Artykuły · FanSlask / fanslask.aha.pl

CZAS NA LECHIĘ

Podczas meczu Lechia – Groclin w Gdańsku sprzedano około 300 biletów na mecz biało – zielonych we Wrocławiu. Ilu ziomków z Trójmiasta dotrze w sobotę na Oporowską – to się jeszcze zobaczy, natomiast wiadomo że będzie to liczba dość spora.
Urok takich spotkań nie leży jednak w ilości uczestników wyprawy, lecz w atmosferze jaka panuje wokół meczu. A o atmosferę starają się gospodarze.
Od lat robiono tak, że generalnie bractwo goszczone jest w jednym miejscu. Tym razem we Wrocławiu plan uprzyjemnienia gościom pobytu jest nieco inny. Zabawy będą odbywać się w kilku a może nawet w kilkunastu miejscach.
Afera musi być
Na razie organizator ma kłopot, bo choć dogadał się z lokalem „W-Z”, jednak wiedziało o tym zbyt szerokie grono osób. I po rozmowie z właścicielem knajpy smutnych panów jacy weszli w posiadanie owej wiedzy tajemnej, a którym masówka zbytnio się nie spodobała, w tymże lokalu umowę kibicom wypowiedziano.
Nic to, znajdą się inne miejsca w których fanów biało – zielonych będzie się przyjmować. Ale tym razem smutasy dowiedzą się o tym w czasie trwania zabawy.
Pospolite ruszenie
Wielu fanów WKS od jednej masówki woli imprezy w mniejszych gronach. Mniejszych wcale nie oznacza małych. Bractwo z czterech osiedli postanowiło wspólnie ugościć swoich znajomych i sami organizują zabawę dla przyjezdnych, których liczbę oceniają na niecałe pięć dyszek. Licząc się z zamieszaniem podczas którego mogą się przyplątać typowe sępy*, gości z Gdańska gospodarze udekorują dość rzadkimi smyczami Śląska.
Inna grupa czeka na mniej liczną ekipę trójmiejskich fanów. Składka na ich ugoszczenie to 4 stówki od każdego zrzucającego się na wizytę.
Wiadomo jest nam o imprezach jakie organizuje kilka fanklubów. Tam również przybędą ziomale spod znaku Neptuna.
Impreza za 30 groszy
Tu poruszymy wątek wstydliwy. „MM” zauważył, jak pewien fan Śląska dorzucił się na Lechię kwotą kilkudziesięciu groszy. To zbulwersowało bystrzaka, bo pamiętał ofiarodawcę jako jednego z tych, który w Gdańsku ugoszczony została na tyle dobrze, że nie bardzo wiedział co się z nim dzieje. Wręcz domagał się dowodów gościnności kibiców Lechii w postaci kolejnego browarka.
- Problem nie polega na tym, że chłop nażłopał się w Gdańsku. Ale na tym, że teraz będzie twierdził, że dołożył się do imprezy i ma pełne prawo w niej uczestniczyć – sumował później, gdy już odbył rozmowę dyscyplinującą z przyłapanym na tak niecnym czynie.
Pierwsze sygnały zabawy
Oceniając kiedy wspólna impreza wrocławsko – gdańska się zacznie jeden z naszych redakcyjnych dyskutantów doszedł do wniosku, że pewnikiem zabawa już się zaczęła. I pewnie tak jest. Pierwszy znany redakcji przypadek przyjazdu na Dolny Śląsk będzie miał miejsce w nocy (artykuł pisany jest w środę wieczorem)
Generalnie na naszym terenie spodziewany gdański najazd jest jednym z głównych tematów rozmów.
Mimo, że redakcja Fana nie uczestniczy zbyt aktywnie w przygotowaniach do gościny i tak trafiają do nas ofiarodawcy.
Nazbierało się niemal pół tysiąca złociszy, które poprzerabiamy sensownie. Na wsparcie będą mogli liczyć organizatorzy wspomnianej niemal 50-osobowej gościny.
Bliźniak 50, Sopel 150, Kowal 30, Warchoł 50. Kilka osób „wyciekło” z pamięci red. nacz.
- Skleroza starcza – śmieje się z siebie.
BR, MM, KŁ, RZ, AM, PU
* Swego czasu opisywaliśmy interesującą sytuację. Na pomeczowej imprezie we Wrocławiu pojawił się intrygujący osobnik. Gdyby się nażłopał i sobie poszedł, nikt by na niego nie zwrócił uwagi. Ale chciał chlać do końca zabawy, a wiadomo, że im później, tym grono się przetrzebia. Wreszcie ktoś zwrócił uwagę na osobnika.
- Skąd jesteś? – To pytanie wrocławski gospodarz zadał jako dość neutralne. Delikwent odparł, że z Gdańska.
- Dobra, ale z jakiej dzielnicy? – To było już trudniejsze. Tym bardziej, że zadający pytanie topografię Gdańska zna dość dobrze, a balujących lechistów kręciło się jeszcze sporo i każdy z nich mógł zweryfikować prawdomówność wypytywanego.
Ten zaczął się plątać, nagle stał się znacznie bardziej pijany niż był jeszcze minutę temu. Po dłuższej perswazji okazało się, że lawirant był z... Osobowic. I nigdy nie był na żadnym stadionie.
Kto zna Wrocław, ten teraz ma niezły ubaw.