Zwycięstwo w Gdyni przyszło Wiśle wywalczyć w trudnym momencie. Bardzo często zespół dotychczas prezentujący się jak stado patałachów, po zmianie trenera nagle zaczyna grać koncertowo. Tymczasem po zamianie szkoleniowca
z Czesława Michniewicza na Marka Chojnackiego pierwsza na tapecie gdyńskiej Arki była Wisła Kraków.
Swoją drogą to Czesiek okazał się niezłym kalkulatorem, wiedział kiedy opuścić tonący okręt. Najwidoczniej przegraną z Wisłą wkalkulował w terminarz i nie zamierzał firmować jej swoim nazwiskiem, bo coraz bardziej Arka dryfuje ku drugoligowej mieliźnie a kto jak kto, lecz Czesio nie zamierza być identyfikowany ze spektakularnym spadkiem. Doskonałym kalkulatorem to już Michniewicz nie jest, jako że przegapił wcześniejsze znaki ostrzegawcze, takie jak wycofanie się sponsora czy seria jesiennych porażek na własnym boisku, lub kompletny brak umiejętności strzelania goli przez własnych podopiecznych na wyjazdach.
Dobra, problemy Arki obchodzą nas o tyle, że najbliższe spotkania Śląsk rozegra właśnie z Arką. Najpierw w ramach rozgrywek o puchar wójta gminy. A właśnie ów puchar stał się niechcąco celem WKS-u w obecnych rozgrywkach. Ligowa tabela jest jednoznaczna: w ekstraklasie zajęcie miejsca dającego grę na stadionach Europy już nam nie grożą, o spadku również mowy nie ma. Dlatego ów puchar stał się celem, bo jak już się w nim gra gdy na horyzoncie ma innych celów, to się powinno go zdobyć.
Tymczasem Arka ma przed sobą niezły pasztet. Za tydzień musi zagrać w derbach z Lechią i to w Gdańsku (Arka dostanie na ten mecz 600 biletów, choć gdynianie sami nie wywiązali się z wzajemnych umów o wpuszczaniu kibiców). Ewentualna porażka zepchnie Arkę w strefę spadkową. A przegranej wykluczyć nie sposób. Potem w lidze Arka będzie jeszcze grać ze Śląskiem (dom), Polonią Bytom (wyjazd), Ruchem (d), Bełchatowem (w) i Odrą Wodzisław (d). Co prawda trener Chojnacki zapowiada, że mecze pucharowe potraktuje równie poważnie jak ligowe, lecz podobne zapewnienia można śmiało włożyć między bajki. W obecnej sytuacji z trzech pojedynków jakie w ciągu najbliższych kilkunastu dni Arka rozegra ze Śląskiem, Chojnacki zgodziłby się na dwie katastrofalne przegrane, byle tylko w lidze wygrać choćby 1-0.
Wisła wygrywając w Gdyni nie pozostawiła Arce najmniejszych złudzeń: tamtejsi działacze i kibice są teraz bliscy stanu przedzawałowego. W środę na Oporowskiej mało kto z obozu gdyńskiego, wobec sobotniej konfrontacji w Gdańsku, będzie myślał o pełnym zaangażowaniu.
Kibiców Arki na tym meczu nie będzie.
AP, RZ
</div>