Artykuły · FanSlask / fanslask.aha.pl

CZYJ TO KONIEC BĘDZIE?

Teoretycznie wszystko jest we Wrocławiu już poukładane. Śląsk zostaje w ekstraklasie. Tak może się wydawać piłkarzom. Jednak prawda  jest o wiele brutalniejsza.
Przed nami mecz z Arką Gdynia. Ten klub wywarł na Śląsku swoje piętno. Tak kibicowskie (2003 rok gdy doszło do bójki na Grabiszyńskiej) jak piłkarskie (2004 – kupione u sędziego baraże). Gdyby wówczas Śląsk awansował do II ligi, to może później znaleźlibyśmy się w zupełnie innym miejscu w piłkarskiej hierarchii?
Czy piłkarze o tym wiedzą? Część z nich tak – wszakże byli wówczas w Śląsku. Ale znakomita większość ma zaszłości w nosie. Nie ich historia, nie ich problemy.
Ale Arka będzie ich problemem
Jak jest w rodzimym futbolu wszyscy wiedzą. Arka, która w 27 kolejkach wygrała zaledwie 5 razy, do utrzymania potrzebowała trzech zwycięstw w trzech ostatnich kolejkach. I na razie gdynianie skutecznie rozpoczęli serię wygranych.
Wszyscy sobie zadają pytanie ile w tych zwycięstwach jest dobrej gry Arki a ile... jej kasy. Bo w normalne zwycięstwo z Bełchatowem to wierzą jedynie krasnoludki.  Tymczasem Arka kasę ma. Od „najlepszego płatnika”. Sześć zer robi wrażenie na każdym.
Pytanie do piłkarzy
Kibice Śląska chcą sobotniego zwycięstwa nad Arką. Bezwzględnie. Czy będzie to oznaczało, że Arka leci (tym lepiej) czy nie. I zastanawiają się, czy piłkarze Śląska chcą tego samego. Przy okazji zastanawiają się, czy ewentualna obojętność może być spowodowana dopływem dodatkowych pieniędzy.
Lepiej będzie dla nich, jeśli tych pieniędzy nawet nie powąchają. Jak je wezmą to się najzwyczajniej skundlą. I nikt nigdy im tego nie zapomni. Wytykać będziemy do końca. Naszego albo ich.
Maja grać, mają walczyć. Mają gryźć trawę. Nawet, jeśli okaże się, że na boisku jest 14 graczy Arki, tak jak było podczas barażu. Nawet jeśli najlepszy zawodnik gdyńskiego klubu będzie ubrany w kostium sędziego.
Albo zagrają na maksa, albo na Oporowskiej nie ma dla nich miejsca.
Roman Zieliński, Janusz K.