Artykuły · FanSlask / fanslask.aha.pl

Zagwozdka Legii

Zagwozdka Legii

niedziela, Wrzesień 6, 2009 23:51
Artykuł w dziale Kibice w Polsce

Kiedy 23 maja na Oporowskiej gościliśmy Legie, zrobiliśmy wszystko, żeby stołeczni kibice mogli wejść na mecz. Niekoniecznie na zasadach, jakie chciało wymóc szefostwo ITI, właściciela klubu.

Jednak wrocławska wizyta kibiców ze stolicy nie przebiegła tak, jak wszyscy byśmy sobie tego życzyli. Co spowodowało powstanie tekstu, jaki znalazł się na naszych łamach dwa dni później pod tytułem:
“Na cholerę się umawiać?”
Oto cały tekst tego artykułu:
Kibice Legii odwiedzili Wrocław. Generalnie – na układzie. Jednak bilans tych odwiedzin… wprowadza nową jakość w takich „umawianych” meczach. Po co się umawiać, skoro ustalenia nie są respektowane obustronnie?
Zaczniemy od naszych grzechów:
Ci, którzy w takich przypadkach powinni najbardziej pilnować, by nikomu głupie pomysły nie przychodziły do głów, sami podśpiewują sobie o strzelaniu gola… wiadomo komu. Dopiero po czyjejś interwencji twierdzą, że „to tak dla zbytów”. Takie zbyty często są tym elementem, które rozpoczynają większe zawieruchy.
Drugi element braku szacunku dla gości to atakowanie samochodu przyjezdnych po meczu. Jak ktoś koniecznie chciał się bawić w chuligana, to pewne propozycje były. I nie pitolić, że „się o tym nie wiedziało”. Skoro JA wiedziałem (a chuligan ze mnie żaden, zresztą o „tych” tematach niemal nigdy nie wiem nic przed zdarzeniem), to znaczy że „kumaci” wiedzieli wszyscy. No, chyba że z tą kumatością coś nie tak, ale to już problem leszczy prężących się na hoolsów. Wystarczyło się dogadać i sobie pogrilować z godnymi rywalami, a nie z mniej lub bardziej przypadkowymi osobnikami. Ostatnie zdanie dotyczy także wcześniej wspomnianych „śpiewaków”.
Teraz babole Legii.
Jak się umawiamy na konkretna ilość, to druga strona powinna zrobić wszystko, by się ustaleń trzymać. Wyszło na to, że Legia potraktowała nas jak leszczy. Może kibice ze stolicy nie panują nad tym, co się wokół nich dzieje, ale to już nie jest nasz problem, ale Legii. Na dodatek przybyli w otoczeniu takich, którzy wcale się żadnymi regułami (ilościowymi) nie przejmowali. Część z nich wręcz nawoływała do „wzięcia dwóch pul wejściówek”. Czyli nawoływali do jawnego zrobienia nas w wała.
Sprawa druga, która nie wzbudziła sympatii wśród wrocławian. Chwila ciszy w czyjejś intencji to chwila ciszy. Tu legioniści mają pewne usprawiedliwienie, bo nagłośnienie na sektorze dla gości jest jakie jest. Dobrze, że się zreflektowali po serii gwizdów. Ok, tu usprawiedliwienie jest, ale w przypadku prucia się do Wisły czy Lechii… po kiego grzyba mamy sobie wpuszczać kłopoty? Paru osobom puszczały nerwy, inni musieli ich uspokajać. Sami mamy się kłócić między sobą by stanąć za kimś, kto naszym przyjacielem nie jest?
Kolejna historia. Po zdarzeniu opisanym wyżej, to jest po zaatakowaniu auta z legionistami, inne samochody z Warszawy zrobiły sobie z kolei polowanie na ludzi w barwach Śląska. Parę osób pozbyło się różnych gadżetów, doszło do kilku szarpanin.
To suche fakty.
Jak to podsumować?
Jeszcze o dalekosiężnych konsekwencjach wszystkiego, co się działo, a co się dziać nie powinno, między sobą nie rozmawialiśmy. Ja jednak na Legię będę patrzył już zupełnie inaczej. I wątpię, bym po niedzielnych doświadczeniach w przyszłości chciał w jakikolwiek sposób angażować w sprawy kibiców innych klubów.
Roman Zieliński

Teraz w najbliższą sobotę fani Legii chcą znów przybyć do Wrocławia inaczej, niż życzy sobie tego ITI.
No cóż, mają problem. Bo po majowych „niedociągnięciach” ze strony Legii nikt we Wrocławiu nie ma zamiaru po raz wtóry dać przyzwolenie na podobne… „niedociągnięcia”. I to jest zdanie nie tylko niżej podpisanego.
Roman Zieliński

Artykuł w dziale Kibice w Polsce

Skomentuj