Artykuły · FanSlask / fanslask.aha.pl

BYTOM 27 II 2010

Polonia – Śląsk 0-0
(AKTUALIZACJA) Polonia Bytom to drużyna, z którą na przestrzeni ostatnich 10 lat Śląsk grał najczęściej. Wspólny pobyt w III lidze, także w II...
Mecz w Bytomiu przejdzie do historii kibicowskiego ruchu we Wrocławiu. Z kilku powodów, ale o tym za chwilę.
Po pierwsze w Bytomiu zostaliśmy wpuszczeni na stadion. Oficjalnie. Dawno nas tak nie ugoszczono. Dwa ostatnie mecze na Olimpijskiej odbyły się bez nas. Powód zawsze znaleziono, a jak nie było innego, to postawiono taczki na sektorze gości i już był remoncik uniemożliwiający wpuszczanie „hołoty z Wrocławia”.
Zatem zdarzył się cud. Wiedzieliśmy, że wejdziemy. Cud urósł do rozmiaru XXL gdy się dowiedzieliśmy, że nie 500, na ile liczyliśmy, lecz 1 000 wejściówek dostaniemy.
Przygotowania
Próbowano rozmawiać o pociągu specjalnym. Niestety, kolej odmówiła. Zatem trzeba było organizować transport drogowy.
- Z pociągiem to wiadomo o co chodzi i jak towarzystwo zabezpieczyć, natomiast jadąc w tyle fur wiadomo, że będą skandale – skomentował decyzję o takim a nie innym sposobem przemieszczania się „K”. Wypowiedź okazała się prorocza.
Kto wpadł na pomysł, żeby do biletów dodawać szaliki, tego już pewnie nie dojdziemy, jednak idea była kapitalna. Pierwszy w historii wyjazd bez szalików, po to by wszyscy mieli takie same barwy na szyjach. Gorzej było z dystrybucją. Dlaczego – o tym później.
Trzy tysiące
Wejściówki na mecz dotarły do Wrocławia na miesiąc przed spotkaniem. I rozeszły się błyskawicznie. W poniedziałek rozpoczęto sprzedaż, w czwartek w południe było po zawodach. Też historyczne wydarzenie. Od tego momentu zaczęły się spekulacje ile wejściówek zaspokoiło by nasze potrzeby. Mamy czelność twierdzić, że trzy tysiące. A wiecznym prześmiewcom z Cracovii po akcji gdy chcieliśmy od nich wziąć 2 000 biletów, którzy ironicznie podśmiewali się z wrocławskiej akcji, teraz my się śmiejemy w twarz.
Natomiast we Wrocławiu zaczęły się dyskusje na temat „jechać – nie jechać bez biletu, a jeśli jechać to czy się wejdzie czy nie wejdzie, a jeśli się nie wejdzie...”
Jazda
Organizator doszedł do wniosku, że moment spotkania ustalony na 10:30 przy meczu o 17:00, gdy do przejechania jest zaledwie 170 kilometrów autostradą, był obliczony na baaardzo długą zbiórkę. Nic bardziej mylnego. 9 autobusów zapakowano w 40 minut. I wówczas mogło się wydawać, że jest bardzo dużo czasu, lecz tempo przejazdu było iście nie autostradowe. Ale mało ekspresowe tempo przemieszczania się miało ten pozytywny skutek, że kolumnę łatwo  było dogonić. I cały czas się ona powiększała.
Bystre oko
W czasie przemieszczania się zauważono pojazdy, które niewątpliwie wiozły kibiców Odry Opole. Najwięksi optymiści liczyli na opolską zasadzkę. Realiści pukali się w głowę.
- Co biedna Odra może wykombinować, skoro aby stanąć musimy zająć dwa sąsiednie parkingi, bo na jednym masa pojazdów się nie mieści – śmiał się „SW”.
Jazda obfitowała w postoje. Śmieszny był już na Górnym Śląsku.
- Podjeżdżamy na wzniesienie i stajemy za autobusem. Koleś twierdzi, że głupio się tak samemu odlewać do rowu. Wysiadamy z fury i widzimy opadająca drogę. A wzdłuż niej stoi kilkaset osób stoi w jednoznacznej pozycji. Za nami też się zatrzymał sznur samochodów i tez wszyscy stoją nad tym rowem... – taka opowieść zasłyszana w czasie wyjazdu.
Dodatkowe atrakcje
Naprawdę wesoło zaczęło być na miejscu. W Bytomiu widać było, że na mecz Polonia – Śląsk szykowano się również  wśród gospodarzy. Kilka ewidentnie świeżutkich napisów zniesławiających klub z Wrocławia było efektem tych przygotowań.
„Zaczęło się” gdy czoło kolumny podjechało pod stadion. Tam przebywała grupka kibiców Polonii. 20? 30? 50? Zainteresowani będą wiedzieli najlepiej. Przybysze, wśród których było sporo ziomków z Lublina wysiedli z samochodów. Złośliwi wrocławianie twierdzą, że bytomianie największe straty ponieśli podczas forsowania drzwi budynku klubowego, bo chętnych dużo, czasu mało, a drzwi wąskie.
Podczas gdy „na przodku” działo się, tył grzecznie stał. Im dalej, tym wiedza o tym dlaczego się nie jedzie – mniejsza. A że kolumna długa na prawie kilometr, zatem „coś na jakimś odcinku wydarzyć się musiało’.
No i się działo. Przy skrzyżowaniu wyskoczyła grupa kilkunastu (kilkudziesięciu?) bytomskich hoolsów. Fanów Śląska było dużo więcej, zatem zaczęły się ganianki po osiedlu.
Znacznie bliżej czuba drugą stroną jezdni przechodził chłopak w szaliku Polonii. Nie tylko barwy eksponował, ale zaczął coś wymachiwać paluchami. Redakcyjny prześmiewca stwierdził, że biedak będzie szedł jeszcze wzdłuż tej kolumny kilkaset metrów, zatem jego los jest już znany, lecz jeszcze nie wiadomo kiedy będzie musiał włączyć umiejętności sprinterskie. Palce pracowały jeszcze jakieś 50 metrów. Potem ich właściciel musiał zacząć zwiedzać obiekty kopalni. Strażnik na bramie mu w wejściu bez biletu ani przepustki nie przeszkodził zupełnie.
Jeszcze inaczej wyglądało przejęcie innych bytomskich barw. Ich właściciel gdy doszedł do wniosku, że przechodząc w okolicy mało sprzyjających mu  typków. Postanowił biec do stojących w kolumnie mundurowych. Dlaczego do nich, a nie w drugą stronę w osiedle – to pozostanie jego tajemnicą. W każdym bądź razie zbyt wiele rąk chciało przechwycić delikwenta. Przechwycono jego skalp.
W okolicach stadionu działo się bardzo dużo. Wszystkiego nie wiemy, ale jakieś zdawkowe relacje dają obraz... ogólnej wesołości.
Grupa bytomskich hoolsów przyatakowała dwa samochody.
- Jechałem po chodniku. Pici włos a bym jednego przejechał – opowiadał szofer auta. Gdy mówił już był wyluzowany, ale gdy depnął gaz pewnie taki luzacki nie był. Dwa wrocławskie samochody straciły szyby.
Jeden wrocławianin został powinięty na komendę. Według świadków – zdrowo go na tej komendzie oprawiono.
Rozmowy
Czy to był telefon poważny, czy ktoś sobie robił jaja – nie nam oceniać. W każdym bądź razie do udającej się na mecz Śląska grupy fanów Motoru ktoś się dodzwonił. Po akcencie dało się wyczuć, że jest to mieszkaniec regionu miejsca rozgrywania spotkania. Jednak gdy kibice z Lublina wyrazili chęć na męskie rozmowy telefon zamilkł. Uznajemy, że był to jakiś maniak rozmów komórkowych, a nie poważny przedstawiciel sportów ekstremalnych.
Wejście
Tu zaczął się kłopot organizacyjny. Gospodarze nie pozwolili wnieść worków z szalikami na stadion, zatem trzeba było barwy rozdawać przed wejściem. A to stwarzało pole do popisu dla różnej maści kombinatorów. I oczywiście zaczęły się wałki. Trochę osób którym szaliki przysługiwały – nie dostało ich, choć organizator przewidział problem i szalików było kilkadziesiąt więcej niż dostaliśmy biletów.
Tłumek napierający na wejścia spowodował, że jeden z wchodzących zemdlał. Inni wyszukiwali zajęć, stąd brama została oblepiona vlepkami a potem opisana sprayem.
Generalnie skończyło się tym, że kilkanaście osób posiadających wejściówki nie weszło na stadion, natomiast na trybunach znalazło się trochę osób nie posiadających biletów. Refleksem i bezczelnością popisał się zwłaszcza „KB”, który nie tylko wszedł na sektor za darmo, to jeszcze z wcale nie należnymi mu honorami.
Ponadto... pewna część osób poszła sobie na sektory zajmowane przez bytomian. Jak duża to była grupa to trudno ocenić, ale wcale niemała. Tym bardziej, że wcześniej we Wrocławiu były przeprowadzane akcje mające na celu zaopatrzyć spóźnialskich w karty wstępu.
Mecz na boisku
Co będziemy się rozpisywać. Paru zawodników zawiodło. Natomiast z niezłej strony pokazał się Kelemen, który ze dwie – trzy bramki mógł puścić, a  nie puścił żadnej.
Spotkanie było stosunkowo szybkie, ale na nie najwyższym poziomie. Jednak po batach, jakie nasze orły dostawały z jakimiś nieznanymi drużynami remis wyjazdowy możemy przyjąć z zadowoleniem. Tym bardziej że na dole tabeli większość klubów potraciła punkty, zatem dystans nad strefą spadkową się powiększył. A o podium i tak marzyć nie marzyliśmy.
Mecz na trybunach
Polonia przygotowała oprawę. Nawet ładną, lecz linki podciągające ich pracę się poplątały i coś tam nie dojechało do góry jak powinno. Złośliwcy, a takich wśród kibiców Śląska nie brakuje, śmiali się, że mogli zrobić próbę generalną to by wyeliminowali takie drobne braki. Ale lenistwo zwyciężyło...
Polonia zadziwiła starszych kibiców Śląska. Wyjątkowo mało bluzgów poleciało podczas tego meczu na klub z Wrocławia. Dotychczas zawsze leciała bluzgoteka. Nawet wówczas, gdy nas nie było.
Ponadto liczba osób śpiewających wśród miejscowych wzrosła.
Śląsk – pozytywne było pełne oflagowanie sektora gości. Jednakowe szaliki robiły wrażenie. Doszły flagi na kijach, których było 30. 25 nowych i 5 starych.- niewielki nakład środków a  niezła prezencja.
Dodatkowo transparent „szalikowcy” zrobiony na płótnie przypominającym takie właśnie szaliki, które mieli sympatycy WKS dopełniło obrazu.
Doping ze strony Śląska całkiem znośny. Niektórzy uważają, ze w I połowie nawet bywał głośniejszy od miejscowych. Pod koniec spotkanie bractwo się podkręciło. I znów złośliwi mówią, że tylko z uwagi na chłodny wieczór. Jednak w TV tego raczej nie słyszano, bo taki jest bytomski skansen robiący za stadion. Ponadto obsługa C+ na sektor gości ma... użyjemy tego słowa: wyjebane. Niezależnie, czy zasiada tam fajna ekipa kibiców, czy nie.
Bluzgów na Polonię też nie było zbyt dużo, choć pod koniec meczu trochę się ich posypało.
Powrót
Nooo, wesołość była. Duża. Zwłaszcza ci, którzy jechali urwawszy się z konwoju mieli okazję pobawić się na trasie. Szczegóły – nie na tym portalu. Misie z serduszkami wiedzą o co chodzi.
Znaleziono na trasie pewne auto na niezbyt lubianych we Wrocławiu blachach i zaczęto terroryzować jego pięcioosobową załogę. Pasażerowie samochodu nie byli zadowoleni ze spotkania na pewno. Ale do niczego nie doszło z uwagi na takich tam. Na podobnych blachach, ale z, nazwijmy to, innej ekipy.
Natomiast największe zdziwko chwyciło fanów WKS-u gdy w jednym z samochodów wyczajono obcokrajowych zawodników... Śląska. Później usłyszana w C+ wypowiedź Tarasiewicza o konieczności konsolidacji drużyny dla tych, którzy spostrzegli Vuka i innych w aucie zamiast klubowego autokaru zabrzmiała inaczej.
Tym razem jazda nie trwała w nieskończoność, przemieszczano się na tyle szybko, że po zakończeniu podróży jeszcze był czas odpowiedni na zabawowe zakończenie wyjazdu.
Ilu nas było?
Uznajemy że 1 000. Trochę osób „zaginęło w akcji”, trochę powchodziło bokiem. Kolejna setka czekała pod stadionem. Kilkudziesięciu wolało urzędować na parkingu, gdzie były większe możliwości. Pochłaniania środków imagogennych na przykład. O wchodzących na sektory bytomskie w tym tekście już wspomnieliśmy.
W gronie tych, którzy byli na stadionie i stali pod sektorem dla gości zameldowało się: 68 osób reprezentujących Motor Lublin. (Pełen szacunek dla „U”, który nie wrócił o odpowiedniej godzinie z pracy i potem musiał jechać sam z Lublina via Wrocław środkami masowej komunikacji). Ponadto byli z nami: Wisła Kraków – 5, Miedź Legnica –3, Lechia Gdańsk – 2. Kilka osób było dość... dziwnych. Jednemu rzeczywistość zasłaniały flagi.
Natomiast na plus trzeba zaliczyć postawę fanklubów. Stale rosnące liczby czynnych uczestników życia kibicowskiego w pobliskich (i nie tylko pobliskich) miejscowościach dają do myślenia. To niesamowite, jak się bractwo rozbujało. I niemal wszyscy narzekali na brak dodatkowych wejściówek.
Pechowiec
Jadąc do Bytomia w jednym z aut poszło koło. Pech. Ale w tym samym aucie, już w Bytomiu, poszło koło drugie. Rozmowy z taksówkarzami były tak trudne, że aż niemożliwe. Na szczęście okazało się, że ktoś ma nadające się na podmiankę i pożyczył pechowej załodze swój zapas.

UWAGI jakie dotarły do nas już po  napisaniu relacji:

Osób pod stadionem stało 141

Autor pomysłu z szalikami: Piwko

Liczba kibiców na sektorze raczej będzie oscylować wokół 1050 (sporo osób zgłasza się jako ci którym udało się przedostać i podają sposoby w jaki znaleźli się na sektorze - pomysłowość ludzka nie zna granic).

Podczas jazdy powrotnej jeden autobus zdefektował. Bractwo poprzesiadało się do innych pojazdów.

RZ, B, KKK, U, SND, FPP

Zmieniony ( poniedziałek, 01 marca 2010 10:53 )