Artykuły · FanSlask / fanslask.aha.pl

CHORZÓW 3 IV 2010

Ruch  – Śląsk 0-0  

Po fatalnych występach naszych genialnych piłkarzy do Chorzowa ze sportowego punktu widzenia jechaliśmy jak na skazanie. Inaczej było gdy brało się pod uwagę kibicowskie aspekty. Tu ciśnienie było dość duże. Chociaż nie aż tak wielkie jak się spodziewaliśmy.

Przygotowania

Sam mecz zaczął się od numeru dekady. Najpierw ustalono, że spotkanie odbędzie się w czwartek. Maszyna przygotowań ruszyła, ale nie tylko u nas. Także w Lubinie. Tam stwierdzono, że obawiają się najazdu kibiców Śląska z okazji meczu miejscowego Zagłębia z Lechią i ktoś zesrał się ze strachu. Kto – nie nam oceniać. Sami lubinianie wiedzą najlepiej. Zaczęło się mieszanie i Wydział Gier PZPN, Ekstraklasa S.A. i Bóg jeden raczy wiedzieć kto jeszcze nakazali zmienić własną decyzję. I zamiast w czwartek 1 IV Śląsk musiał zagrać w Chorzowie dwa dni później. Tak, że spotkania klubów z Wrocławia i Lubina nałożyły się na siebie terminami.

Mimo tego zaczęto kombinować nad specjalną akcją. Wszyscy kibice Śląska udający się na własny wyjazd oraz na mecz w Lubinie mieli poubierać się w jednakowe czapki. Niestety, organizacyjnie zabrakło konceptu i lubińska część szatańskiego planu nie wypaliła.

Kłopot

Innego rodzaju kłopoty mieliśmy z transportem. W Chorzowie stadion znajduje się bardzo blisko stacji Batory, zatem przejazd koleją wręcz się narzucał. Środki masowej komunikacji odpadały, natomiast z załatwieniem pociągu specjalnego był kłopot. „Żółtki” nie wchodziły w grę, bo brakowało taboru. Zgłosiliśmy się do innej spółki i okazało się, że można pojechać wagonami. No to działania zostały wdrożone. Tymczasem przed 1. kwietnia zrobiono nam wyżej wymieniony żarcik polegający na zmianie terminu spotkania.

Spadające ciśnienie

Początkowo bilety schodziły jak ciepłe bułeczki, lecz po zmianie terminu meczu okazało się że szybkość ich zejścia zaczęła spadać. I ilość sprzedanych wejściówek balansowała na granicy 900 sztuk.

Tu mała uwaga. W Chorzowie kibicom gości standardowo daje się około 500 biletów. My z uwagi na względy wśród kibiców Ruchu mogliśmy liczyć na 1 000.

Kto jeździ na Śląsk?

Ten podrozdział znalazł się na naszych łamach z uwagi na stresy, jakie przed wyjazdem do Chorzowa mieli moderatorzy forum. Istne urwanie głowy. Naprawdę sporo pytań było banalnych, takich których zadanie świadczyło o kompletnej niewiedzy pytających. A ta niewiedza jest najlepszym dowodem na to, że pytający za wiele wyjazdów nie zaliczył.

- Jak przegramy, to się za bardzo nie zmartwię. Wole już te wyjazdy na druga ligę, gdy ludziom nie trzeba tłumaczyć rzeczy oczywistych – to twierdzenie „A”, jednego z moderatorów.

Do tego tematu jeszcze w tym artykule nawiążemy.

Element propagandy

Telefon od Legii. Ten telefon znajdzie jeszcze swój komentarz w Fanie, ale to za kilka dni. Na razie upubliczniamy prośbę legionistów:

- Wywieście transparent „Nie czytam Gazety Wyborczej, nie oglądam TVN”. Postanowiliśmy takowy zrobić. Nie dla Legii. Dla siebie.

Jazda

Podróż pociągiem z wagonami nieznacznie różni się od przejazdu „żółtkami”. Ci, którzy jeżdżą, wiedzą o co chodzi. Ci, którzy nie wiedzą – jak pojeżdżą będą wiedzieli. „G” zainstalował się w ze swoistym warsem, było też zaopatrzenie w browary. Choć generalnie przestrzegano tego, by się zbytnio nie nachłeptać, bo informacje o tym, że pijani będą musieli poczekać na wszystkich do końca meczu na specjalnym placyku zadziałała na wyobraźnię.

Chorzów

Po rozdaniu zielonych czapek w pociągu wyjście na miasto było dość efektowne. Jak zwykle ekipa szła lekko naokoło. Nieopatrznie po drodze dostrzeżono kogoś w barwach Ruchu w jakiejś bramie, co spowodowało, że ekipa lubiąca narozrabiać, natychmiast do owej bramy się rzuciła. Miejscowy jednak znał zakamarki i swoją wiedzę wykorzystał.

Fajni są werbalni napinacze. Jeden taki drący się o wyższości nad Hanysami został zapytany czy cokolwiek wie o wyjeździe na którym się znajduje. Twierdził, że wie wszystko, choć z gadki wynikało, że wiedział niewiele. Twierdził, że to jego dziesiąty wyjazd. Pytającemu nie chciało się zadawać pytań sprawdzających, lecz odniósł wrażenie, że „werbalny” podwoił sobie ich ilość.

Przed wejściem w tunel pod jezdnią część towarzystwa postanowiła przejść drogę górą. Co spowodowało najpierw zamieszanie, następnie interwencję policji na koniach. Zresztą nie tylko konni interweniowali. Jak zwykle na hanysowie „podziałali” zwykli pałkownicy. Na tyle pochodu odbyło się „pałowanie przyśpieszające”. Brak komunikacji wśród kibiców spowodował, że tył dostawał pały, a przód (a i środek pochodu również) nic o tym nie wiedział.

Wejście na sektor

Wchodzenie na sektor kibiców gości w Chorzowie to dla większych grup droga przez mękę. Być na miejscu półtorej godziny przed spotkaniem i wejść na koniec pierwszej połowy...

Transparent o Gazecie Wyborczej i TVN nie znalazł uznania w oczach ochroniarzy. Co ich koliło w oczy?

Podczas gdy bractwo nudziło się stojąc przed wejściem na sektor odbywało się dzwonienie po Polsce i Czechach. Same fajne informacje spływały. Motor wygrał z Pogonią. Lechia w Lubinie wyciągnęła z 0-2 na 2-2. Opava zremisowała. Ze sportowego punktu widzenia najistotniejszy dla nas był rezultat meczu Groclin – Wisła. 1-0 dla Białej Gwiazdy powodowało, że nawet ewentualna przegrana w Chorzowie nie stanowiła by tragedii.

Inne wyniki też ważne, lecz mecz Śląska był najistotniejszy. Wiele osób jeszcze koczowało przed wejściem, gdy widowisko sportowe się rozpoczynało. Dlatego pewien niecierpliwiec, który nie chciał się tłoczyć przy wejściu, postanowił pooglądać sobie zawody wchodząc na płot oddzielający strefę wejścia od strefy buforowej. Postał na ogrodzeniu, po czym z niego zleciał. Plecy trochę bolały.

Tymczasem między sektorami chorzowskimi a placem przed wejściem zaczęła się napinka. Jakieś zbędne wyzwiska leciały w obu kierunkach. Kilku narwańców z obu stron barykady w tej dyskusji chyba znalazło sens życia.

Tłok przy wejściu rozładował się 10 minut przed końcem 1. połowy, gdy przestano rygorystycznie sprawdzać każdego wchodzącego z listą imienną.

Mecz na boisku

Podczas gdy przed meczem remis w Chorzowie z rozpędzonym Ruchem byłby brany w ciemno z zadowoleniem, to po spotkaniu panował pewien niedosyt. O dziwo sytuacje podbramkowe jakie nasze orły stworzyły (choć jest faktem, że głównie po stałych fragmentach gry) wyrównują ilość tychże podczas całej ligowej wiosny. Poprzeczka i dwa słupki w jednym pojedynku...

Mecz na trybunach

Generalnie obeszło się bez bluzg, choć wyjątki w tej materii się zdarzyły. Doping Ruchu niezły, choć nie rewelacyjny. Z naszej strony fajne wrażenie identycznych, zielonych czapek podkreślone przez oprawę z hasłem o zielonych beretach. Jaki był nasz doping – nie nam oceniać. Na pewno mógł być lepszy, bo trudno mobilizować towarzystwo gdy stoi ono na dwóch oddzielonych od siebie sektorach. Ale nieźle udało się wiarę podkręcić... po zakończeniu spotkania. Doping po ostatnim gwizdku sędziego był naprawdę rewelacyjny.

Flaga

Droga z powrotem na dworzec obfitowała w przygody.

Najpierw jakiś mundurowy wesołek postanowił spryskać bractwo zza płotu. W okolicy bramy. To rzecz jasna spowodowało podniesienie poziomu nastrojów bojowych.

Następnie ktoś wpadł na pomysł, że skoro jest szansa na połażenie po okolicach, to czemu z tej możliwości nie skorzystać. Tym bardziej, że ktoś przykukał opuszczoną przez właścicieli flagę. Małe zamieszanie i barwa została ściągnięta. Nie została odebrana siłą właścicielom, gdyż ci ją po prostu wywiesili.

Tu oficjalny komunikat kibiców Ruchu:

„W sobotę 3 kwietnia, w godzinach wieczornych z zajazdu "Batory" w Chorzowie znikła żółto-niebieska flaga z napisem "Górny Śląsk", która eksponowana była na elewacji od strony stadionu KS Ruch Chorzów. W budynku zajazdu mieści się od wielu lat siedziba Koła Wielkie Hajduki Ruchu Autonomii Śląska. Zaginiona flaga należała do właściciela zajazdu i członka RAŚ. Nie miała nic wspólnego z ruchem kibicowskim czy z KS Ruch Chorzów. Na elewacji zajazdu, dobrze widocznej podczas transmisji telewizyjnych, wisiała od trzech tygodni.”.

Z drugiej strony Ruch Autonomii Śląska funkcjonuje wśród kibiców Ruchu i ci się z owym ruchem utożsamiają, ponadto co by się nie działo, to i tak strata medialnie poszła na konto chorzowskich kibiców.

To tak, jakby z masztu na stadionie przy Oporowskiej znikła flaga Wrocławia. Niby nasza, wszakże się z nią identyfikujemy, lecz nie nasza. Ale naszej sympatii podobny uczynek by nie wzbudził.

Powrót

Ostatnie metry przemarszu na stację Chorzów Batory wyglądały jak forsowanie rzeki przez stado antylop. Bractwo biegło na peron, by wywalczyć najdogodniejsze miejsce w pociągu. Dobrze, że dzieciaków było zaledwie paru, bo sytuacja groziła stratowaniem.

Co zmyślniesi mieli zaopatrzenie. Innym zostało oblizywanie się. Najbardziej wkurzony był „KC”, który znalazł sposób na otrzymanie potrzebnych artykułów, lecz w umówionym miejscu ekipa która przyniosła cenne płyny tylko widziała jak pociąg przejechał nie zwalniając. Nikt nie przewidział, że w tym miejscu pociąg się nie zatrzyma. Do tego nikt nie pociągnął hamulca. I dobrze, bo byłaby to jedna z droższych wódek w historii. Każdy hamulec to ponad pół tysiąca złotych do zapłacenia.

Ilu nas było?

Ostatecznie zeszła cała pula 1 000 wejściówek. Ponadto jakieś 20 osób pojawiło się na sektorze za pomocą pomysłowości, zatem oficjalnie uznajemy za obowiązującą liczbę 1020. Dodatkowo 30 osób nastawiło się na koczowanie pod stadionem. Z różnych powodów ostatecznie nie weszli. 

Tym razem nie byliśmy przez nikogo wspomagani, jeśli nie liczyć dwóch osób (Motor, Lechia), które są fanami swoich klubów, lecz obecnie mieszkają we Wrocławiu.

UWAGA: Mamy pewne kłopoty techniczne, zatem nie wiemy, czy zdołamy umieścić kilka interesujących fotek z wyjazdu do Chorzowa. Zajrzyjcie tu za jakiś czas – może jednak się nam uda.

Zmieniony ( środa, 07 kwietnia 2010 03:19 )