. Niektórzy dużo mniej.  

Twierdzisz, że skoro nas chodzi po 6 tysięcy, to 4 nie może pojechać. Tym się właśnie różnimy od innych klubów, że u nas jest bardzo duży odsetek ludzi jeżdżących na wyjazdy. Czasem jeżdżą sporadycznie, właśnie na takie niedalekie wyjazdy. A gdy jest pospolite ruszenie, to bardzo łatwo można naciągnąć kolegę, który jest zupełnie spoza klimatu.

Następna sprawa, o której nie masz zielonego pojęcia: Kibice Miedzi zadeklarowali chęć przybycia na ten mecz w 150 osób. Jak to sami stwierdzili, po "odsiewie", bo chętnych mają więcej. Motor chciał przybyć w, jak to określili, sensownej liczbie. Jak ich znamy pewnie koło setki. Ostatnio spotkałem znajomego. Na mecze Śląska przestał chodzić w roku 1982, potem bywał na Oporowskiej sporadycznie. Chciał, żebym załatwił bilet dla niego i dwóch synów... Wybacz, kolego, ale o frekwencji na meczach Śląska wiem bardzo dużo. Na pewno więcej od Ciebie. Ja się nauczyłem, by nie mówić murarzowi z 30-letnim stażem jak się stawia ściany.

Zmieniony ( piątek, 09 kwietnia 2010 18:43 )