Artykuły · FanSlask / fanslask.aha.pl

GLIWICE 8 V 2010

Piast Gliwice – Śląsk 2-2 (0-1)
Ten sobotni mecz miał nieoczekiwany przebieg. Nie, nie chodzi o wydarzenia na boisku, ale o te pozaboiskowe. Lecz po kolei.
Jednocześnie przypominamy, że w niedzielę w godzinach 12:00 - 17:00 są w kasach jeszcze do zakupienia wejściówki na mecz do Wodzisławia.
Przygotowania
Spotkanie w Gliwicach, choć jego rezultat był dość istotny ze sportowego punktu widzenia, bo spadek nam zaczął zaglądać w oczy, jednak wielkiego zainteresowania nie wzbudził. Co nie zmienia faktu, że 400 wejściówek rozeszło się na pniu. Gdyby kasjer sprzedawał je jak za dawnych lat, bez upierdliwego wpisywania danych, to znikłyby w jakieś pół godziny.
Jednak jeszcze zanim zaczęto dystrybucję biletów, mieliśmy do czynienia z niezłym kinem.
Najpierw mówiło się o możliwości przysłania tychże 400 biletów. Potem była gadka o tym, że możemy ich nie dostać wcale, a to z uwagi na możliwość otrzymania kary od PZPN-u po meczu w Lubinie. Kary nie było, zatem usłyszeliśmy, że dostaniemy, owszem, ale 200. Organizator umiejętnie zagadał i ostatecznie stanęło na liczbie 300 sztuk. Jednak zapotrzebowanie było o wiele wyższe, zatem dzięki uprzejmości kibiców Piasta mieliśmy dodatkową pulę wejściówek. W sumie było ich 400. I tak jeszcze trochę osób dopytywało się o możliwość wejścia bez biletu.
Jak jechać?
Rozważano możliwość przejazdu pociągiem. Lecz z uwagi na niepewną sytuację na kolei pomysł padł na dobre.
- Bo jeszcze zdarzy się tak, że pojedziemy do Gliwic PKP, a potem okaże się, że wycofają pociągi powrotne i tam utkwimy na dłużej... – żartowano. Ustalono, że najlepszym rozwiązaniem będzie jazda wózkami. Pomysł ten okazał się zbawienny już na miejscu, po meczu. Dlaczego – o tym później.
Jazda
Podróż „do” nie została zaliczona do tych z przygodami, dlatego przyczepimy się do incydentu, który w innych warunkach mógł skutkować poważniejszymi konsekwencjami. „WG” w samych już Gliwicach wysforował się na czoło stawki. Problem polegał na tym, że nie miał najmniejszego pojęcia o tym, jak jechać na stadion. Nie miał też GPS-u. Dzięki temu zamiast skręcić w lewo wyrwał prosto i pociągnął za sobą kilkanaście samochodów. Gdy już po fakcie delikatnie mu zwrócono uwagę, że nie powinien się pchać tam, gdzie jego kompetencje nie sięgają, stwierdził, że to zupełnie nieistotna sprawa.
Warto również nadmienić, że jadąc pod stadion fani Śląska widzieli mnóstwo osób w barwach Piasta. Chociaż mundurowych nie był niemal wcale, to nikt nie biegał za nimi. Nie było tego, co ostatnio się działo w Bytomiu ani w Lubinie. Później wiele osób żałowało...
„...ktoś dostał w nos”
Fragment piosenki Perfectu dedykujemy tym wszystkim, którzy zbyt dosłownie potraktowali stwierdzenie zawarte w Fanie, ze stosunki między kibicami Śląska i Piasta nie są zbytnio napięte. To fakt, że ostatnio wiele między nami się nie działo. Że nawet owe 100 dodatkowych wejściówek zostało załatwionych przez gliwiczan. Można by wymienić jeszcze parę innych drobiazgów udowadniających iż po tym jak Piast przestał być oficjalną zgodą Polonii Bytom i Odry Opole, nie ma zbytniej wrogości. Ale ostrożność powinna być zachowana na każdym kroku. Łażenie w barwach po okolicznych sklepach zawsze skażone jest pewnym stopniem ryzyka.
No i okazało się, że kilku tak bardzo chcących napić się piwa miało kłopoty.
Jedna osoba ‘przewróciła się” dość skutecznie. Potrzebna była karetka. Prawdę powiedziawszy gdyby nie późniejsza „wystawka’ na płocie Piasta, to mielibyśmy wątpliwości, czy ktoś jeszcze w Gliwicach miał kłopoty. Bo jakoś nikt się nie skarżył, że coś się z jego udziałem zdarzyło. Może nasi redaktorzy okazali się mało dobrymi wywiadowcami i nie wyłapali owych skarg, może też winni zamieszania tak bardzo obawiali się „poprawin” od swoich za głupotę, że nie wychylali się ze swoich przygód?
Redakcja Fana też ma nauczkę. Nie piszemy wyłącznie do „kumatych”, wyłapujących wszelkie niuanse, dlatego następnym razem znacznie ostrożniej będziemy dobierać słowa.
Chociaż dziwne jest to, że koleś który zaliczył „spotkanie z krawężnikiem” robił wrażenie ogarniętego. Zatem powinien wiedzieć, że szwędanie się po nie swoim terytorium to raczej dość ryzykowna eskapada. Nawet w miejscach, gdzie panuje pozorny spokój.
Kibice Piasta (niezbyt reprezentatywni, zatem nie wiemy, czy można im dać posłuch) twierdzili, że ktoś przed meczem wjechał im pod kasy. Z kolei nikt z wrocławian o podobnych wyczynach nie wspominał.

Na pewno podczas dojazdu zdarzył się natomiast taki przypadek: "stojąc na jednym z parkingów autostradowych koło kibiców Śląska zatrzymał się samochód na dolnośląskiej rejestracji i wysiadł sobie jakiś gość w długich włosach. Nic dziwnego, ale uwagę zwrócił fakt, że ten gość dumnie robi krawat z szalika… Piasta. Szalik został grzecznie sprywatyzowany.

Mecz na boisku
Piłkarze Śląska wygrywając zapewniliby sobie pozostanie w ekstraklasie. Bez względu na rezultaty ostatnich kolejek. Wydawało się, że sam ten fakt spowoduje ich większą aktywność na murawie. Jednak najprawdopodobniej myślenie zawodników poszło w nieco innym kierunku. Wszakże w przypadku remisu szanse na pozostanie wzrastały. Bo podział punktów oznaczał, że Piast nie zniweluje trzypunktowej straty do Śląska, a ponadto w razie późniejszej wtopki w bezpośrednich meczach WKS będzie miał bilans punktów 4-1.
To nastawienie na remis chyba jest rzeczywistością, ponieważ zamiast od pierwszej minuty rzucić się na rywala Śląsk spokojnie czekał na to co zrobi przeciwnik. A Piast bardzo chciał zdobyć gola i parę razy był tego bliski. Kelemenowi udało się zachować czyste konto, a jedna z kontr przyniosła powodzenie.
W przerwie wydawało się, że najsłabsza piłkarsko drużyna ligi padnie pierwszą wiosenną ofiarą Śląska. A tu bum bum i z 1-0 zrobiło się 1-2. Dopiero wówczas nasze orły się zabrały za szybsze bieganie. Trzeba przyznać, ze bramka Szewczuka była przedniej marki, ale okazji na 3-2 już nasze orły wykorzystać nie potrafiły.
Piast coś tam się odgryzał, na miarę swoich niewielkich możliwości i w końcówce spotkanie mogło się podobać. Oczywiście jeśli chodzi o emocje, bo o wirtuozerii obu stron zamilczmy.
Mecz na trybunach
Piast do spotkania przygotował się dość solidnie. Ładna oprawa, dość głośny doping. Na pewno w klasyfikacji ultras mogą sobie dodać parę punktów.
Ponadto fani Piasta wywiesili na płocie pięć koszulek Śląska.
Ze strony WKS-u doping średnio – słaby. Początkowo nie było go wcale. Od 20 min. już był. Podczas gdy część zgromadzonych w środkowym sektorze starała się coś zrobić (niektórzy uczestniczący w dopingu twierdzili, że miała miejsce fajna zabawa), to boki i stojący koło płotu raczej w te zabawy się nie włączali.
Na płocie zawisły oprócz flag Śląska także barwy Lechii (1) i Opavy (też 1). Ta ostatnia flaga raczej nie zrobiła zbyt dobrego wrażenia na miejscowych. Już oni wiedzą najlepiej dlaczego.
Rozpętała się burza
Podczas ostatnich minut meczu nad stadionem zawisła gęsta chmura. A wraz z ostatnim gwizdkiem arbitra zaczęły z niej spadać grube krople deszczu.
Mimo to większość bractwa z Wrocławia z zainteresowaniem czekała na reakcję piłkarzy. Podczas ostatniego wyjazdu nie raczyli podejść do sektora swoich kibiców. Tym razem po jakiś wewnętrznych dyskusjach podeszli. Ale zamiast zachwytów nad remisem, z którego sami się cieszyli, usłyszeli sporo gorzkich słów.
Tymczasem zaczęło zdrowo lać z nieba. W tym momencie decyzja o jeździe na to spotkanie wózkami okazała się zbawienna. Parę osób zmokło, lecz nie było takich, których zlało do suchej nitki.
Burza także rozpętała się pod stadionem. Przyjezdni doszli do wniosku, że skoro jest okazja, to warto byłoby pozdobywać trochę trofeów. Skoro gliwiczanie mieli ich kilka... Dlatego w wąskich przejściach obok stadionu Piasta zaczęły się jakieś ganianki.
Powrót
Wiele o jeździe do domu powiedzieć nie można. Należy natomiast wspomnieć o warunkach. Ściana wody. Ponadto widząc co się dzieje (tzn. odnotowując fakt wspomnianych wyżej ganianek) mundurowi dość sensownie poustawiali się w ten sposób, by nawet największy gamoń nie pomylił trasy. Rok temu jeden taki „nie zauważył” gdzie jedzie jego poprzednik już na pierwszym skręcie, odległym od parkingu jakieś sto metrów.
W połowie drogi ulewa ustąpiła, a we Wrocławiu wszyscy byli zdziwieni, że ci, którzy wrócili z meczu widzieli jakikolwiek deszcz.
Ilu nas było?
Kłopot jest z uznaniem statusu tych, którzy stali za płotem. A było takich miglanców ponad trzydziestu. Stali sobie na barierkach, które zostały podsunięte pod betonowy murek. Stojąc w ten sposób nie tylko żywo uczestniczyli w życiu samego sektora prowadząc niczym nie skrępowane rozmowy z osobami przebywającymi w środku, ale jeszcze mieli od nich... lepszą widoczność. Zresztą kilka czy kilkanaście osób z sektora też usadowiło się na tym samym płocie, tyle że nogi mieli po innej jego stronie.
Wśród „zapłotowców” rozwinęła się dyskusja, czy mogą sobie ten wyjazd zaliczyć do swoich statystyk. Dość zgodnie ustalono, że tak.
Generalnie do Gliwic na sektor przyjezdnych przybyło około 450 osób. W tym 16 to byli kibice Slezsky Opava, 10 Wisły Kraków, 2 Motoru Lublin i 1 Lechii Gdańsk.
RZ, PW, BK, G

Zmieniony ( niedziela, 09 maja 2010 10:56 )