Artykuły · FanSlask / fanslask.aha.pl

Wróg czai się za rogiem

To tekst o Wrocławiu, ale zaczynamy od innego miasta. Każdy z kibiców, kto tylko odwiedził Kraków i sobie po nim troszkę połaził, wie że w tym grodzie jest… jak by to nazwać… trochę dziwnie. Oglądanie się za siebie w kolejkach w hipermarketach należy do rutynowych zajęć kibiców

tamtejszych drużyn. Zwyczajowe w innych miastach osiedlowe imprezki pod chmurką obłożone są takimi dziwnymi - z naszego punktu widzenia - restrykcjami. że wielu z nas zastanawia się po co w ogóle takie libacje się organizuje. Żłopać piwko będąc cały czas czujnym, to trochę nie po wrocławsku. U nas trzeba jedynie zwracać uwagę na mundurowych. Brak czujności w najgorszym wypadku kończy się mandatem. Tam uwagę przykuwa wszystko co tylko żywe. Nazbyt roztargnieni narażają swoje zdrowie, a w skrajnych przypadkach - nawet życie.
We Wrocławiu takich problemów nie ma. W mordę można dostać za wiele rzeczy, ale nie za to że jest się kibicem Śląska.(Za to, że jest się kibicem w ogóle - można, są grupki które za fanami nie przepadają, ale jest ich coraz mniej, są coraz mniej liczni i coraz mniej jest wśród nich osobników zdeterminowanych.) Żużlowi kibice Sparty nie są do nas nastawieni zbyt negatywnie, zresztą z wzajemnością. Koszofani poznikali, bo im się klub rozwiązał, zresztą nigdy nie byli uważani za wrogów. Co najwyżej patrzono na nich z politowaniem jako na niegroźnych odszczepieńców.
W historii Wrocławia większych, wewnętrzych wojenek nie było. Przez moment powstał ruch kibicowski na Ślęzie. Na początku lat osiemdziesiątych pojawili sie kibice w żółto - czerwonych szalikach. Ale po pewnej rozmowie zniknęli. Ktoś słusznie zauważył, że w jednym mieście nie ma miejsca na dwa kluby z fanatykami, bo to prowadzi do… Krakowa właśnie. W momencie, gdy odbyła się rozmowa z zalążkiem młyna Ślęzy bardziej niż na Kraków patrzono na Łódź. Kibice Śląska, którzy swoją obecnością zaszczycili Miasto Włókmiarzy na pierwszym w historii meczu Widzew - Śląsk, jakichkolwiek odznak ruchu kibicowskiego na tamtym stadionie nie spostrzegli. Wówczas w Łodzi istniał tylko ŁKS i żadne obecne, propogandowe wypociny ze strony Widzewa tego nie zmienią. Kilka lat później ŁKS-owi, który wcześniej tolerował niewielkie grupki fanów Widzewa, (uwaga, będzie śmiesznie) wyrósł pryszcz na dupie i to pod samym nosem.
Pod koniec poprzedniego wieku coś tam zaczęło się dziać na Zakrzowie.Wiadomo: Polar. Też trzeba było odbyć rozmowę. Do tej pory niektórzy się zastanawiają, co się stało z zamówionymi przez jednego z tamtejszych macherów kominiarkami. Generalnie - problem Polaru został rozwiazany w zalążku. Bo wówczas to już nie Łódź była wyznacznikiem tego, co się może wydarzyć w przyszłości, lecz wspomniany wcześniej Kraków.
Dlaczego piszemy o tym w Fanie w roku 2009?
Bo jesteśmy przewrażliwieni. Hasło: “Śląsk potęgą jest i basta, jesteśmy władcami tego miasta” na razie obowiązuje, tak jak podobne o Łodzi mógłby ułożyć ŁKS 40 lat temu. Jak Wisła sprzed 30 lat. Ale się pozmieniało. I o te, długofalowe zmiany chodzi.
Klub Odra Wrocław ogłasza zapisy do klubu kibica. Śmieszne, prawda? Na razie śmieszne. Nie mamy nic przeciwko temu, żeby ktoś lubił klub Odrę Wrocław. Można też lubić Ślęzę, która teraz niczym cwaniaczek pojawia się na trzecioligowej mapie Polski. Jednak trzeba uważnie patrzeć, co się dzieje na trybunach stadioników tychże klubów. Inne co prawda już nadeszły czasy niż te w których powstawały zalążki ruchu kibicowskiego na Widzewie, Cracovii czy Hutniku, ale może nadejśc moment w którym na cokolwiek będzie za późno. Tak jak przyszedł w Łodzi i Krakowie. I teraz tam fanatycy ŁKS-u i Wisły plują sobie w brodę. Że wówczas nie myśleli kategoriami… Wrocławia.
Roman Zieliński

				</div>