Artykuły · FanSlask / fanslask.aha.pl

DYM W STODOLE

Zawsze przy okazji meczów zgodowych narzekaliśmy, że wiele jest tzw. sępów, a mało ludzi do ogarniania tematu gościny. Po tym, co się zdarzyło w ostatni weekend redakcja jest w szoku. Próbowaliśmy policzyć imprezy przygotowane specjalnie dla fanów Lechii. Nie chodziło o tzw. spontany, czyli sytuacje gdy ktoś bierze gości do pierwszej lepszej knajpki, ale o imprezy wcześniej przygotowane specjalnie na tę okazję. W wynajętych salach, w zarezerwowanych knajpach... Doliczyliśmy się około piętnastu.
Sposób samoorganizacji fanów Śląska (nie piszemy – wrocławian, bo część imprez odbyła się w innych miejscowościach) przerósł nasze oczekiwania.
Mała bójka nie zaszkodzi
Pewnie, że nie wszystko było piękne i wspaniałe. Jacki Danielse serwowane samym sobie ze składkowych pieniędzy.  Brak przyjęcia dla tych fanów Lechii, którzy nie mieli ogarniętych tematów z samego rana (przynajmniej w części tego babola udało się załatać dzięki operatywności „DD”). Po meczu doszło do bijatyki w jednej knajpie, czego gdańszczanie byli świadkami. Takie nieporozumienia załatwia się bez udziału gości. O co poszło, tego nie wiedzą nawet sami „dyskutanci”, efekt jest jednak taki, że ręką jednego z kilkunastu rozmówców obecnie zajmuje się chirurg. Niezbyt dokładnie goście byli poinformowani, gdzie i jak mają być ugoszczeni, dlatego nie wszyscy dostali „deputaty imagogenne”.
Zdarzyły się też inne drobne incydenty, ale generalnie znakomita większość gości miała co robić i co wypić. Jednak to nie owe drobne (lecz zauważalne przez czujną redakcję Fana) wpadki wpływają na ogólny obraz tego co się wydarzyło.
Ludzie nieśli wódkę
Zastawione stoły, wódka przynoszona na takie imprezy od starych fanów WKS-u, którzy dawno wyłączyli się z aktywniejszej działalności kibicowskiej.
- To było wesele bez balonów i pary młodej – stwierdził o jednej z imprez „SC”.
Kurczaki, sałatki, pieczyste – takie dania serwowano na większości zabaw urządzanych z okazji przybycia gości. Wiele osób zaangażowanych w to, żeby było tłusto.
Mamy najlepszy dowód na to, że było wesoło:  Nocny pociąg, którym teoretycznie powinni jechać ci, którzy nie wiedzieli, co z sobą począć, a faktycznie w połowie wiózł tych, którzy pourywali się z imprez, bo lechiści ciągnęli do domów by szykować się na przyjazd Wisły, był znacznie pustszy niż pociąg startujący następnego dnia po południu. Atmosfera na peronach była świąteczna. Nie brakowało szampanów, choć oczywiście dominowały trunki mniej szlachetne. Hitem były pewne opakowania, choć oczywiście nie dla opakowań gdańszczanom dostarczano pewne... gadżety. A ostatni goście wyjeżdżali z Wrocławia tak, by w ogóle zdążyć na środowy mecz o Puchar Polski.
Śląsk ponad wszystko
Śląsk przegrywa, ale to były wielkie dni naszego klubu. Bo tak naprawdę o wielkości klubu decydują kibice, a nie rezultaty piłkarzy. My stanęliśmy na wysokości zadania przyjmując ponad tysięczną grupę kibiców z bratniego Gdańska.
Roman Zieliński
PS. Tekst powyższy, pewnie trochę megalomański, powstał dla tych, którzy w gdańsko – wrocławskiej historii zrobili wiele, by kibice obu drużyn się lubili. A których już między nami nie ma. O nich to również powstał utwór specjalnie skomponowany przez duet kibiców – raperów.
Zmieniony ( niedziela, 21 marca 2010 18:20 )