Artykuły · FanSlask / fanslask.aha.pl

BITWA LUBIŃSKA

No i zaczęło się. Biletów na Lubin już nie ma. Kto nie jest kibicem Śląska ten nie ma pojęcia o ciśnieniu jakie się wytworzyło przed tym spotkaniem. My twierdzimy, że 4 000 wejściówek zeszło by spokojnie.
Mam szczęście, że nie jestem już organizatorem, bo skoro do dyspozycji jest 515 wejściówek, to złość pozostałych 3 500 skupi się właśnie na nim. Ja organizatorem nie jestem a i tak telefon się grzeje. „P” chyba właśnie dostaje raka mózgu od trzymania komórki przy uchu.
Tyle o faktach i przypuszczeniach. A teraz to, co ostatnio lubię najbardziej. Czyli jazda po całości. Zdenerwuje się parę osób, oj zdenerwuje...
Pełne gacie
Ciśnie się na usta pytanie, dlaczego jesienią normą było wpuszczanie na lubiński stadion 780 kibiców gości, a obecnie ta liczba wynosi 515? Odpowiedź ciśnie się na usta sama. Gdyby nie Śląsk i jego kibice...
W ten oto sposób samym swoim istnieniem powodujemy trwałe zmiany w mózgach lubinian. Na razie naciskamy na nerwy odpowiedzialne za strach.
Ciekawy zbieg okoliczności
Mecz w Lubinie odbędzie się we wtorek. I ciśnienie jest olbrzymie. Interesujące jest to, że także we wtorek jest spotkanie w Krakowie. Jakoś nic nie wskazuje na to, by na pojedynek z mistrzem Polski zeszła cała pula wrocławskich wejściówek. A jest ich 1 000.
Wobec czterotysięcznego zapotrzebowania na bilety do Lubina rzec by można było – zaledwie tysiąc. Jak to zatem jest z naszym przywiązaniem do klubu, że tysiąc do wtorkowego Krakowa to za dużo, a tysiąc do wtorkowego Lubina to dużo za mało?
Teoria „Tramwajarza”
Pamiętacie taki mecz 1/16 Pucharu Polski Śląsk – Wisła, jaki się odbył 26 września 2007 roku? Biletów na Oporowską zabrakło bodaj dwa tygodnie przed spotkaniem. „Tramwajarz” wkurzał ludzi, którzy nagle sobie przypomnieli, że nie mają biletów. Łaził i opowiadał o tym, że wejściówek jest całe mnóstwo. Gdy ludzie dopytywali się z niedowierzaniem o co chodzi, słyszeli w odpowiedzi, ze w kasach jest poupychanych całe pliki kart wstępu. Na mecze ze Swornicą Czarnowąsy, TOR-em Dobrzeń, Walką Zabrze, MK Katowice, Carbo Gliwice...
- Teraz, gdy gramy z Wisłą nagle sobie przypomnieli, że Śląsk istnieje – komentował swoje żarciki.
Co prawda sam nie nabijam się z nikłego zainteresowania wyjazdami, bo ostatnio w tej materii na Oporowskiej ruszyło się bardzo. Ale cały czas mam przed oczami pewnego osobnika, który w Chorzowie, będąc w grupie, wydzierał się do niewidocznych gospodarzy „wy hanysowskie kurwy”. Jak twierdził: jest doskonale zorientowany, wszystko wiedział, także i to, ze nadprogramową ilość wejściówek w Chorzowie zawdzięczamy kibicom Ruchu. Czyli nie stanowi dla niego żadnej tajemnicy fakt, iż jest nas dwa razy więcej niż być mogło. Powiedział mu to... kolega z pracy, bo on (ów kolega) pochodzi z Chorzowa, czy ma rodzinę w Chorzowie. Na pytanie który to jest jego wyjazd, wzrok mu odpłynął. Niezbyt pewnie stwierdził, że dziesiąty. Pewnie sobie znalazł jakiś mnożnik.

Zaniechany pomysł
Był taki moment wśród tych, którzy zaliczyli spotkania Śląska w Dobrzeniu Wielkim, ale i Czermnie, Wągrowcu, Białymstoku czy Ząbkach, gdy zrodziła się myśl, by nie walczyć o wejściówki do Lubina.  Niech wejdą ci, którzy na owe, znacznie mniej bezpieczne wyjazdy, nie jeżdżą. Ktoś jednak zauważył, że owszem, można taki eksperyment zrobić. Tylko co będzie potem, jeśli się okaże, że tacy jak ów chorzowski kurwujący narobi popeliny?
Roman Zieliński

PS. Powrócił natomiast pomysł "gliwicki". Pojechać, zobaczyć czy nie uda się wejść,. a jak nie to... party na parkingu.

Zmieniony ( sobota, 24 kwietnia 2010 03:41 )